Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№28 kwiecień 2008

Koniec, nierzeczywistość, początek („Control” Antona Corbijna) Jarosław Bytner

W krótkim wywiadzie pokazanym na początku marca przez jeden z polskich programów alternatywnych Anton Corbijn powiedział, że „Control” stanowi hołd i jednocześnie swoiste pożegnanie z Ianem Curtisem. Pożegnanie, które jest hołdem, można by to i tak ująć, zakładając, iż Corbijn mówił o sytuacji, dopadającej niekiedy niespokojne umysły, którą pokonać można tylko oswajając ją artystycznie piórem, dźwiękiem czy obrazem. Holender, za swoje pieniądze, nakręcił więc film o wokaliście Joy Division.

„Control” to obraz monochromatyczny i statyczny. Bloki i przedmieścia Manchesteru w odcieniach czerni oraz bieli. Film nawet zyskuje przez czarno-biały filtr, bo ten maskuje wszelkie niedoskonałości tamtego świata, upoetycznia hałdy śmieci i odrapane fasady budynków, traci, paradoksalnie, z tych samych powodów, gdyż angielską rzeczywistość lat 70. ubiegłego wieku, skutecznie deformuje.

Podstawowym mechanizmem deformacji w filmie Corbijna jest jednak redukcja, obejmująca rzeczywistość, dramatis personae opowieści oraz ich emocje, myśli, wypowiedzi. Rzeczywistość zostaje zredukowana na wielu poziomach. Brakiem najbardziej rażącym jest wycięcie całego tła środowiskowego, zmarginalizowanie brytyjskiej punkowej i nowofalowej rewolty do kilku plakatowych frazesów i akordów Buzzcocks oraz Sex Pistols. Do paru kliszy zostaje zredukowana przestrzeń Manchesteru: blokowiska, gdzie mieszkają rodzice Iana, perspektywy ulicy w Macclesfield i domu Curtisów przy Burton Street, ascetycznych wnętrz kilku pubów. Tych surowych, statycznych planów znacząco nie ożywiają niestety charaktery postaci. Bohaterowie wydają się być sprowadzeni na plan wyłącznie w celach statystycznych, gdy już rzeczywiście nie da się ich pominąć i w większości mają status figuralny, w filmie mówią bowiem mało, a kwestie znaczące nie padają tu wcale. Nad wyraz swobodnie są też traktowane kwestie faktograficzne związane z historią Joy Division.1 „Control” sugeruje także, przynajmniej widzom nieobeznanym z technicznymi umiejętnościami muzyków słynnej formacji, iż ci, już na etapie Warsaw, grali jak po kilkuletniej praktyce w Academy of St. Martin in the Fields.

Corbijn, który z miłości do wyspiarskiej muzyki punkowej i nowofalowej, opuścił swój kraj i zyskał w Wielkiej Brytanii sławę fotografa oraz realizatora klipów większości niegdyś alternatywnych, a dziś już o światowej sławie zespołów, wie o tym wszystkim doskonale i jak pewnie mało kto. Rezygnacja z dokumentaryzmu jest zatem prostą konsekwencją postrzegania świata z perspektywy Iana Curtisa. Zapewne stąd ta wielopoziomowa redukcja stanowiąca analogon psychicznej i egzystencjalnej alienacji wokalisty Joy Division.

Pojawia się tylko zasadnicze pytanie, czy taka perspektywa odkrywa jakąś nową, nieznaną prawdę o Curtisie? Moim zdaniem — nie. Nie ma tu także podłożonego tak silnego ładunku demitologizacyjnego, jak w książce Deborah Curtis2, choć na niej właśnie oparto scenariusz filmu. W porównaniu ze wspomnieniami żony, „Control” serwuje nam uładzoną wersję przypadków Iana Curtisa. Kreśli portret człowieka rozpaczliwie poszukującego miejsc wspólnych między rzeczywistością a poezją, świadomego niemożliwości pogodzenia tych różnych światów, a jednak podejmującego dramatyczne próby znalezienia oparcia, punktów zakorzenienia. Pobierzmy się, Zróbmy sobie dziecko są tyle jednak groteskowe, co w konsekwencjach dla obu stron tragiczne: Curtisowi nie przynoszą ukojenia, raczej kolejne deziluzje, jego żonie pozostawiają traumę, systematycznie zresztą dawkowaną i wzmacnianą: przez romans, rozpad małżeństwa, samobójstwo. Poète maudit i niedojrzały, zagubiony, niepewny wyborów ani niezdolny do uniesienia ich skutków, młody mężczyzna. Ten drugi w filmie zdecydowanie dominuje, ale taka prezentacja postaci jest tylko kolejnym z elementów nie wnoszących nic nowego do portretu Curtisa. A może przypomnę, mamy już — czy w zasadzie nie mamy: tła środowiskowego, pokoleniowego, portretu czasów, miasta, Anglii, psychologicznego prawdopodobieństwa decyzji bohaterów, nowego czy choćby ciekawego pokazania motywacji wyboru Curtisa (poza oczywistościami: wrażliwością poety, chorobą, dwoma kobietami, „Stroszkiem”). Być może więc cała ta nijakość, nieobecność otoczenia Iana Curtisa, a w pewnym sensie także zwyczajność dylematów z jakimi się zmagał, na zasadzie swoistego kontrastu, służyć ma ekspozycji niesamowitej siły oddziaływania jego poezji i potęgi muzyki Joy Division. Ale przecież, powie każdy, aby się o tym przekonać, wystarczy posłuchać ich płyt w domu.

„Control” to film o teledyskowej strukturze i takiej też nośności. Tak opowiedziana historia wokalisty Joy Division może mieć dla fana tej formacji co najwyżej walory sentymentalne. Przyjąć więc może należy, że Corbijn film o Curtisie adresuje przede wszystkim do tych, którzy z legendą i muzyką Joy Division nie mieli dotąd przyjemności. Wierzę, bo tyle mi własnie wiary po obejrzeniu tego filmu pozostało, iż dla takich osób „Control” stanowić będzie początek fascynującej muzycznej przygody.

© 2008 Jarosław Bytner

1 Z polskich publikacji o manchesterskiej formacji do dziś pod względem zawartości merytorycznej czy staranności w odtworzeniu chronologii zdarzeń nie ma sobie równych skromnej szaty edytorskiej wydawnictwo Zbigniewa Szałankiewicza i Piotra Kosińskiego Joy Division 1976-1980. „Śmierć połączy nas wszystkich”. Kraków 1986.

2 D.Curtis, Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali. Przeł. K.Obłucki. Warszawa 1997; II wydanie Warszawa 2008.

mroczna.art.pl > Film > Recenzje > Koniec, nierzeczywistość, początek

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput