Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№51 czerwiec 2011

Perfekcja, która zabija (,,Czarny łąbędź'' Darrena Aronofsky'ego) Małgorzata Junkiert

Inne, głęboko zapadające w pamięć, dające do myślenia. Pędzące, niebezpieczne, przerażające. Szokujące, zatrważające i trzymające w napięciu. Obsesyjne. To tylko niektóre z epitetów, którymi określić mogę kino Darrena Aronofsky'ego. Kino niezwykłe, charakteryzujące się silną więzią między bohaterami jego dzieł a widzem. Kino, obok którego nie można przejść obojętnie. Kino wywołujące w nas emocje, których ekspresji nawet byśmy się nie spodziewali. Kino stawiające pytania najłatwiejsze i najtrudniejsze zarazem. Kino wszechogarniającego, panoszącego się żywiołu obsesji.

Aronofsky nie musi niczego udowadniać. Bez wątpienia nazwać go można cudownym dzieckiem amerykańskiej kinematografii. Wszystkie jego dzieła są potwierdzeniem geniuszu, którym to szokuje widza. Nie inaczej jest w „Czarnym Łabędziu”.

Film ten, to bardzo dobrze nakręcony... no właśnie, co? Jak zawsze mam ogromny problem, aby przyporządkować filmy Aronofsky'ego do określonych gatunków. Moim zdaniem „Czarny Łabędź” to świetny thriller psychologiczny. Thriller, gdzie obłęd na punkcie perfekcji jest swoistym kołem napędowym akcji. Tak więc przeplatają się tam kruchość i delikatność głównej bohaterki Niny (w tej roli Natalie Portman - kreacja, która przeszła już do historii, choć moim zdaniem Natalie była za mało emocjonalna), z erotyzmem, pożądaniem i siłą charakteru jej trenera, Thomasa Leroy'a (nieziemsko francuski Vincent Cassel). Bohaterowie balansują pomiędzy posłuszeństwem i buntem, rygorem i luzem, zmysłowością i opanowaniem. Nina staje przed zadaniem wręcz heroicznym. Przed zadaniem, które w filmie przedstawione zostaje jako odegranie roli białego i czarnego łabędzia w najsłynniejszym balecie klasycznym - „Jeziorze Łabędzim”. Tak naprawdę reżyser pokazuje widzowi coś więcej. Odkrywa przed nim prawdziwy obraz tego, czym jest poświęcenie i dążenie do ideału. Jak wysoką cenę musi zapłacić artysta, aby osiągnąć cel, którym jest stworzenie arcydzieła.

Podczas filmu, widz obserwuje obsesyjne dążenie Niny do perfekcyjności. Jest świadkiem jej przemiany z zahukanej dziewczynki mamusi w kobietę, która nie cofnie się przed niczym. Przemiany, która najdokładniej ukazana jest w mrocznych zakamarkach psychiki głównej bohaterki. Przemiany, która musiała nastąpić, aby biały łabędź mógł przybrać czarne piórka.

Przeplataniec opanowania i paniki, strachu przed własną seksualnością i rozerotyzowania, lekkości i wyrachowania. Ukazanie chorych relacji matka – córka (osobiście mam trochę żalu do Aronofsky'ego, za to, że nie rozbudował i nie przybliżył tokstycznych powiązań między Niną i jej matką. W tej kwestii nie ma szans, aby zdetronizować Jelinek z jej „Pianistką”). Wyrzeczenia i harówka. Alter ego w metrze. Początkowa niemożność zatracania się bohaterki w tańcu. Wszystko to tworzy niezwykłe obrazy wprowadzające widza w świat Niny. Co dalej? Dalej jest już tylko coraz więcej, coraz szybciej, coraz niebezpieczniej. Niepewnie, wręcz dziko, szaleńczo, strasznie... Akcja nie zwalnia do samego końca. Koniec zaś, jest niezwykły, nieoczekiwany i zapierający dech w piersiach. Koniec jest ciszą, która dudni.

Uważam, że reżyseria Aronofsky'ego jest niczym majstersztyk. Do tego świetne zdjęcia Matthew Libatiqu'a, które sprawiają, że granica pomiędzy rzeczywistością a urojeniami jest właściwie zatarta. Niewątpliwie nadaje to akcji dynamizmu i grozy, a także buduje mroczny klimat, w którym zanurzamy się bez reszty. Do tego dodać należy bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową Clinta Mansella. Nie jest to jego najlepszy soundtrack, lecz z pewnością zasługujący na uwagę i budujący napięcie (chyba najlepiej jest to widoczne w otwierającej film scenie tańca białego łabędzia z Rotbartem).

Aronofsky po raz kolejny potwierdził, że jest marką samą w sobie. Niesamowita gra aktorska, genialne zdjęcia, bardzo dobra muzyka, są elementami, które sprawiają, że jest to film bardzo dobry. Bez dwóch zdań „Czarny Łabędź” jest dziełem zasługującym na uwagę i filmem, którego nie widzieć po prostu nie wypada. Wierzę, że dla tych, którzy nie widzieli innych filmów Aronofsky'ego, „Czarny Łabędź” będzie inspiracją do rozpoczęcia przygody z dziełami tego naprawdę zdolnego reżysera.

© 2011 Małgorzata Junkiert

mroczna.art.pl > Film > Recenzje > Perfekcja, która zabija (,,Czarny łąbędź'' Darrena Aronofsky'ego)

z Google

© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput