Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№2 listopad 2005

Bliscy-dalecy sąsiedzi — współczesna Ukraina w eseistyce Jurija Andruchowycza Jarosław Bytner

1. Kim jest ten pisarz?

Krytycy literaccy nie mają co do autora „Moscoviady” wątpliwości: Andruchowycz jest starym wyjadaczem, sztandarowym pisarzem Ukrainy. „Popularność tego pisarza jest jak na standardy ukraińskie dość nieprawdopodobna — mówi Natalka Śniadanko — Nikogo nie zdziwi, jeśli któraś z firm turystycznych ze Stanisławowa niebawem zacznie sprzedawać bilety do domu «naszego największego pisarza». W taką sławę trudno uwierzyć, tym bardziej, że literatura ukraińska wcale nie cieszy się ogromną popularnością nawet w kraju, nie mówiąc już o zagranicy. Dlatego sensowne wydaje się przypuszczenie, że taki pisarz, jak Andruchowycz wcale nie istnieje. W końcu może się okazać, że wymyślił go Stasiuk czy jakiś tam inny Pilch, stosując nowe strategie marketingowe.”1 Żartobliwy komentarz Śniadanko zahacza, w pewnym sensie, o źródło polskiej popularności Jurija Andruchowycza. Wydawnictwo Czarne, istniejąca od roku 1996 oficyna Moniki Sznajderman i Andrzeja Stasiuka, wydało pięć z ośmiu książek Andruchowycza, które dotychczas ukazały się w Polsce.2 Pomysł, by konsekwentnie przybliżać polskiemu czytelnikowi młodą prozę Środkowej i Wschodniej Europy, „literackie safari po krainach, o których prawie nic nie wiadomo”3, choć geograficznie lądów przecież nieodległych, często sąsiedzkich, okazał się chyba najcelniejszym z marketingowych założeń: wydawnictwu przyniósł sukces, a czytelnikom możliwość poznania ambitnej, niekiedy wysokoartystycznej literatury. Tych osiem książek wydanych w Polsce, czyni z Andruchowycza — jak nazywają go niektórzy — „polskiego pisarza piszącego po ukraińsku”4, on sam wszakże podkreśla ogromne znaczenie przywiązywane do problematyki całej Środkowej i Wschodniej Europy. Urzeczenie wydaje się zresztą obustronne: książki autora „Perwersji” ukazują się w Rosji, na Węgrzech i Słowacji, w Serbii, Bułgarii, w Rumunii, w Niemczech, a najbliższe plany wydawnicze obejmują Czechy, Stany Zjednoczone, Włochy, Szwajcarię i Hiszpanię.5 Trudno jeszcze dziś jednoznacznie odpowiedzieć, czy pisarstwo Andruchowycza otworzy w Europie oraz poza jej granicami drogę dla współczesnej ukraińskiej literatury, jak też czy on sam stanie się ulubieńcem tamtejszych czytelników. W Polsce popularność twórcy „Moscoviady” jest niepodważalna, z nią też można wiązać aktualną ofensywę ukraińskiej literatury na nasz rynek czytelniczy.6 Ta inwazja młodej, współczesnej ukraińskiej prozy ma obecnie zresztą potężne wsparcie w koniunkturze medialnej, ogromnym zainteresowaniu Ukrainą, jakie nastąpiło po zdarzeniach w Kijowie w listopadzie oraz grudniu zeszłego roku, jak też, co oczywiste, umożliwia ją talent tych trzydziesto- i czterdziestoletnich pisarzy. W powieściach „Wozzeck” (1999)7 Jurija Izdryka, „Badaniach terenowych nad ukraińskim seksem” (2003) Oksany Zabużko, „Kolekcji namiętności, czyli przygodach młodej Ukrainki” (2004) Natalki Śniadanko, „Big Macu” (2005) Serhija Żadana, „Innych dniach Anny” (2001) i „Niezwykłych” (2005) Tarasa Prochaśko czy „Kulcie” (2005) Lubko Deresza autorzy zarysowują problemy współczesnej Ukrainy, rzadko jednak dokonują interpretacji tych zjawisk. Bohaterowie młodej ukraińskiej prozy skupieni są na sobie, poddawani inicjacji przez mniej lub bardziej nieudane miłości, podróże i pracę w Zachodniej Europie, rozczarowania, sukcesy. Ukraina przeważnie jest w tych utworach światłocieniem, katalizatorem pogłębiającym tragiczne odczuwanie rzeczywistości przez jednych czy komiczne przez innych. Znaczenia jako bohater, niekiedy pierwszoplanowy, nabiera w prozie Andruchowycza: w powieściach, w „Rekreacjach” i „Dwunastu kręgach”, gdzie bohaterowie zmagają się z własnymi lękami w postsowieckiej ukraińskiej rzeczywistości i — przede wszystkim — w eseistyce. Trzy wydane w Polsce książki z esejami Andruchowycza „Erz-herz-perz”, „Moja Europa” oraz „Ostatnie terytorium”, a także liczne teksty zamieszczone w periodykach pozwalają na odtworzenie pewnego obrazu współczesnej Ukrainy. Pewnego w tym sensie, że pomimo ujęcia syntetyzującego, scalenia problematyki społecznej z polityką, historii z interpretacją fenomenów kulturowych, zamiarem pisarza nie jest naukowa kodyfikacja cech swojego kraju. To wizerunek eseisty, poezja przenika tu naukę, gorzkie doświadczenia, smutek i nostalgia mieszają się z ironią, tworząc przejmujący, szczery obraz współczesnej Ukrainy. Państwa, którego historia obfitowała w zdarzenia tragiczne i nieprawdopodobne, a jej dwadzieścia kilka ostatnich lat zbiegło się z dwudziestoleciem pisarstwa Jurija Andruchowycza.

Dwadzieścia lat wydaje się też — przynajmniej mnie — odpowiednio pojemnym czasowo przedziałem, by odważyć się na zamknięcie je w formule „współczesności”.

2. Stanisławów — Lwów — Kijów, czyli zarysy intymnej urbanistyki

„Mała intymna urbanistyka” to jeden z esejów w zbiorze „Ostatnie terytorium”8, książki stanowiącej swoisty, bo pełen emocji przewodnik po ukraińskich miastach właśnie, historii, literaturze, tłumaczący także społeczne i polityczne uwarunkowania życia w kraju Andruchowycza. I choć dziedziny te zazwyczaj w jednym tekście współwystępują, w naturalny sposób tworząc spójny obraz ukraińskiej współczesności, niekiedy historii czy biografii, większość esejów można uznać za „monograficzne”, o wyraźnej dominancie tematycznej.9 A miasta — zwłaszcza niektóre — mają dla Andruchowycza szczególne znaczenie. Na tej linii: Stanisławów-Lwów-Kijów kursuję regularnie chyba od siedemnastego roku życia. Nie mam wątpliwości, że w jej granicach już kilkakrotnie przemierzyłem kulę ziemską. Dla mnie jednak ta linia nie przebiega tylko w przestrzeni (OT, 21). W lipcu 1977 roku przyszły autor „Moscoviady” wyjeżdża z rodzinnego Iwano-Frankiwska czyli Stanisławowa, by studiować we Lwowie poligrafię. Wyjazd z miasta prowincjonalnego do idealizowanej i wyimaginowanej stolicy Galicji przynosi jednak Andruchowyczowi rozczarowanie. Zamiast średniowiecznej architektury, miasta pełnego tajemnej wiedzy, poezji i ducha ukraińskości — bo w tym projektowanym Lwowie rozmawiano wyłącznie po ukraińsku, co najwyżej starzy wiedźmini i czarownice pozwalali sobie na łacinę czy też grekę (OT, 23) — pisarz zderza się socrealistyczną architekturą, bezradnością władz miejskich w rozwiązywaniu podstawowych kwestii wody, kanalizacji czy komunikacji, skazany jest do tego na wszechobecną rosyjską kulturę i rosyjski język. Najboleśniejsze dla Andruchowycza okazało się wszakże inne rozczarowanie, stąd też zapewne tak jednoznaczny i złośliwy jest komentarz pisarza: Ale jeszcze gorsze było to, że ci, którzy posługiwali się językiem ukraińskim, okazywali się niemal bez wyjątku dość ograniczonym i biernym wieśniactwem. Studenci uniwersytetu swoim wyglądem, poziomem i stylem przypominali mi raczej wychowanków zawodówki dla półgłówków. A tzw. inteligencja narodowa prześcigała się w wiernopoddaństwie i serwilizmie, dokonując sublimacji swej ukraińskości w wyszywane koszule i dobrze odżywione facjaty. Wszystko to razem wzięte stanowiło najohydniejszą ze znanych mi odmian Sojuza (OT, 24). Lwów, ezoteryczny, pełen magii i tajemnic, zostaje jednak dla Andruchowycza uratowany. Wówczas, w studenckich czasach, o istnieniu tego „innego” Lwowa nie pozwalają pisarzowi zapomnieć epifanie, mistyczne momenty, w których zsowietyzowana rzeczywistość znikała w dawnej magii. Najciekawsze, że gdy tylko moja lwowska młodość minęła, trafiłem w końcu w sam środek tego tajemnego Lwowa, w jego gęstą, przesiąkniętą winem, bezsennością, miłością i wilgocią atmosferę. Mogłem się przekonać, że wszystkie moje domysły nie były bezpodstawne… (OT, 25). Ten ezoteryczny Lwów nie opuszcza Andruchowycza do dzisiaj w dużym mierze — jak można sądzić — przez Bohdana Ihora Antonycza (1909-1937), poetę-wizjonera, mieszkającego we Lwowie lat trzydziestych ubiegłego stulecia.10 Za ciekawą, społecznie i psychologicznie, należy uznać zbieżność w ambiwalentnym postrzeganiu stolic. Kijów jest dla pisarza spełnionym koszmarem, groteskową, okrutną fantasmagorią. Takim właśnie snem, rodem z horroru, kończy Andruchowycz „Małą intymną urbanistykę”. I tak też wspomina swoją „kijowską młodość”: Bo to po prostu mara, która stała nade mną, śpiącym przez kilka lat, ni to nęcąc, ni to strasząc; tchnęło od niej alkoholem, a może, jak by się wyraził ktoś z bardziej radykalnych mistrzów słowa — śmiercią duchową (OT, 22). To miasto mechanicystyczne, bezduszne, którego niezmierzone przestrzenie pokonać można tylko metrem. Wielkie przemieszczanie się odczłowieczonych potoków ludzi, wzajemna niechęć, alienacja, nastawienie na walkę, agresję, brak improwizacji, radości, ducha zabawy w kontaktach między ludźmi — wszystko to świadczy o mieszkańcach Kijowa jako o wielkiej, chaotycznej zbieraninie obcych i niepotrzebnych sobie wzajemnie ludzi (OT, 26). Dla pisarza Kijów z człowieczym obliczem to jedynie „wysepki na oceanie, maleńka garstka ludzi” rozrzucona po enklawach: redakcjach, pracowniach, kawiarniach. Jeszcze w listopadzie 2002 roku, wspominając protesty przeciwko rządom Leonida Kuczmy, Andruchowycz z niechęcią notował: Rewolucje robi się w stolicy, a Kijów to bierne miasto.11 W dodatku jest to bierność mająca oblicze pogardliwe i lekceważące dla tych, którzy pragnąc coś zmienić, marzną w prowizorycznych namiotach, kunktatorskie i cyniczne, bo za zaangażowanie władze mogą ukarać miasto doraźnymi dolegliwościami, wyłączeniem ogrzewania choćby, co praktykowane było wobec miast, w których administracja rządowa przegrywała wybory, a więc przeważnie miast Zachodniej Ukrainy, m.in. Lwowa i Stanisławowa.12 Tym większe musiało więc być zaskoczenie wobec postawy mieszkańców stolicy w „pomarańczowym” listopadzie 2004 roku. Przebiegiem zdarzeń był zdumiony zresztą tak cały świat, jak i sami Ukraińcy. Każdy, kto wraca z Kijowa — relacjonuje Natalka Śniadanko — opowiada, jak po raz pierwszy w życiu czuł się bezpiecznie w tak dużym tłumie. I nie tylko bezpiecznie, czuł też nadzwyczajną życzliwość, grzeczność i uprzejmość. Mieszkańcy Kijowa wychodzą na ulicę i wynoszą jedzenie, zapraszają do domu na kawę, obiad lub nocleg. Niemiecki „Der Spiegel” nazwał tę rewolucję «sprzeciwem niebywałej grzeczności».13 Grzeczność w tej części Europy, zwłaszcza ta odnoszona do zachowań politycznych, rzadko bywa postrzegana jako norma postępowania, nie mówiąc już o jej zastosowaniu praktycznym. Historiozoficzny darwinizm, zgodnie z którym władza przypada silniejszemu, przez kilkadziesiąt lat dwudziestego wieku stał się rzeczywistą wykładnią losu narodów Związku Radzieckiego i krajów satelickich. Determinacja tych tysięcy osób zgromadzonych w listopadzie zeszłego roku na kijowskim Placu Niepodległości, musiała zmierzyć się nie tylko z fizycznym zmęczeniem, niewyspaniem i mrozem, ale może przede wszystkim ze świadomością, że stłumienie narodowościowego zrywu militarnie, siłą, przez maszerujące na Kijów wojsko, milicję i bezpiekę czy widziany w mieście rosyjski Specnaz, stanowiło jeden z możliwych scenariuszy rozwoju wydarzeń. Zawisło więc — według słów opisującego tamte zdarzenia Andrzeja Stasiuka — majaczące nad Ukrainą, widmo Kremla” — pamięć, że w tych stronach obywatel zawsze przegrywa z władzą, czyli przemocą.14 Dla Rosji ta prosta prawidłowość jest zresztą i dziś podstawowym narzędziem polityki zagranicznej, stosowanym choćby wobec narodów kaukaskich. W końcu ubiegłego roku mieszkańcy Kijowa zrehabilitowali się więc w oczach Andruchowycza. Przyznać trzeba, że pisarz musiał brać taką możliwość pod uwagę. W „Próbie dezinformacji”15, eseju z listopada 1999 roku, tytułową dezinformacją określa cechę narodu ukraińskiego sprawiającą, iż bywa on w swoich politycznych wyborach nieprzewidywalny, mimo — wydawałoby się — tak wyraźnie określonych sympatii. I podobnie jak większość obserwatorów i komentatorów tamtych zdarzeń, widzi w nich udział sił metaficznych: W roku 2004 na Ukrainie stał się cud: społeczeństwo, które w ciągu całego dziesięciolecia wydawało się obojętne, bierne i rozczłonkowane, nagle zdobyło się na skonsolidowany, pokojowy i wspaniały protest. „Zwykli” Ukraińcy okazali się znacznie bardziej niezwykli niż mogły sądzić — i nie tylko ich — władze.16

Po Lwowie i Kijowie znów Stanisławów, miasto Andruchowycza: Na szczęście próba ucieczki była nieudana — pozostałem tam, gdzie, widać, pozostanę już do końca swoich dni — w mieście nieudaczników, pijaków, nie zrealizowanych losów i talentów, mieście nieco prowincjonalnym, jakich na mapie Ukrainy jest co najmniej kilkaset. Ale tak naprawdę tylko jedno (OT, 13). Przy odrobinie wysiłku łatwo obronić teorię każdej wyjątkowości. W przypadku Stanisławowa wypada jednak przyznać, iż została tu rzeczywiście uwolniona jakaś magia czy przynajmniej nastąpił szczególny zbieg kilku istotnych okoliczności. Oto na początku lat dziewięćdziesiątych pojawia się w tym mieście grupa młodych ludzi, wywodzących się przeważnie z bohemy, wśród nich oczywiście także pisarze. Co ważne jednak, są to najwybitniejsi obecnie pisarze ukraińscy. To tak — tłumaczy Andruchowycz w jednym z wywiadów17 — jakby nagle, powiedzmy, w Mińsku Mazowieckim, osiedliło się pięciu czy sześciu najlepiej piszących współcześnie polskich autorów. Wybucha więc zjawisko odtąd określane jako „fenomen Stanisławowski”, którego duchowym przywódcą zostaje Andruchowycz. Z przyjaciółmi udaje mu się dokonać rzeczy niezwykłej: Iwano-Frankiwsk-Stanisławów zmienia się w jedno z miast magicznych. Impet nowego środowiska twórczego, wyzyskanie takich czynników jak sąsiedztwo Karpat, żywotność mitu austro-dunajskiego i międzywojennego, nawarstwianie się wielu kultur, przekonało dziennikarzy wielu światowych telewizji o niezwykłości miasta. Niezwykłą, zupełnie nową jakość zyskuje postawa tych pisarzy także w kontekście relacji ukraińsko-polskich: Młodzi pisarze z Iwano-Frankiwska — pisze Bogusław Bakuła — mówią o sobie jako „fenomenie Stanisławowskim”, nawiązując do nazwy tego miasta sprzed 1939 roku, i odnosząc swoją kulturę do modelu kultury galicyjskiej, czyli zachodnioukraińskiej, polskiej, żydowskiej, niemieckiej, huculskiej, częściowo słowackiej. Tym samym, dotychczas odrzucana tradycja polska znajduje w ich świadomości oraz twórczości miejsce, którego do tej pory nie zajmowała, ponieważ była a priori odrzucana.18 Egzemplarycznym, literackim potwierdzeniem takiego dialogowego rozumienia kultury staje się „Moja Europa”, książka składająca się z dwóch esejów: „Środkowowschodnich rewizji” Andruchowycza i „Dziennika okrętowego” Andrzeja Stasiuka, w której dwaj czterdziestoletni pisarze, ukraiński i polski, starają się uporządkować środkowoeuropejską przestrzeń, znaleźć w niej swoje miejsce i nazwać je. A rozumiejąc daremność konstruowania wymyślnych, rozstrzygających środkowoeuropejskie problemy syntez, pisarze poszukują swojej tożsamości w pamięci, rodzinnej mitologii, w podróżach, w bezwzględności geografii.19

3. Po katastrofie

26 kwietnia 1986 roku włodarze bratnich komunistycznych partii, solidarnie, konsekwentnie i nie po raz pierwszy, okazali pogardę dla zdrowia oraz życia tych, w imieniu których sprawowali rządy. Andruchowycz pamięta, iż dopiero w przeddzień robotniczego święta władze podały jakiś komunikat o „przejściowych problemach” i „sytuacji pod kontrolą”. Stopień dezinformacji był zapewne w Polsce i na Ukrainie podobny. Różnica — o ile mogę to sobie w ogóle wyobrazić i zrozumieć — brała się z bezpośredniości, bliskości śmierci. „Czarnobyl, mafia i ja” to próba nazwania przez Andruchowycza reakcji, stanów i uczuć po katastrofie kogoś, za kim taka śmierć stała : Zrozumieć je — to zrozumieć, co znaczy bać się wiatru, deszczu, świeżej trawy, bać się światła. Albowiem już w pierwszych dniach maja wielu z nas odczuło bliską obecność innej śmierci — niewidocznej i niesłyszalnej, śmierci na wyrost, która czaiła się w sadach, w kwiatach, w wodzie i powietrzu, w mieszkaniach, we wnętrzach ludzkich ciał, w których znienacka rozbłysła ich tymczasowość, obecność śmierci tak bardzo pozbawionej formy, że jakikolwiek opór tracił sens (OT, 52-53). Z poetyckimi obrazami bezradności kontrastuje cyniczne, wyrachowane zachowanie władzy, manipulującej faktami i ze zwyczajową sowiecką pogardą odnoszącą się do drugiego człowieka. Nieoczekiwanie jednak, mimo bezmiaru ludzkiej tragedii i apokaliptycznych prognoz, nastąpiła jeszcze jedna zagłada. Tymczasem zobaczyliśmy zagładę nie świata, lecz systemu. Wybuch w Czarnobylu bez wątpienia odegrał decydującą rolę w jego rozpadzie. A wszystko zaczęło się od uświadomienia sobie faktu: (…) byt okazał się bardziej skomplikowany niż twierdził Kreml. Wymiar egzystencjalny okazał się ważniejszy od politycznego. Im więcej odsłaniano tajemnic, tym bardziej chwiał się system. Władzom nie można było wybaczyć milczenia w pierwszych dniach po katastrofie oraz histerycznych prób wprowadzenia spokoju w dniach następnych, nie można było wybaczyć pierwszomajowego pochodu dzieci na ulicach napromieniowanego wzdłuż i wszerz Chreszczatyka ani tajnego rozporządzenia, nakazującego zatajenie liczby rozpoznanych przypadków zachorowań onkologicznych, liczby anatomicznych mutacji; nie można było wybaczyć propagandy sukcesu w walce z żywiołem, cenzury, cynizmu, przydziałów nieskażonej żywności dla wybranych; nie wybaczono władzom również tego, że o Moskwę dbały za cenę Kijowa. W grudniu 1991 roku wszystko to razem zadziałało jak wielki reaktor — imperium się rozpadło, ponieważ utraciło zlekceważoną Ukrainę (OT, 55).

4. (…) jakaś Ukraina czy Rumunia, czy jakakolwiek inna Polska, czyli w stronę palimpsetu

Andruchowycz znajduje się w patowej sytuacji człowieka zaangażowanego emocjonalnie, który widząc rzeczy przenikliwie i wyraźnie, potrafiąc je właściwie nazwać, nie ma złudzeń, że literatura może mieć jakikolwiek wpływ na życie. Niemniej, daleki od egzaltacji, jasno określa swoje posłannictwo — musi pisać dobrze: Rola pisarza nigdy się nie zmienia. Jedyna różnica sprowadza się do tego, że w zlumpenizowanym społeczeństwie pisarz musi mieć świadomość, że nikt go nie usłyszy. Bynajmniej nie zwalnia go to z obowiązku pisania dobrze (OT, 58). Postulat dobrej eseistyki społecznej — jak go rozumiem — realizowany jest wtedy, gdy przedstawiane obrazy stają się prawdą, która przekonuje i porusza. W takiej poetyce opisuje swój kraj Andruchowycz: Obraz Ukrainy to obraz wczorajszego więzienia przerobionego w pośpiechu ma targowisko-dworzec. Prawo rządzące w więzieniu nadal tu obowiązuje, ponieważ prawem więzienia jest bezprawie. Nic więc dziwnego, że następnym po Czarnobylu pod względem znaczenia i widoczności komponentem negatywnym jest chyba ukraińska mafia. (…) Ogólnie rzecz biorąc, są nimi wszyscy. Korupcja jest permanentnym stanem stosunków międzyludzkich, a prostytucja zjawiskiem całkowicie normalnym. Handel kobietami to jedno z najbardziej dochodowych zajęć. Kobiety są dość ładne, nie zepsute feminizmem i tylko marzą o cudzoziemcach. (…) Co można dodać? Może jeszcze zrujnowane krajobrazy, z których każdy przypomina taki mniejszy Czarnobyl, coś w rodzaju przemysłowych rumowisk, które w wizjach Tarkowskiego stawały się pomnikami produkcyjnego idiotyzmu. (…) Powszechna lumpenizacja wszystkiego i wszystkich: tandetna rosyjska muzyka, ogolone głowy, spirytus przemysłowy, wybuchy epidemii cholery i brutalności. Ciągłe rozmowy o ucieczce, wyjeździe, o Grecji, Argentynie oraz Włoszech, kombinacje z wizami, beznadziejne kolejki do zachodnich ambasad (OT, 56-57). Pisarz nie ma nadziei, że coś dobrego może spotkać na Ukrainie młodych ludzi. W dzielnicy Stanisławowa, w której mieszka, codziennie widzi: Pełno (…) nikomu niepotrzebnej młodzieży, chroniczne bezrobocie, mnóstwo całodobowych sklepików z wódką i narkotykami (do niedawna ta okoliczność, co tu kryć, wydawała mi się zaletą (OT, 95). W konsekwencji narasta więc fala frustracji, agresji, nagminnego złodziejstwa wobec której władze pozostają zupełnie bezradne. Sam pisarz zresztą boleśnie doświadcza kradzieży po włamaniu do jego mieszkania w Stanisławowie.20 Tak więc autor „Moscoviady” (…) dookoła siebie widzi jedynie głupią i cyniczną młodzież, bo najlepsi uciekają, migrują, emigrują, mimikrują. I rzeczywiście — to ich święte prawo, i nikt nie może zabronić ludziom szukania dla siebie lepszego miejsca w świecie, nawet pisarz (OT, 57). Często podróżując Andruchowycz kreśli psychologiczne portrety współtowarzyszy wyjeżdżających do pracy do Polski, Czech bądź Niemiec. Dostrzega przy tym u siebie oznaki rozdrażnienia, mimo niezmiennie szanowanego prawa każdego z nich do samostanowienia o swoim losie. Drażni mnie, że tak naprawdę, chcą od świata tak żałośnie mało [to w przypadku wyjeżdżających do Niemiec — JB]: zasiłku. Że od życia oczekują używanego audi czy BMW-u.21 Autobusowe peregrynacje pisarza stanowią zresztą przyczynek do niejednej jeszcze jego irytacji. Tych dostarczają Andruchowyczowi zwłaszcza ukraińsko-polskie przejścia graniczne, szczególnie zaś, z racji kierunku podróży, zachowanie polskich celników. W sierpniu 1999 roku opisywał następujące doświadczenie: (…) polskie służby graniczne odnoszą się do obywateli Ukrainy z rosnącą pogardą. Nie wiem, czy to „odnaleziona na nowo europejskość”, czy wstąpienie do NATO tak podziałało — trudno zgadnąć. I tym razem ukraiński autokar zamarł, w napięciu oczekując na kontrolę. Każdy przecież wie, że mogą od niego zażądać pokazania jakichś dodatkowych dokumentów albo i 200 dolarów (jak sobie Polak zażyczy) — to jedna z najbardziej poniżających procedur — grzebanie w twoim portfelu. Ale takie są zasady gry: bez 200 dolarów Ukraińca do Polski nie wpuszczą. Polski wopista, wyraźnie napawając się chwilą władzy absolutnej oraz własną wyższością, powoli przechodzi między siedzeniami autobusu, od czasu do czasu o coś pytając łamanym rosyjskim. Rosyjski to poniżenie numer jeden. Zwraca się do nas w języku kraju trzeciego.22 Dziwnym trafem tego samego sierpnia 1999 roku na granicy słowacko-austriackiej też zostałem poproszony, jeśli to właściwe słowo, o pokazanie jakiejś tam odpowiedniej sumy pieniędzy. Wcześniej zdarzało się to również na innych granicach Europy Zachodniej, gdy celnicy mieli już w rękach mój paszport z orłem bez, a potem już z koroną, choć celem tych podróży wcale nie były budowy czy zmywalnie hotelowych restauracji. Gotów byłbym nawet się zaniepokoić, gdyby nie to, że podobne traktowanie spotykało znaczny odsetek podróżujących Polaków. Stąd może właśnie ta pojętność, przez zasmakowanie upokorzenia i odczucie czyjejś pogardy, narastającej od chwili dekonspiracji: ujawnienia się jako mieszkaniec Europy Środkowo-Wschodniej. Szczęśliwie od 1 maja 2004 roku skończyły się dla nas, Polaków — przynajmniej w teorii — przygody na granicach, czego akurat nie mogą powiedzieć obywatele Ukrainy. Niemniej lektura esejów Anruchowycza o współczesnych problemach naszych sąsiadów musi prowadzić do uchwycenia oczywistych analogii z sytuacją w Polsce w ostatnim dziesięcioleciu XX i pierwszych latach wieku XXI. Wszystkie istotne — negatywne niestety — czynniki wpływające na psychiczną kondycję narodu: bezprawie, korupcja, arogancja władzy, bezrobocie, brak perspektyw, upokarzająca emigracja zarobkowa, które determinują współczesny wizerunek Ukrainy, można z powodzeniem odnieść do rzeczywistości Polski. Gdyby z tekstów Andruchowycza usunąć nazwy własne, zapomnieć o narodowości autora i jego charakterystycznej prozodii, trudno byłoby rozstrzygnąć, o którym z krajów opowiadają. W tym też sensie eseistyka społeczna pisarza przywodzi na myśl strukturę palimpsetu — nad tekstem o Ukrainie zostaje wyraźnie nadpisany polski kontekst. Niekiedy bywa on rozszerzony. W wierszu „More Than a Cult”, dedykowanemu Andrzejowi Stasiukowi, zostaje poetycko zdefiniowane egzystencjalno-literackie posłannictwo obu pisarzy:

Będziemy żyć długo i będziemy pisać, ile damy radę.
Choć to drugie nie jest tak ważne, jak to pierwsze.
Czyli nie to, żeby „żyć długo”, a mieć okazję
najdalej jak można chodzić piechotą, zatrzymywać rozstrzęsione okazje,
dogadywać się o chleb i wino w pół zrozumiałych językach,
nocować w podejrzanych barłogach, wychodzić na szczyty,
tłuc się osobowymi pociągami i siedzieć w stajniach stacji
z wszystkimi współbraćmi Cyganami,
aby później w snach pojawiała się
jakaś Ukraina czy Rumunia, czy jakakolwiek inna Polska,
zapuszczone i bezgranicznie brudne terytorium,
bez którego, jednak, nawet nie warto sobie wyobrażać,
że się jest komuś na świecie potrzebnym.
23

W tym miejscu dwuwarstwowa gra odpowiedniości, ukraińsko-polski palimpset zostaje zamknięty, a Andruchowycz ze Stasiukiem wkraczają na terytorium Środkowej i Wschodniej Europy.

© 2005 Jarosław Bytner

Bibliografia podmiotowa

Eseje

  • Erz-herz-perz. Przeł. Ola Hniatuk. Izabelin 1996.
  • Gra w Germaszkę. Przeł. Ola Hniatuk „Kafka”. Kwartalnik środkowoeuropejski 2002, nr 6.
  • Metafizyka „innego Lwowa”. O mieście w poezji Bohdana Ihora Antonycza. Przeł. Ola Hniatuk. „Krasnogruda” 2000, nr 10.
  • Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej Środkową. Jurij Andruchowycz, Środkowowschodnie rewizje. Przeł. Lidia Stefanowska. Andrzej Stasiuk, Dziennik okrętowy. Wołowiec 2000 i 2001.
  • czwartkach stanisławowskich. Przeł. Ola Hniatuk. „Gazeta Wyborcza” z dnia 20-21.12.1997 r.
  • Ostatnie terytorium. Eseje o Ukrainie. Przeł. Ola Hniatuk, Katarzyna Kotyńska, Lidia Stefanowska. Wołowiec 2002.
  • Romans z uniwersum. Przeł. Ola Hniatuk [w:] Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem. Pod red. Filipa Modrzejewskiego i Moniki Sznajderman. Wołowiec 2002.
  • Ukraińska geopoetyka. Przeł. Ola Hniatuk. gazeta.pl.
  • Ukraińska złota jesień w trzynastu odsłonach. Przeł. Ola Hniatuk. „Gazeta Wyborcza” z dnia 28.08.1999 r.
  • Zabawy z ogniem i mieczem. Przeł. Ola Hniatuk. „Gazeta Wyborcza” z dnia 28-29.08.1999 r.

Powieści

  • Dwanaście kręgów. Przeł. Katarzyna Kotyńska. Wołowiec 2005.
  • Moscoviada. Powieść grozy. Przeł. Przemysław Tomanek. Wołowiec 2000 i 2005.
  • Perwersja. Przeł. Ola Hniatuk i Renata Rusnak. Wołowiec 2003.
  • Rekreacje. Przeł. Ola Hniatuk. Posłowie Jerzy Jarzębski. Izabelin 1994, 1996 i 2005.

Projekty muzyczne

  • Jurij Andruchowycz / Mikołaj Trzaska. Andruchoid. Kilogram Records 2005.

Wiersze

  • Piosenki dla martwego koguta. Przeł. Bohdan Zadura. Wrocław 2005.

W Internecie

Wywiady

  • „Kim jest ten smarkacz?” Z Jurijem Andruchowyczem rozmawiają Sonia Szczepańska i Jan Strzałka. „Tygodnik Powszechny” 1999, nr 12.
  • Najdziwniejsza część świata. Z Jurijem Andruchowyczem rozmawiają Ira Reva i Andrij Portnow. pk.org.pl.
  • Polska to nasz czyściec. Z Jurijem Andruchowyczem rozmawia Justyna Sobolewska. „Przekrój” 2005, nr 16.

Bibliografia przedmiotowa

  • B. Bakuła, Proza polska po roku 1990 w dialogu z postmodernizmem oraz wizją Europy Środkowej. W tomie zbiorowym: „Multikulturalitás, Nemezti Identitás, Kisebbségek Magyarországon és Lengyelországon. Nyelv — Irodalom — Kultúra. Red. István. D. Molnar, Eva Forian. Debreceni Egyetem, Szlavistikai Intézet, Lengyel Nyelv és Irodalom Tanszék”. Debrecen 2004, ss. 261-277.
  • J. Bytner, Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej Środkową. Jurij Andruchowycz, Środkowowschodnie rewizje. Przeł. Lidia Stefanowska. Andrzej Stasiuk, Dziennik okrętowy. „Slavia Occidentalis” tom 60 (2003), PTPN, Poznań 2003, s. 173-175 (rec.).
  • J. Bytner, Jurij Andruchowycz, Ostatnie terytorium. Eseje o Ukrainie. Przeł. Ola Hniatuk, Katarzyna Kotyńska, Lidia Stefanowska. „Slavia Occidentalis” tom 61 (2004), PTPN, Poznań 2004, s. 207-209 (rec.).
  • A. Stasiuk, Europo, jesteś większa. czarne.com.pl.
  • N. Śniadanko, Pocztówka z Kijowa. czarne.com.pl.
  • A. Wolny-Hamkało, Wiersze Jurija Andruchowycza i Serhija Żadana po polsku. gazeta.pl.

1 A. Wolny-Hamkało, Wiersze Jurija Andruchowycza i Serhija Żadana po polsku, gazeta.pl.

2 W Wydawnictwie Czarne ukazały się trzy powieści („Moscoviada” 2000, II wyd. 2005; „Perwersja” 2003; „Dwanaście kręgów” 2005) oraz dwa zbiory esejów („Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej Środkową”, który tworzą esej J. Andruchowycza „Środkowowschodnie rewizje i Dziennik okrętowy” A. Stasiuka 2000, II wyd. 2001 oraz „Ostatnie terytorium. Eseje o Ukrainie”, 2002. W zbiorze „Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem”, 2002, znalazł się tekst Andruchowycza „Romans z uniwersum”). Nakładem Świata Literackiego trzykrotnie ukazała się powieść „Rekreacje” (1994, 1996 i 2005) oraz sześć esejów w zbiorze „Erz-herz-perz” (1996). Dopełnieniem książkowych publikacji Andruchowycza w Polsce jest poetycki tomik „Piosenki dla martwego koguta” (Biuro Literackie, 2005). W roku 2005 Kilogram Records wydało „Andruchoida”, muzyczny projekt pisarza i Mikołaja Trzaski.

3 Z informacji Wydawnictwa Czarne na książkach z serii „Inna Europa, inna literatura”.

4 Najdziwniejsza część świata. Z Jurijem Andruchowyczem rozmawiają I. Reva i A. Portnow, pk.org.pl.

5 Tamże.

6 Wydane właśnie książki promowane były podczas Festiwalu Literatury Ukraińskiej w dniach 10-19 kwietnia tego roku. W Poznaniu, Krakowie, Gdańsku, Warszawie i Łodzi zorganizowane zostały wieczory prozy (z udziałem T. Prochaśki, N. Śniadanko, J. Andruchowycza, S. Żadana, L. Deresza, A. Kurkowa, O. Zabużko), poezji (A. Bohdar, N. Honczar, O. Slyvynsky, M. Riabczuk, J. Andruchowycz, S. Żadan), a także koncerty, w tym występy M. Trzaski z J. Andruchowyczem.

7 Po tytule książki podaję rok jej polskiego wydania.

8 J. Andruchowycz, Ostatnie terytorium. Eseje o Ukrainie. Przeł. O. Hniatuk, K. Kotyńska, L. Stefanowska. Wołowiec 2002. Dla książki przyjąłem oznaczenie OT, cyfra po symbolu oznacza stronę, z której pochodzi cytat.

9 Omówienie tematyki poszczególnych esejów tego tomu przedstawiam w recenzji „Ostatniego terytorium” [w:] „Slavia Occidentalis” tom 61 (2004), PTPN, Poznań 2004, s. 207-209.

10 Wysoki stopień wtajemniczenia w związki pomiędzy Lwowem a Antonyczem Andruchowycz potwierdza m.in. publikacją Metafizyka „innego Lwowa”. O mieście w poezji Bohdana Ihora Antonycza. Przeł. O. Hniatuk. „Krasnogruda” 2000, nr 10. W 1996 r. Andruchowycz broni zresztą pracę doktorska o twórczości B. I. Antonycza. Artystycznym efektem tych zainteresowań jest powieść Dwanaście kręgów. Przeł. K. Kotyńska. Wołowiec 2005.

11 J. Andruchowycz, Ukraińska złota jesień. Historia w trzynastu odsłonach. Przeł. O. Hniatuk. „Gazeta Wyborcza” z dnia 9-11.11.2002, s. 16.

12 Tamże.

13 N. Śniadanko, Pocztówka z Kijowa. czarne.com.pl.

14 A. Stasiuk, Europo, jesteś większa, czarne.com.pl.

15 Z tomu Ostatnie terytorium.

16 J. Andruchowycz, Ukraińska geopoetyka. Przemówienie wygłoszone przez pisarza podczas posiedzenia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu, gazeta.pl.

17 „Kim jest ten smarkacz?” Z Jurijem Andruchowyczem rozmawiają S. Szczepańska i J. Strzałka. „Tygodnik Powszechny” 1999, nr 12, s. 8.

18 B. Bakuła, Proza polska po roku 1990 w dialogu z postmodernizmem oraz wizją Europy Środkowej. W tomie zbiorowym: „Multikulturalitás, Nemezti Identitás, Kisebbségek Magyarországon és Lengyelországon. Nyelv — Irodalom — Kultúra. Red. István. D. Molnar, Eva Forian. Debreceni Egyetem, Szlavistikai Intézet, Lengyel Nyelv és Irodalom Tanszék”. Debrecen 2004, s. 276.

19 J. Bytner, Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej Środkową. J. Andruchowycz, Środkowowschodnie rewizje. Przeł. L. Stefanowska. A. Stasiuk, Dziennik okrętowy. „Slavia Occidentalis” tom 60 (2003), PTPN, Poznań 2003, s. 173-175 (rec.).

20 Zdarzenie opisuje w eseju Malbork i Krzyżacy w tomie Ostatnie terytorium. O agresji w Stanisławowie zob. też:J. Andruchowycz, Romans z uniwersum. Przeł. O. Hniatuk [w:] Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem. Pod red. F. Modrzejewskiego i M. Sznajderman. Wołowiec 2002, s. 61-62.

21 J. Andruchowycz, Gra w Germaszkę. Przeł. O. Hniatuk „Kafka”. Kwartalnik środkowoeuropejski 2002, nr 6, s. 20.

22 J. Andruchowycz, Zabawy z ogniem i mieczem. Przeł. Ola Hniatuk. „Gazeta Wyborcza” z dnia 28-29.08.1999, s. 21.

23 J. Andruchowycz, More Than a Cult, [w:] Piosenki dla martwego koguta. Przeł. B. Zadura. Wrocław 2005, s. 28.

mroczna.art.pl > Literatura > Eseje > Bliscy-dalecy sąsiedzi

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput