Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№49 kwiecień 2011

Jak się państwu żyje bez Boga? („Zrób sobie raj” Mariusza Szczygła) Joanna Szwechłowicz

Czechów lubimy, ale i trochę nimi pogardzamy. Nie dali sobie zburzyć Pragi, nie poświęcali się, stanowczo rzadziej od nas umierali w bohaterskich okolicznościach. Za to piją piwo, nie chodzą do kościoła i są ogólnie sympatyczni. Taki mniej więcej obraz przeciętnego Czecha ma przeciętny Polak (cokolwiek byśmy powiedzieli o istnieniu obu tych bytów). Mariusz Szczygieł, zdeklarowany wielbiciel sąsiadów znad Wełtawy, w swoich dwóch ostatnich książkach trochę temu obrazowi dodaje barw. Czasami zaskakujących.

Czytelnicze oczekiwania po „Gottlandzie”, nominowanym do Nike 2007, były spore. I, jak się wydaje, zestaw reportaży w większości wydrukowanych wcześniej w „Gazecie Wyborczej” raczej ich spełnić nie może. Już choćby dlatego, że nie jest pierwszą książką Szczygła o Czechach, nie jest więc objawieniem na skalę „Gottlandu”. Był to sukces nie tylko na polską i czeską skalę - Szczygieł zdobył wiele międzynarodowych wyróżnień, do czego przyczyniły się tłumaczenia (między innymi na niemiecki, rosyjski czy francuski). Sam więc sobie poprzeczkę zawiesił bardzo wysoko.

Kolejna poświęcona tematyce czeskiej była więc kwestią czasu. I oto jest – „Zrób sobie raj”. To także zbiór reportaży. Jeśli można mówić o dominującym motywie, jaki łączy je prawie wszystkie, to zdecydowanie jest to kwestia (nie)wiary. Czesi, dumni ze swojego tytułu „najbardziej zlaicyzowanego społeczeństwa w Europie” są pod tym względem dla Polaków wręcz egzotyczni. Ironią losu jest sąsiedztwo dwóch tak skrajnie w tej materii odmiennych narodów.

Szokować może polskiego czytelnika reportaż utrzymany w poetyce konfesji homoseksualisty (Wyjść z szafy? Bardzo dobrze pan to nazwał, s. 183. Gdyby kolegom powiedziec, to... nie wiem, wie pan, jacy są faceci, s. 184). Bohater, z zawodu policjant, boi się i wstydzi przyznać, że został chrześcijaninem. Jeździ dziesiątki kilometrów do oddalonej miejscowości na msze, a ojcu mówi o swym nawróceniu (jak dziwacznie brzmi to słowo w kontekście czeskiego społeczeństwa!) dopiero, gdy ten leży na łożu śmierci. Pociesza się, że słyszał o jeszcze jednym chrześcijaninie wśród policjantów, podobno nawet postawionym dość wysoko. Nie jest więc sam ze swoim wstydliwym sekretem. W końcu czyni to wstrząsające wyznanie swojej dziewczynie, która jest zaskoczona, ale woli to, niż żeby za jego dziwnym zachowaniem kryła się inna kobieta. Świeżo nawrócony traktowany jest albo z rozbawieniem, albo z zaciekawieniem. I nie ma w tym nic dziwnego, skoro w Czechach nawet zakonnice rozmawiając ze sobą bez skrępowania twierdzą, że papież jest nudny (po wizycie Benedykta XVI: Muszę się siostrze przyznać: zasnęłam na kilka minut, tak mnie znużyło, s. 169).

Także reportaż o artyście Davidzie Cernym to majstersztyk. Ciąga on Szczygła po całej Pradze, komentuje swoje dzieła (przykładowo: rzeźba przedstawiająca dwóch mężczyzn oddających mocz do basenu o kształcie Republiki Czeskiej) i mentalność rodaków. Żeby nie było – wcale nie jest z niej zadowolony. Irytuje go między innymi to, że nikt się na poważnie nie oburza z powodu jego programowego obrazoburstwa. Gdy świadomie prowokuje Czechów, nazywając ich w popularnej gazecie niewymieszaną, nieciekawą, lekko sknedlikowaną, nasiąkniętą piwem, nieopaloną masą (s. 234), znajduje się tylko jeden rodak, który czuje się takim stwierdzeniem urażony. Artysta rozmyśla więc, do jakiego milszego kraju by się przenieść. Skądinąd wiemy, że jak dotąd tego nie uczynił. W tej galerii dziwaków i oryginałów jest więcej podobnych postaci, świetnie przez Szczygła opisanych.

Ale żeby nie było za wesoło. Co twój ojciec/dziadek robił w czerwcu i lipcu 1968 roku? Być może uczestniczył w dławieniu Praskiej Wiosny. Polacy i towarzysze radzieccy walczyli z kontrrewolucją. Czesi nam to nadal pamiętają. My sobie oczywiście nie, bo to nadal temat tabu. A czeskie społeczeństwo do tej pory dumne jest z tych paru miesięcy oddechu wolności. I oni mają więc swoje nieudane, choć nie tak dramatycznie stłumione jak te nasze, powstanie.

Z pewnością nie jest to książka obiektywna, ale i autor już na wstępie zastrzega, że nie będzie niczego „odzwierciedlać”. Słowa dotrzymuje. Sympatia dla Czechów oraz ich pomysłu na życie jest w „Zrób sobie raj” widoczna na każdej stronie. Wynika z tej książki jedno: nawet gdyby Czesi nie istnieli, należałoby ich wymyślić.

© 2011 Joanna Szwechłowicz

mroczna.art.pl > Literatura > Recenzje > Jak się państwu żyje bez Boga?

z Google

© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput