Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№45 listopad 2010

Kładzie się po nich cień Agnieszka Syska

Przebacz, że wpośród nędzy cienia
W życiu nic nie ma, oprócz życia,
Więc żyjmy aż po kres mogiły!


Bolesław Leśmian

Anna Janko rozpościera się w swoich wierszach, jak rozpiera się rozpościera się rozpiera się morze, gdzieś pomiędzy liniami żywiołów – nieba – ziemi – wschodu – zachodu - słońca – księżyca - życia – cienia.

Żywioły graniczą ze sobą, nawet takie żywioły, które żywiołami nie są, to jest - nie są żywiołami poza wierszami Anny Janko; żywioł jest wtedy, gdy ma moc rozpierania się pomiędzy; tarcia; przyciągania i odpychania.

W tym znaczeniu graniczenia są mnogie, są przyciągające i odpychające zarazem, sąsiadowania /nie sąsiadowanie.../ przyciągające i odpychające zarazem, towarzyszenia /nie towarzyszenie.../ przyciągające i odpychające zarazem, są i nie są samotne, obywają się i nie obywają się bez siebie – potrzebują siebie i nie potrzebują siebie – przyciągają się, chociaż odpychają się – doprawdy żywioły nieżywioły poetyckiego obrazowania trwają we wzajemnym oddziaływaniu zmaganiu oddziaływaniu, które daje im trwanie; które przydaje im najważniejszy spośród żywiołów – przyprawia je o życie – bo żywioły to też linie spotkania – odejścia - podziału – rozdziału – i tak linie – nieba – ziemi – wschodu – zachodu – słońca – księżyca – życia – i wreszcie cienia zbiegają się i wyznaczają granice bycia – niebycia; granica cienia i niecienia staje się w tym sensie linią porządkującą - dzielącą; determinuje koniec - ustanie uderzania serca fali o brzeg. Niebo – ziemia – wschód – zachód – słońce – księżyc – życie – uderzają o brzeg, są żywiołami dopóty, dopóki uderzają. Dopóty to się dzieje, dopóki życie uderza o brzeg.

Dopóty to się dzieje, dopóki życie uderza o miłość; dopóki życie targa się na miłość, w każdym razie w świecie morskich przypływów i odpływów.

Żeby serce fali, to jest życie mogło uderzać, mogło targać się na miłość, musi być spełniony jeden warunek, to jest musi być miejsce uderzania. Tym miejscem mniej i bardziej miarowych i niemiarowych uderzeń są życia równoległe; życie przeżywane po raz pierwszy w czasie przeszłym teraźniejszym przyszłym czasu rzeczywistego i życie przeżywane po raz drugi w czasie wierszy. Przeczuwanym problemem książki jest jednak graniczność wyczerpywalność krańcowość przeżyć dla czasu rzeczywistego i nieograniczoność niewyczerpywalność niekrańcowość dla czasu wierszy; o ile wiersze są jak morze; zmieszczą; przyjmą każdą nową kroplę, falę, przypływ, uderzenie samego życia; o tyle życie nie jest jak morze; nie zmieści; nie przyjmie; odpłynie.

Nie chodzi wyłącznie o przeżycia i przeczucia Poetki; chodzi o doświadczenia, które są udziałem każdego czytelnika jej wierszy; doświadczenia żywiołów, aż po najważniejszy – życie, który zapadnie kiedyś w cień, - i tak powstaną nasze własne czytelnicze napisane życiem ''wiersze z cieniem''.

Anna Janko wychodzi do nas jakaś leśmianowska - nie dzieli życia i nie dzieli wierszy - wszystko w jej tomie jest spójne – spójnie ciąży w niej Leśmian i miłość – idą ku cieniowi.

I przeplata się – robi warkocz z fal – z przypływów i - z odpływów – z miarowego – z niemiarowego - z najważniejszego, poetyckiego, drugiego po życiu żywiołu – miłości. Robi słowo nowe i stare - z klasyki udaje się w klasykę wprost z liryków najpiękniejszych.

Wychodzi do nas z częścią pierwszą tomu, której nie ma – bo nade wszystko jest życie.

Z częścią drugą, której nie ma – bo nade wszystko jest pomiędzy. Z częścią trzecią, której nie ma – bo nade wszystko jest śmierć. Trajektoria uderzeń fali jest w jej tomie płynna, jak płynne jest życie.

Nie ma zatem początku, środka i końca życia, które zostałyby odnotowane z terminarzem i z kalendarzem i z podziałem na - było - jest - będzie. Owszem, życie zaczyna się u niej na początku – od ''było'', w środku - od ''było'' – na końcu – od ''było''. Było jest w trzydziestu czterech wierszach tego tomu, który uderza w nas naprzemiennie falą przypływu – życia – tętna miłości – falą odpływu – śmierci. Bo jest ''BYŁO ŻYCIE'', ''PIOSENKA NIEKOCHANEGO'' wyśrodkowuje życie /wiersz strona 22/, ''ŚMIERĆ'' kończy życie /wiersz strona 40/.

/strona 5/
BYŁO ŻYCIE

Było życie był jasny dzień grała orkiestra/
Każde spotkanie to rozkwitające pożegnanie./
Nie mija cud przemijania./
Jesteśmy wczoraj i na zawsze./


''BYŁO ŻYCIE'', to gdzież jest teraz, gdzież się podziało, gdzież zboczyło, gdy zoczyło, że go nie ma. Czytam je aż do wiersza – życia w połowie - ''PIOSENKA NIEKOCHANEGO''. Pozostało w głosie oddalonym leśmianowskim rytmu, rymu, nastroju, wersyfikacji od wielkiej litery, która otwiera na nowo księgę klasyków róż, ogrodów, ścieżek, ustroniów, schadzek, łąk, ballad bezludnych, kochanków, śmierci, Boga i Diabła. Anna Janko odnajduje je. Dziwne życie, które smutno brzmi w czasie przeszłym.

Całe z brzemieniem cudu przemijania, w cudzie życia, z jarzmem cudu przemijania.

Trajektoria - spotkania - przemijania - pożegnania - tryptyk osobisty Leśmiana – Poetki -, Czytelnika, - tryptyk osobisty i ogólnoludzki. Życie jako tryptyk powitania – przemijania – pożegnania poetyki klasycznej otwiera się w powrocie do niej - bo skoro życie musi żyć – życie musi powracać do życia - życie musi wypełnić życie – życie musi znaleźć jeszcze jedno miejsce dla życia, choćby oddalonego.

Gdzie zatem zamieszka życie.

W wierszach zapewne; książka niewielka ma wiele dopływów; płyną one z różnych stron; z ogrodów leśmianowskich – z życia - z łąk leśmianowskich – z duszy – z róż leśmianowskich - z nocy – z topoli leśmianowskich – z kanonu – z kochanków leśmianowskich – z tęsknoty – ze śmierci leśmianowskich – z drogi – ze schadzek leśmianowskich – z piosenki bez słów – piosenek leśmianowskich. Wiersze są jak morze; zmieszczą każdą nową kroplę, falę, przypływ, uderzenie samego życia.

W nich zatem dokona się cud przebudzenia – w cudzie życia – w cudzie odchodzenia. Fala musi wracać, uderzać o brzeg i wracać. Fala jednego wiersza uderzająca o drugi, sąsiadujący. Jak żywioł ziemi – nieba – wschodu – zachodu - słońca – księżyca – życia – cienia. ''BYŁO ŻYCIE'' to powrót życia Bolesłwa Leśmiana, to nade wszystko powrót życia wierszy z cieniem, ze swoistą tematyką i poetyką. Dziwny jest ten powrót naznaczony dniem wczorajszym, gdy trwa jeszcze dzisiejszy, opiętnowany wczorajszym na zawsze. I to odejście w minione. Staje się ono coraz wyraźniejsze, bo głos oddalony czasu bezpowrotnego przybliża się do nas wraz z każdym wierszem zbliżającym do wiersza – środka tomu. Jesteśmy pomiędzy.

/strona 22/
''PIOSENKA NIEKOCHANEGO''

Zła wiadomość. Ktoś już żyć nie chce. Kumuś –
O tej porze. W zeszłym roku. W innym mieście/

Mów poeto, jeszcze ciemno, jeszcze wczoraj,
Że snem bogów, co się zbudzą, jest ziemia,/


''PIOSENKA NIEKOCHANEGO'' to nie tyko środek tomu, to także środek życia.

Jak również środek nieistnienia, bo dla Leśmiana i dla Anny Janko niemiłość oznacza unicestwienie. Nie chodzi o kalendarze, chodzi o współmiłowanie, o miłość ludzką wzajemną, i o jej porę ciemną, wczorajszą, śmiertelną - niemiłowania, która jest porą dla każdego niekochanego inszą odmienną.

Coraz bardziej wkracza w nią ten, kto pija naprędce leśmianowski napój cienisty, zwłaszcza poeta. I nie ma tu podziału – rozdziału – przedziału na nią i niego, na niekochaną i niekochanego, jest jedynie wrażliwiec – poeta – poetopata - symbol jednakiego prawa do picia z miłości i z cienia, który jako istota najwyższej wrażliwości nader często pija napój swój cienisty wieczysty.

Złych wadomości jest w poetykadzie tomu coraz więcej i ciągle już za dużo. Tak że nie można wyobrazić sobie, tak wielu, jeśli nie uwierzymy, że to nie poeta cierpiał, nie poetka cierpiała. I mówi nam Anna Janko, że niekochany jest zawsze poetą.

Wiadomości przekazywane przez jego nader czujące serce są złe, - miłość się kończy, niech życie się kończy, niech wchodzi w cień, niech skrywa się w wierszach z cieniem.

Bo gdy po miłości zostaje wspomnienie, czas odejść.

To jest ta myśl, która rośnie przez wszystkie wiersze tego tomu, by w końcu wybuchnąć ostatecznie, co nie znaczy wiecznie. Odsłania nagość morza rzuconego na piasek. Nie ma bowiem sąsiedztwa fali. Morze nie uderza już o życie. Nie targa się na miłość.

/strona 40/
ŚMIERĆ

Śni mi się, że umieram./
Maleję. Dopalam się. Cień podchodzi ze wszystkich stron./
Ale idę dalej.


Anna Janko jest cała z Leśmiana. Jest z niego, i w nim. W tym poetyckim rozkryciu całkiem doubrana. W wierszach z nieistnieniem życie napełnia życiem. Mimo że leśmianowska, i dlatego że taka, z cieniem idzie dalej. Sen zostawia tym, którzy śnią.

Jej wiersze muszą żyć na jawie. ''BYŁO ŻYCIE'' - jest życie wierszy. Bez gorzkiego powidoku nie smakują, jak nie smakuje miłość bez posmaku straty.

Książka Anny Janko odkrywa ją nam jako nauczycielkę życia, która umiejętnie przeplata sztukę pisania wiersza z życiem. Wiersz swój prowadzi konsekwentnie, wyprowadzając na środek morza, by następnie poddać go cieniowi.

Nauczyła się tego od żywiołów. Jej płynność i spójnia jest ich płynnością - prowadzi miarowo – wbrew mniemaniu – ku życiu. Słońce – księżyc – wschód – zachód zapadają nad horyzontem. Najważniejszy z żywiołów – życie – życiu głosi opowieść. Przyciąganie i odpychanie wyznacza linię miłości. Idę dalej.

Anna Janko, "Wiersze z cieniem''. Wydawnictwo "Nowy Świat''. Warszawa 2010.

© 2010 Agnieszka Syska (pseud. Jovana Jovanović)

mroczna.art.pl > Literatura > Recenzje > Kładzie się po nich cień

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput