Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№3 grudzień 2005

Między Czerniowcami, Alto Adige i Nowym Jorkiem — czyli o nostalgii w podróży („Piosenki dla martwego koguta” Jurija Andruchowycza) Jarosław Bytner

W końcu stało się: w roku 2005, w ponad dwadzieścia lat po poetyckim debiucie, ukazał się pierwszy po polsku tomik z wierszami Jurija Andruchowycza; „Piosenki dla martwego koguta”, czyli ostatnie, z 2004 roku, liryczne wydawnictwo pisarza. Ósma1 z wydanych w Polsce książek Andruchowycza, wobec siedmiu poprzedzających prozatorskich, nie podzieli raczej krajowych czytelników autora „Moscoviady” na radykalnych zwolenników jego prozy albo poezji, jak rzecz ma się na Ukrainie. Pomijając już sensowność takich sporów, trudno byłoby zestawić cztery znakomite powieści, trzy tomy poruszających esejów z kilkudziesięcioma wierszami z „Piosenek”. Przed słowem o nich, warto wszakże przypomnieć, iż Andruchowycz debiutował właśnie jako poeta w roku 1982, trzy lata później przy współudziale Ołeksandra Irwanca i Wiktora Neboraka (by ratować w sobie poetów — powie w „Małej intymnej urbanistyce”, jednym z esejów „Ostatniego terytorium”) zakłada we Lwowie słynną grupę poetycką Bu-Ba-Bu (Burleska-Bałagan-Bufonada), stanowiącą alternatywę wobec ukraińskiego socrealizmu, a na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku staje się duchowym przywódcą nie mniej słynnego zjawiska artystyczno-kulturowego: „fenomenu Stanisławowskiego”.

„Piosenki” są tematycznie różnorodne: osobiste, egzystencjalne, często miłosne, społeczne oraz obyczajowe, polityczne, biograficzne i — może przede wszystkim — są to wiersze z podróży. A w podróż, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, zazwyczaj wyrusza się z domu; naturalnego punktu odniesienia:

Ja wiem, że nasz dom to Ukraina.
Odwracam się do ściany
i zamykam oczy
z pragnieniem, żeby przespać pięćdziesiąt lat,
po czym się nie obudzić.
„Back In USRR”

Lecz gdzieś dalej wcale nie musi być lepiej. Podmiot liryczny to świadomy uczestnik kultury zglobalizowanej, obywatel świata posługujący się postmodernistycznym kodem (i międzynarodowym językiem — z 31 wierszy tworzących tomik 29 ma tytuły anglojęzyczne). Doskonale rozumiejący pozorny uniwersalizm oraz egalitaryzm współczesnej cywilizacji, której nominalną, teoretyczną stronę, z jej fasadowością idei i pustosłowiem, zderza z realiami. I owszem, Ukrainiec, jak każdy, może zostać okradziony w hotelu w Szwecji („Guess Who Was My Guest”), lecz już nie każdy jest narażony na pogardę Włochów, okazywaną podróżującym po ich kraju jakimś Arabom czy na przykład Ukraińcom („München Hauptbahnhof-Roma Termini”). Europa Zachodnia i Stany Zjednoczone są w tej poezji przestrzenią zastrzeżonych znaków towarowych i reklamowych gadżetów, a zbiorową świadomość kształtują popkulturowe ikony. Być może również dlatego tak szczególnie bolesnym okazało się dla tej zinfantylizowanej kultury zderzenie z terroryzmem.

I gdzie był Mulder, i co robiła Scully?
I czemu Bruce nie zasłonił sobą
żadnej kabiny pilotów,
z jedenastu — żadnej?
I czemu Mel, ani Chuck, ani inni
nie mówiąc już o Nicku Cage’u czy Arnoldzie,
nie włączyli się do akcji, broczący krwią,
na pół sekundy przed katastrofą
nie rozbili kapsuły, i odciągnąwszy dźwignię,
nie dosięgnęli koniuszkami palców
detonatora?

Najstraszniejsze — kiedy bohaterowie są bezradni.
Najsmutniejsze — kiedy ratownicy nie ratują.
Boże, ratuj przynajmniej Ty;
i tę dziecinną Amerykę, i wszystkich nas, którzy jesteśmy w drodze,
i tych, którzy są w domu, i nawet tych oszołomów…

Jeśli tylko to mieści się w Twoich planach. „Seven-Eleven”

Terroryzm w innej, agresywnej, państwowej formie, pojawia się zresztą także na Ukrainie. Tu autorytarna władza, zgodnie z sowiecką tradycją, rozwiązywała problemy siłowo, fizycznie likwidując politycznych oponentów. I tak o zamordowaniu dziennikarza Georgija Gongadze przypomina „Familiya Hruzina”. Należy wszakże zaznaczyć, iż w „Piosenkach” mamy jeszcze do czynienia z Ukrainą sprzed „pomarańczowego” listopada 2004 roku. Ale nawet jeśli skłonni będziemy założyć, że realia polityczne poprawiły się, trudno podobny optymizm odnieść do rzeczywistości obyczajowo-społeczno-ekonomicznej. Jak się wydaje, nie tylko zresztą ukraińskiej. W „And Everybody Fucks You” zarysowany zostaje liryczny obraz korporacyjnej codzienności:

Dziewczęta były niezbyt ładne i drobne,
ale jedna powiedziała do drugiej:
„Proponują mi pracę w firmie.
Sekretarka-referentka, obowiązkowa znajomość komputera.
Sto baksów na miesiąc — i wszyscy cię posuwają”.

Sto baksów na miesiąc — pomyślałem.
I wszyscy cię posuwają.
To plus czy minus, jak to rozumieć, pomyślałem.
I w jakim sensie, pomyślałem, czyżby w dosłownym,
a może w przenośnym?
I w którym byłoby lepiej?
W dosłownym? W przenośnym?

W tomiku sporą grupę stanowią wiersze o miłości. Trudno właściwie powiedzieć, że o nieszczęśliwej, choć ich podstawowym motywem jest nieobecność kochanej osoby („Without You”, „Just In Between”, „Without You-2”). Stąd też pewnie próby kompensacji, przywołań zapachów, muzyki, przedmiotów, wnętrz, co, oczywiste, nie może niczego, a już na pewno nikogo, zastąpić. Stale obecny w „Piosenkach” ton melancholii i nostalgii nabiera tu szczególnej mocy, tym bardziej, iż ironia, charakterystyczna dla pisarstwa Andruchowycza w ogóle, pojawiająca się także w większości wierszy tego tomiku, z niektórych historii miłosnych znika na dobre.

„More Than A Cult”, najdłuższy z wierszy, dedykowany Andrzejowi Stasiukowi, stanowi literacko-egzystencjalne credo:

(…)
Będziemy żyć długo i będziemy pisać, ile damy radę.
Choć to drugie nie jest tak ważne, jak to pierwsze.
Czyli nie to, żeby „żyć długo”, a mieć okazję
najdalej jak można chodzić piechotą, zatrzymywać roztrzęsione okazje,
dogadywać się o chleb i wino w pół zrozumiałych językach,
nocować w podejrzanych barłogach, wychodzić na szczyty,
tłuc się osobowymi pociągami i siedzieć w stajniach stacji
z wszystkimi współbraćmi Cyganami,
aby później w snach pojawiała się
jakaś Ukraina czy Rumunia, czy jakakolwiek inna Polska,
zapuszczone i bezgranicznie brudne terytorium,
bez którego, jednak, nawet nie warto sobie wyobrażać,
że się jest komuś na świecie potrzebnym.

Można tę deklarację z powodzeniem wpisać w prowadzony od lat dialog pomiędzy ukraińskim i polskim pisarzem. Egzemplarycznym, literackim potwierdzeniem dialogowego rozumienia kultury stała się „Moja Europa” (2000), książka składająca się z dwóch esejów: „Środkowowschodnich rewizji” Andruchowycza i „Dziennika okrętowego” Stasiuka, w której dwaj czterdziestoletni (wówczas) twórcy, starali się uporządkować przestrzeń Środkowej i Wschodniej Europy, znaleźć w niej swoje miejsce i nazwać je. A rozumiejąc daremność konstruowania wymyślnych, rozstrzygających środkowoeuropejskie problemy syntez, pisarze poszukiwali swojej tożsamości w pamięci, rodzinnej mitologii, w podróżach i w niezmienności geografii. Eksplorując tę „gorszą” część Europy, infekowali nią czytelników skuteczniej niż najzagorzalsi przedstawiciele handlowi biur podróży.

„Piosenki dla martwego koguta”, przynajmniej w stopniu trzydziestu jeden liryków, przybliżają nam Andruchowycza poetę. Można sądzić, że to tomik na dobry początek; w czasach tak niezwykłej koniunktury na pisarstwo autora „Perwersji”, jak i na literaturę ukraińską w ogóle, kwestią czasu wydaje się pojawienie kolejnych poetyckich przekładów. Tym bardziej, że proza wyraźnie zdominowała poezję ilościowo: „Wozzeck” (1999) Jurija Izdryka, „Badania terenowe nad ukraińskim seksem” (2003) Oksany Zabużko, „Kolekcja namiętności, czyli przygody młodej Ukrainki” (2004) Natalki Śniadanko, „Big Mac” (2005) Serhija Żadana, „Inne dni Anny” (2001) i „Niezwykli” (2005) Tarasa Prochaśko, „Kult” (2005) Lubko Deresza oraz „Rekreacje”, „Moscoviada”, „Perwersja” i „Dwanaście kręgów”, cztery znakomite, parokrotnie wznawiane powieści Andruchowycza, stanowią o sile tej ukraińskiej, inwazyjnej, prozatorskiej armii. Czekam na już tylko na poetyckie posiłki, by poddać się jej całkowicie…

© 2005 Jarosław Bytner

1 Dotychczas w Polsce ukazały się: w Wydawnictwie Czarne trzy powieści („Moscoviada” 2000, II wyd. 2005; „Perwersja” 2003; „Dwanaście kręgów” 2005) oraz dwa zbiory esejów („Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej Środkową”, który tworzą esej J. Andruchowycza „Środkowowschodnie rewizje” i „Dziennik okrętowy” A.Stasiuka 2000, II wyd. 2001 oraz „Ostatnie terytorium. Eseje o Ukrainie”, 2002. W zbiorze „Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem”, 2002, znalazł się tekst Andruchowycza „Romans z uniwersum”). Nakładem Świata Literackiego trzykrotnie ukazała się powieść „Rekreacje” (1994, 1996 i 2005) oraz sześć esejów w zbiorze „Erz-herz-perz” (1996). Dopełnieniem książkowych publikacji Andruchowycza w Polsce jest właśnie poetycki tomik „Piosenki dla martwego koguta” (Biuro Literackie, 2005). Eseje publikowały także czasopisma, m.in. „Krasnogruda” oraz „Gazeta Wyborcza”. W roku 2005 Kilogram Records wydało „Andruchoida”, muzyczny projekt pisarza i Mikołaja Trzaski.

mroczna.art.pl > Literatura > Recenzje > Między Czerniowcami, Alto Adige i Nowym Jorkiem

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput