„Dwa eseje o Europie zwanej Środkową”, zgodnie z rozumieniem formy przez Montaigne’a, pierwszego z kodyfikatorów gatunku, jakim posłużyli się Andruchowycz i Stasiuk, są przede wszystkim próbami zdefiniowania fenomenu Europy Środkowej. Oba wszakże teksty, w pełni wyzyskując przywilej subiektywizmu przysługujący esejowi, dalekie są od ambicji stworzenia naukowej syntezy zjawiska, definitywnego określenia paradygmatu cech tej części Europy. Oto raczej dwaj równolatkowie, czterdziestoletni pisarze, ukraiński i polski, zabierają nas w podróż, by pokazać nam swoją Europę. Różne to jednak podróże, bo odbywające się w zupełnie innych wymiarach. Perspektywa Andruchowycza zwrócona jest ku przeszłości, to podróż wewnętrzna, w czasie, w pamięci, w konarach genealogicznego drzewa. Wędrówka ze Stasiukiem jest już bardziej tradycyjna, bo też jego podróże to rzeczywiste pokonywanie przestrzeni, poznawanie słowackich, ukraińskich, polskich, węgierskich miasteczek.
Andruchowycz wyrusza w swoją podróż z krajobrazu pełnego ruin, będącymi wszakże dla pisarza źródłami nostalgii. Wszystkie one bowiem: ruiny materialne, ruiny nienawiści i miłości, wiary i nadziei, są elementami pamięci autora. Tę mentalną retrospektywę Andruchowycz wkrótce jeszcze poszerza, przywołując zdarzenia z dziejów swojej rodziny sprzed ponad stu lat, łączy je ze zdarzeniami ukraińskiej historii, z historiozofią, próbuje dla nich znaleźć egzystencjalną wykładnię. Kreśląc genealogiczne drzewo i losy kolejnych jego rozgałęzień Andruchowycz przedstawia jednocześnie doświadczenia zbiorowości, bo przecież jednostkowe przeżycia jego protoplastów to także tremo całego wieku historycznych, bolesnych ukraińskich doświadczeń. Pamięć o tych wydarzeniach nie wpędza jednak pisarza w rozważania nad geopolitycznym przekleństwem Ukrainy i innych środkowoeuropejskich krajów. Ironicznie też komentuje spory pomiędzy wyznawcami środkowoeuropejskiego historiocentryzmu i jego przeciwnikami. Nie rozstrzyga także o znaczeniu Rosji w dziejach narodów, które podbiła: pisze o okrucieństwach, jakich doznawali poddani Jednej Szóstej, z drugiej jednak strony dostrzega (…) całe miliony ludzi, którym skradziono niegdysiejszy raj — zdezorientowanych, złych, zmęczonych. Ich miłość do przeszłości przerasta wszystko, są szczególnym gatunkiem „byłych”. I odczepcie się od nich z jakąś tam przyszłością. Przyszłość — to czarna dziura, to codzienne podnoszenie cen na usługi rytualne i pogrzebowe, ot, jaka to przyszłość (33).1 Historia i historiozofia, stanowiąc integralne składniki biografii pisarza, pełnią także funkcję tła, na którym czasami tym barwniej odznaczają się treści osobiste. Najsilniej emocjonalnie nacechowane fragmenty eseju poświęca bowiem Andruchowycz przeżyciom z młodości, relacjom z ojcem, rodzinnym legendom. Amalgamat, jaki tworzą wszystkie te składniki, to wartość absolutna, na niej — według pisarza — ufundowana jest jego osobowość i tożsamość. Nie jestem niczego wart bez mojej pamięci — jest to taki kraj, w którym nagromadziło się zbyt wiele wszystkiego (zastępy poetów, wino ruin, pierwsza miłość, ostatnia miłość, setki miast, w których pozostałem na zawsze; w mojej pamięci jest ojciec, weranda, dwie talie kart), zbyt wiele wszystkiego, bez czego nie ma i nie byłoby mnie. Nie chcę takiej przyszłości, w której tego nie będzie (71). W obarczonej takimi doświadczeniami pamięci, prócz znajdujących się już tam całych pokładów melancholii i nostalgii, można by doszukiwać się inklinacji neurotycznych. Autor oszczędza jednak czytelnika i nie pozostawia go w tak minorowym nastroju, rozjaśniając widoki na przyszłość konstatacją, że sama pamięć to jeszcze nie wszystko: Formuła ludzkości to pamięć plus nadzieja. (…) Są to po prostu dwie cechy ludzkie, którymi chronimy się przed pustką. Zresztą nie chronimy się — w rzeczywistości zrywamy z siebie wszelkie osłonki, przekraczamy granice. Otwarcie — to jedyne, co nam pozostaje, aby odnaleźć jakieś porozumienie z innymi, porozumienie ze wszystkim, co wokół i wewnątrz nas. Otwarcie na życie, otwarcie na śmierć, otwarcie na przeszłość i przyszłość (72).
Programowymi założeniami eseju Stasiuka są ahistoryzm oraz apologia geografii. Ta fascynacja przestrzenią, zdefiniowaną przez pisarza jako jedyna pewność, przesądza o marginalizacji tematów historycznych. Tak się przynajmniej na początku wydaje, ale z podróżami już tak bywa, że nigdy nie wiadomo jakich nam dostarczą wrażeń i dokąd ostatecznie dotrzemy. Co więcej świadomość niepewności nie opuszcza samego autora, który swoim zwątpieniem obejmuje nie tylko sens podróżowania, ale także celowość lektury: Ani z lektury, ani z drogi nie wracamy wiele mądrzejsi. (…) Nie ma nic na końcu książki, a każda przyzwoita podróż zawsze przypomina mniej lub bardziej poplątaną pętlę (100), neguje trud pisania książek, pyta o sens pisanego właśnie eseju: Nie do końca jestem pewien, czemu mają służyć te w gruncie rzeczy dość banalne konstatacje, to usilne poszukiwanie wcale nie tak oczywistych podobieństw, ta chwiejna konstrukcja geografii, przeczucia i poronionego dyskursu. Czemu to służy? (117). Być może próbie oddania stanu ducha i myśli człowieka znajdującego się na pokładzie miotanego wichrami statku, człowieka świadomego zagrożenia, lecz próbującego — bo ogarnięcie i nazwanie całości to zadanie niewykonalne — znalezienia choćby symbolu, metafory, toposu. „Dziennik okrętowy”, by użyć metaforyki autora, jest tekstem rozkołysanym dygresjami, stąd też liczne zmiany kursów opowieści, wątków i tematów. Stasiuk, chcąc uniknąć banału o koniecznym uwikłaniu środkowoeuropejskiego losu w historię, swoją Europę przedstawia przez miejsca, ludzi, a zwłaszcza przez podróże, gdyż one właśnie są dla Stasiuka antytezą historii. Dla Środkowoeuropejczyka podróżowanie bowiem zawsze wiązało się ze spotęgowaniem poczucia zagrożenia, bo samym zagrożeniem było już życie w tej części Europy: Oto, co znaczy być środkowym Europejczykiem: Żyć między Wschodem, który nigdy nie istniał, a Zachodem, który istniał zanadto. Oto, co znaczy żyć „w środku”, gdy ten środek jest tak naprawdę jedynym realnym lądem. Tyle tylko, że ten ląd nie jest stały. Przypomina raczej wyspę, może nawet wyspę pływającą. Ba może nawet okręt poddany prądom i wiatrom East-West i odwrotnie. (…) Żyć na tej wyspie czy też okręcie znaczy tyle, co bez ustanku wypatrywać zmian pogody, przemierzając wyspę od brzegu do brzegu albo pokład od burty do burty. I tak jak w morskiej podróży, myśleć tylko o teraźniejszości i o przyszłości, ponieważ przeszłość dostarcza nam jedynie racjonalnych przestróg w rodzaju „lepiej było siedzieć w domu” (136). I dom autora „Białego kruka”, jego checkpoint, w niewielkiej i położonej z dala od świata wsi, i te niezmienne powroty do Koniecznej, stanowią o sensie, są najtrwalszymi z pretekstów istnienia.
„Dwa eseje” są relacjami z dwóch podróży: wewnętrznej Andruchowycza oraz wędrówek Stasiuka, z racji metaforyzacji nie tak znów tradycyjnych. Oba eseje łączy ton nostalgii za tym, co bezpowrotnie stracone. Andruchowycz tworzy swój rejestr ruin, Stasiuk wspomina austro-węgierskie dominium. Pisarzy łączy także cel zagospodarowania i uporządkowania środkowoeuropejskiej przestrzeni. Pragną znaleźć w niej swoje miejsce, próbują je nazwać. Rozumiejąc daremność konstruowania wymyślnych, rozstrzygających środkowoeuropejskie problemy syntez, z jednoznaczności których tak drwi autor „Środkowowschodnich rewizji”, obaj pisarze poszukują korzeni swojej tożsamości, determinowanej kategorycznością historii. Andruchowycz odnajduje ją w pamięci, rodzinnej mitologii, Stasiukowi poczucie stałości zapewnia niewzruszoność geografii i jego Konieczna, bezwzględny punkt odniesienia. Dla autorów „Dwóch esejów” to najważniejsze z gwarantów pewności zakorzenienia w Europie zwanej Środkową.
© 2003 Jarosław Bytner
Pierwodruk: „Slavia Occidentalis”, tom 60 (2003), PTPN, Poznań 2003, s. 173-175.
1 J. Andruchowycz, Środkowowschodnie rewizje, przeł. Lidia Stefanowska; A. Stasiuk, Dziennik okrętowy, [w:] Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej środkową, Wołowiec 2000. Cyfry w nawiasach oznaczają strony, z których pochodzą cytaty.
mroczna.art.pl > Literatura > Recenzje > „Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej Środkową”
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput