Tradycja podróży do Polski w literaturze i publicystyce niemieckiej jest bardzo bogata. W ostatnich latach wypowiadali się na ten temat m. in. Jolanta Szafarz1, Stephan Wolting2, czy Helmut Eggert3. Po przemianach politycznych przełomu lat 80. i 90. ukazał się szereg nowych książek pisarzy młodszego pokolenia, nawiązujących do tradycji podróży literackiej wiodącej do Polski. Wśród nich są Olaf Müller (ur. 1962) i Artur Becker (ur. 1968). Obaj wykorzystują do konstruowania akcji powieści i nowel motyw podróży. Do Polski wysyłają dość młodych bohaterów. W obu przypadkach są to dziennikarze. Podróż jest jednak dla autorów często tylko pretekstem do podjęcia innego tematu, ponieważ daje duże pole manewru przy konstruowaniu fabuły, możliwa staje się więc refleksja nad wieloma sprawami.
Bohaterowie Olafa Müllera w wydanej w 2003 roku powieści Schlesisches Wetter (Śląska pogoda) i Artura Beckera w noweli z 2006 roku „Die Zeit der Stinte” (Czas na stynki) podejmują klasyczne podróże, przemieszczają się w przestrzeni i zmieniają miejsce pobytu. Proces podróży jest w obu książkach dość szczegółowo opisany. Padają nazwy dużych miast i małych miejscowości, ulic i jezior.
Główny bohater, jednocześnie narrator w pierwszej osobie, Alexander Schynoski, prawie czterdziestoletni bezrobotny, otyły dziennikarz nie związany na stałe z żadną redakcją, podróżuje samolotem i koleją. Najpierw z Berlina udaje się za Maureen do Londynu, skąd wraca tego samego dnia. Mając za sobą nieudany związek, zainspirowany otrzymanym w prezencie albumem o Wrocławiu, postanawia pojechać na Dolny Śląsk, do Fürsten-Altguth (okolice dzisiejszych Biskupic Oławskich/Bischwitz), rodzinnej miejscowości babci (Heleny) i matki (Ilse Schynoski), którą obie opuściły 53 lata temu. Po drodze odwiedza w Lipsku, swoim mieście urodzenia, matkę, której nie widział od dwunastu lat, tj. od śmierci babci. Poza życzeniami telefonicznymi z okazji urodzin lub świąt, nie utrzymywali żadnych kontaktów. Ich stosunki są chłodne i to bynajmniej nie na skutek nieporozumień, ile braku potrzeby ich pielęgnowania. Po dwunastu latach nie zdobywają się na powitalny pocałunek.
Alexander przybywa do Saksonii pociągiem. Obserwuje pozjednoczeniową rzeczywistość, przywołuje w pamięci obrazy z lat 70. i początków lat 80., kiedy często przemierzał trasę Berlin-Lipsk przez Jüterbog, garnizonowe miasto, w którym stacjonowało radzieckie wojsko, Wittenberg i zanieczyszczone Bitterfeld. Dużo uwagi poświęca opisom dworców kolejowych: Berlin Ostbahnhof (Berlin — Dworzec Wschodni) i Leipzig Hauptbahnhof (Lipsk Główny), szczególnie podczas tygodni targowych. Planuje namówić matkę na wspólną podróż do Wrocławia i Fürsten-Altguth. Ostatecznie jedzie tam sam. Może gdyby widział na własne oczy, co w tamtych czasach widziały jego babcia, matka i ciotki, również nie zdecydowałby się na ten wyjazd. Zatem niewiedza i 53 lata upływającego czasu sprzyjają przyjęciu wolnej od emocji postawy. Ilse zostaje w Lipsku, w ciągle prowizorycznie urządzonym mieszkaniu Heleny, która mentalnie była zawsze gotowa do powrotu, miała nawet spakowanie rzeczy4 — czytamy w powieści.
Zamiarem Alexandra nie było, jak sam podkreśla, ani badanie przeszłości przodków, ani też poszukiwanie tego co stracone. W Polsce utrwalony jest jednak wizerunek Niemca-Heimwehtouristy, który przybywa odebrać swoje. Aleksander jako gość w byłym domu Schynoskich nie potrafi nowym gospodarzom powiedzieć prawdy o przyczynach swojego przybycia. Czytelnik mimo to wie, że to sentymentalna wizyta, że ciekawił go obraz rodziny sprzed lat, którą chciał osadzić w krajobrazie Dolnego Śląska. Wskutek opowieści rodzinnych, głównie matki, ma pewne wyobrażenia o tym miejscu. Ilse, która opuściła Fürsten-Altguth swojej młodości i nie wróciła tu przez ponad pół wieku, ma wyidealizowane myślenie o nim. Wyobraża sobie prawdopodobnie różne rzeczy, nie istniejące w rzeczywistości, a jej wspomnienia mówią o wielu bliznach nie zatartych przez czas. Wyobraża sobie coś, czego na miejscu nie mogłaby już dostrzec, gdzie zobaczyłaby coś zupełnie innego. Poczułaby się tu równie obco, jak wszędzie indziej, i tak jest chyba w przypadku wszystkich wygnańców.
W „Die Zeit der Stinte” Artura Beckera amerykańska Żydówka Mona Juchelka zadaje sobie trud odszukania w Europie niemieckiej rodziny Brodd. W tym celu odbywa podróż ze Stanów Zjednoczonych do Bremy i Lipska. W ostatnim etapie podróży, do Polski, towarzyszy jej Chrystian Brodd, który w 1980 roku jako siedmiolatek przeniósł się z ojcem Gustavem na stałe z Mazur do Republiki Federalnej Niemiec5. Brat Gustawa, Erwin, pozostał w Polsce. Dziś jest emerytowanym leśnikiem. Ważne fakty z historii obu rodzin to opowiedziane w sposób retrospektywny obrazy z połowy lat 40. minionego wieku, wplecione w rozgrywającą się wczesną wiosną 2003 roku akcję noweli. Dodatkowo są tu także typowe motywy z podróży: przelot samolotem, aluminiowa waliza na kółkach firmy Samsonite i jazda samochodem autostradą A14 między Magdeburgiem a Halle, później droga do Iławy. Jednak autor nie zamierza robić na czytelnikach wrażenia listą odwiedzanych miejsc. W czasach masowej turystyki, w Europie bez granic i „żelaznej kurtyny” trudno przecież zaimponować nowymi adresami.
Obaj autorzy rezygnują z jednoznacznych odniesień o kraju stanowiącym cel wyjazdu protagonistów. To nie ciekawość Polski ich tu przywodzi (Schynoski przed laty był już przecież w Szczecinie, Świnoujściu, odwiedzał regiony przygraniczne). W istocie rzeczy chodzi o opowieści szersze i poważniejsze, o podróż w czasie. Czas opowiadania jest retrospektywnie wydłużony, w przypadku pierwszej książki do co najmniej 1944 roku, drugiej do 1942. Narracja bieżącej warstwy zdarzeniowej (w „Schlesisches Wetter” lata 90, w „Die Zeit der Stinte” rok 2003) jest prowadzona w obu tekstach z dużym dystansem czasowym do opisywanych kluczowych wydarzeń, będących przyczyną podróżowania tytułowych postaci. Przeszłość jest cały czas obecna i implikuje teraźniejszość. Podejmowane podróże generują refleksje i wspomnienia, a te są niezbędne dla dalszego rozwoju akcji.
Podróż na Dolny Śląsk w „Schlesisches Wetter” ma pomóc Alexandrowi Schynoskiemu w odkrywaniu rodzinnej przeszłości. Alexander i jego matka Ilse, jako obywatele NRD konfrontowani byli przez lata z wschodnioniemiecką polityką historyczną, z nie do końca rozliczoną lub wypieraną poza próg świadomości przeszłością. Traumatyczne przeżycia scementowały rodzinę, zamieszkałą po wojnie w Lipsku. W gronie rodzinnym opowiadano zapamiętane historie, którym wielokrotnie przysłuchiwał się Alexander. Mimo to o tamtych czasach wiedział niewiele. O dawnej ojczyźnie dziadków i rodziców nie wolno mu było rozmawiać poza domem. Trudno jest jednak oceniać, czy i jak silny jest komponent wschodnioniemiecki w proponowanej przez Olafa Müllera powieści.
Zarówno ten autor, jak i inni pisarze jego pokolenia, nie będący już świadkami wydarzeń z lat 40. dwudziestego wieku, często konstruują fikcyjną, ale prawdopodobną przeszłość, której centrum stanowią prywatne historie. Zbieżność zdarzeń rzeczywistych z fikcyjnymi jest przecież nie do wykluczenia. Opowiadanie indywidualnych historii ułatwia unikanie z zamierzoną naiwnością politycznego wymiaru problemu6. Autor koncentruje się selektywnie na temacie wypędzeń bez odnoszenia się do jego przyczyn i skutków. Wymiar moralny pozostaje tu rozważaniem marginalnym. Podkreślona została natomiast wspólnota cierpienia. Autor zaaranżował spotkanie ofiar wypędzeń z innymi ofiarami. Nie poprzestał na optyce samych Niemców. Alexander Schynoski rozmawia w byłym domu matki z dziadkami Agnieszki, których wysiedlono z Radomia z rozkazem osiedlenia się na Dolnym Śląsku. Rodzina Agnieszki ma własne doświadczenia. Jej dziadek również nigdy nie uznał nowego miejsca za własne. Być może dzięki temu zabiegowi Olaf Müller unika zarzutu, że ignoruje cierpienia innych narodów, które spotkał podobny los. Porusza przy tym szereg wymiarów wypędzenia: strach, głód, pozbawienie własności, złe traktowanie, szykany i gwałty. Dokonał podziału Polaków na dobrych i złych. Złymi nazywano w tamtych czasach tych, którzy pochodzili z terenów leżących bezpośrednio na wschód od Śląska. Dobrzy to ci, którzy zostali przez Rosjan wypędzeni z Ukrainy. Sami przecież przybyli tu z okolic Lwowa i rozumieli, co znaczy być wypędzonym. To z nimi wspólnie grano w gry towarzyskie dopóty, dopóki nie przyszli tzw. źli Polacy. Ale oni nie są winni gwałtom, oni tylko nas szykanowali, czytamy w powieści. Mathilde, piętnastoletnią kuzynkę, zgwałcili Rosjanie. Ilse Schynoski najczęściej wspomina właśnie jedną zimę, skrajnie trudną i ważną: Gdy pod koniec 1946 roku prowadzono [kobiety z rodziny Schynoskich — EN] na dworzec w Bischwitz, aby dowieźć je do pociągu na zachód, rozpoczęła się nowa bezlitosna era7. Jechałyśmy w bydlęcych wagonach, rozdzielono nas (…), odnaleźliśmy się dopiero na początku czterdziestego siódmego w Lipsku8.
Drugi z autorów zajął się w „Die Zeit der Stinte” problemem winy i odpowiedzialności. Nie weryfikuje jednak niczego jak historyk. Podróż jest dla bohaterki o imieniu Mona Juchelka środkiem do celu. Dziennikarka chce spisać historię rodziny. Odnalazła w Europie Broddów, żeby z nimi skonfrontować informacje o bliskich, pochodzących z Bydgoszczy, szczególnie dziadku, Samuelu Goldbaumie. Mimo iż podczas wojny był w posiadaniu dokumentów na nazwisko Gerald Juschelka, nie udało mu się uniknąć obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Tam uważano go za komunistę albo homoseksualistę. Przeżył i wyjechał w 1945 roku do Nowego Jorku. Odnalazł tu swoją siostrę. Krótko po wojnie, w 1947 roku wraz z dwoma Litwinami, Maksem i Vladislawem (jego siostra zmarła w Stutthofie), byłymi więźniami tego samego obozu, postanawia wykonać wyrok na ukrywającym się w mazurskich lasach (w latach 1945-47) Richardzie Schmidtke. Nie wierzy już bowiem w sprawiedliwość.
Richard Schmidtke zorganizował w 1942 roku w swoim gospodarstwie obóz, małe więzienie w stodole dla Żydów, Polaków, Litwinów i Rosjan z rejonu nadbałtyckiego, których stąd systematycznie przewożono do Stutthofu. SS miała go za to sowicie wynagrodzić. Sam wprawdzie nikogo nie zabił, jednak wysyłał setki ludzi na pewną śmierć. Z powodu swojej przeszłości pozbył się wszelkich wyrzutów sumienia. Nie żałował niczego, bo — jak tłumaczył — i tak by zdechli9. Johann Brodd, dziadek Chrystiana, był zaś w gospodarstwie junkra kucharzem i dozorcą.
Po wojnie Schmidtke stał się dla tamtejszych mieszkańców symbolem zła. Jego nazwisko służyło dorosłym jako straszak na uparte dzieci. „Zabierze cię Schmidtke” — mawiano, gdy któreś z nich było nieposłuszne. Nawet mama Chrystiana miała mu w ten sposób grozić. Rodzina Broddów mieszkała w pobliżu Jezioraka (Geserichsee). Może Erwin i Gustav Brodd byli ostatnimi osobami gotowymi opowiedzieć przebieg wydarzeń z 1947 roku, w których miał uczestniczyć Gerald Juchelka. Z Maksem i Vladislavem wylądował na jeziorze Jeziorak, razem odnaleźli winowajcę, którego powiesili, a sami uciekli. Tylko dwie osoby nie chciały śmierci Schmidtkego: jego matka i Johann Brodd, który do dnia wykonania wyroku przynosił mu jedzenie.
Mona Juchelka wychodzi naprzeciw prawdzie. Pytanie, które sobie zadaje brzmi, czy Gerald Juchelka był mordercą. Historię dziadka opowiada bohaterce wuj Chrystiana, Erwin Brodd. Ponieważ obserwacja poszerza możliwości poznawcze, zabiera ją w konkretne miejsca (okolice dzisiejszego ośrodka wypoczynkowego „Jeziorak”, dawne gospodarstwo junkra, cmentarz i grób) i tu wszystko relacjonuje. Czytelnikowi nasuwają się przez ten zabieg skojarzenia z wizją lokalną.
Przez prawie 60 lat wiele się w tej okolicy zmieniło. Jednak Erwin w miejscu, gdzie spoczywają byli więźniowie Schmidtkego, celowo nie prowadził żadnych prac leśnych. Nie chciał niepokoić zmarłych hałasem silników pił łańcuchowych, którymi z racji wykonywanego zawodu posługują się drwale. Jego zdaniem Juchelka postąpił słusznie i sprawiedliwie, jest bohaterem. O swoim ojcu, Johannie, mówi już inaczej. Był tchórzem, wazeliniarzem, bo patrzył, jak ludzie umierają z głodu. Obciąża go fakt, że wiedział o wszystkim i nic nie zrobił, aby to zmienić. Dawny majątek Schmidtkego ma dziś nowych właścicieli. Na tablicy przy drodze widnieje napis: „Agroturystyka”, „Ferien auf dem Bauernhof — Zimmer frei”. Stodoła została przebudowana. Tam, gdzie kiedyś przebywali więźniowie, dziś są pokoje gościnne. Można płacić kartą kredytową. Mona Juchelka nie ukrywa zaskoczenia. Chrystian uspokaja ją: Czego oczekiwałaś (…)? Museum Stutthof — Außenlager wielkimi literami nad wejściem?10.
Oprócz podróży w przestrzeni i czasie czytelnik obserwuje jak protagoniści odbywają podróż we własne wnętrze. Konfrontacja z przeszłością ich członków rodziny jest początkiem i końcem literackiego rozwoju bohaterów. Alexander Schynoski interesuje się tym, skąd pochodzi matka, gdzie się wychowała, kim była — szuka swoich korzeni. Szuka też kontaktu z innym człowiekiem, ponieważ miejsca, które odwiedza, zamieszkują już obcy, a podróż jest świadomym spotkaniem z nimi. Czytelnik być może zapyta, co bohater może zyskać w kontaktach z tymi, którzy tu teraz mieszkają? Czy oczekuje od nich określonych zachowań? Czy szuka przez to samego siebie? W tym przypadku można zaryzykować tezę, że podróż nie była inspiracją dla bohatera. Alexander przyjechał do Polski już zainspirowany. Trudno orzec, czy podróż go odmieniła i czy stacja Fürsten-Altguth jest taką cezurą w „Schlesisches Wetter”? Można jednak przyjąć, że wymaga od Alexandra refleksji, że jest jak konstruktywna nostalgia. Bohater nie szuka nowych krajobrazów, lecz spogląda na nie nowymi oczyma i zgadza się zasadniczo z aktualnym stanem rzeczy. Wyczuwa się naturalną zgodę narratora na przeszłość. Książka jest zapisem refleksji i wrażeń, jakie u protagonisty wywołały odwiedzane miejsca, poznani ludzie, napotkane sytuacje.
Z kolei w „Die Zeit der Stinte” podróż ma być terapią, odprężeniem dla duszy, poznaniem tego co nieznane. Jest dla bohaterki kwestią tożsamości i kwestią jej przeżycia. Wpływ podróży na kształt materiału, który zbiera o swojej rodzinie jest jednoznaczny. Po powrocie może czuć się wnuczką ofiary holokaustu, a nie mordercy i chyba po to tu przyjechała.
Akcja obu książek usytuowana jest współcześnie (lata 90. i rok 2003). Podróż w czasie dotyczy czasu wojny i krótkiego okresu po wojnie, który selektywnie trwa w pamięci. Bohaterowie podejmują podróże w przeszłość, gdyż wspomagają one snucie refleksji nad historią. W obu przypadkach przeszłość inspiruje podróże bohaterów, którzy przybywają na tereny leżące przed 1945 rokiem poza granicami politycznymi Polski (Mazury, Dolny Śląsk), a ich pobyt w Polsce jest związany z historią Niemców na tych terenach. Zatem podróż do Polski nie jest równoznaczna z podjęciem polskiego kontekstu. Polska teraźniejsza, do której wybierają się ich bohaterowie, nie jest w ich beletrystyce obecna. Zawarte tu i ówdzie informacje o Polsce ani na chwilę nie zamieniają się w opis odwiedzanego kraju. On tu nie istnieje, gdyż to nie ciekawość realiów dzisiejszej RP przywiodła tu bohaterów, ale siła wspomnień. Dużo ważniejsze jest zmaganie się z historią, problemem winy i odpowiedzialności za zbrodnie lub bierność wobec eksterminacji ludności w okupowanej Polsce oraz obraz Niemców w roli ofiar II wojny światowej. Proponowana tu fikcjonalna literatura wspomnieniowa zawiera zapis prywatnych poglądów i opinii okraszonych pewną dozą informacji z historii, definiowanych biografią i subiektywną wiedzą autorów. Inspiracją do powstania obu tych pozycji był zapewne przełom polityczny w Europie Środkowo-Wschodniej w 1989 roku, niemiecka przeszłość ziem, na których toczy się akcja, rozwój oficjalnych stosunków polsko-niemieckich w ostatnich latach oraz stosunek samych autorów do polsko-niemieckich losów. Najważniejsza zapewne jest jednak w ostatnich latach intensywnie prowadzona dyskusja o indywidualnych ofiarach wojny po stronie niemieckiej, co przed 1989 rokiem było nie do pomyślenia. Autorzy odkrywają indywidualne historie, a literatura fikcjonalna umożliwia to wszystko, czego praca historyka uwzględnić nie może.
Bohaterowie kierowani są w geograficznie inne, choć mentalnie bardzo zbliżone miejsca. Zasadniczej różnicy między omawianymi pozycjami należy jednak nade wszystko upatrywać w oryginalności poruszonego tematu. Olaf Müller włącza się do dyskusji, która trwa w Niemczech już od wielu lat. Ofiary wypędzeń były od lat 50. na różne sposoby przedstawiane w formie literackiej11. Jednak w okresie rewolty studenckiej w latach 60. pisanie o cierpieniach Niemców było uważanie za politycznie niepoprawne. Dla Olafa Müllera, pisarza, który nie doświadczył osobiście wypędzenia, opisana podróż jest swego rodzaju odkrywaniem, a nie powrotem. Od lat 90. powstało wiele książek, które nie obnoszą się z własną krzywdą, ale przypominają ją, ponieważ pielęgnowanie wspomnień, choćby fikcyjnych, i miejsc pamięci nie musi być szkodliwe12. W „Schlesisches Wetter” nic nie zdaje się sugerować, że Alexander, jako syn i wnuk, odziedziczy status wypędzonego.
Artur Becker z kolei koncentruje się na kulturze wspominania, a ta nie jest jeszcze powszechna. Zmęczeni wspomnieniami są przedstawiciele pokolenia, które podczas wojny miało za mało lat, by pamiętać nazizm. Kolejne, urodzone w latach 60. i 70., chce wykorzystać ostatnią szansę, żeby wydarzenia lat 40. minionego wieku rekonstruować na podstawie przekazów żyjących jeszcze świadków. W przeciwnym razie pozostaną już tylko archiwa.
© 2008 Elżbieta Nowikiewicz
1 J. Szafarz, „Reiseberichte über Polen als Träger des Interkulturellen Dialogs”, [w:] „Die deutsche Sprache und Literatur als Brücke in Europa”, pod red. R. Golesza, Z. Światłowskiego, t. 2, Beiträge zur Literaturwissenschaft, Rzeszów 1996, s. 205-214.
2 S. Wolting, „Lügen über Polen?” — Xenologische Betrachtungen zum Reisebericht am Beispiel von Polenreisen in der deutschen Literatur nach 1945, „Convivium. Deutsch-Polnisches Jahrbuch der Germanistik 1998, s. 321-338.
3 H. Eggert, „Polenreisen ohne Polnisch. Deutsche Künstler und Intellektuelle reisen und berichten”, [w:] „Literatur im Zeugenstand”, pod red. E. Białka, M. Durzaka, M. Zybury, Festschrift zum 65. Geburtstag von H. Orłowski, 2002, s. 691-705.
4 Mit einem Mal erklärte sich mir auch die immer provisorisch eingerichtete Wohnung, in der ich von Mutter und Großmutter erzogen worden war. Helene Schynoski wollte bereit sein, die Sachen zu packen, wenn es soweit gewesen wäre. O. Müller, „Schlesisches Wetter”, Berlin 2003, s. 105.
5 Artur Becker sam jest tzw. Spätaussiedlerem. Przybył w 1985 roku z Bartoszyc na Mazurach do Bremy i tu osiadł.
6 C. Kramatschek, Spurensuche in Breslau. Olaf Müller erfindet eine Erinnerung an „Schlesisches Wetter”, „Neue Züricher Zeitung”, 29.07.2003, nr 173.
7 Als man sie Ende ’46 aus Fürsten-Altguth zum Bahnhof von Bischwitz trieb, um sie in den Zug nach Westen zu verfrachten, brach eine neue, gnadenlose Zeitrechung an. O. Müller, Schlesisches Wetter, dz. cyt. s. 105.
8 Wir sind mit dem Viehwagen gefahren, man hat uns getrennt (…)., wir haben uns erst Anfang ’47 in Leipzig wiedergefunden. Tamże, s. 149.
9 Por. A. Becker, „Die Zeit der Stinte”, München 2006, s. 55.
10 A. Becker, „Die Zeit der Stinte”, dz. cyt. s. 147.
11 Obszernie zajmowali się tym tematem m.in.: Siegfried Lenz, Walter Kempowski, Peter Hartling, Günter Grass, Horst Bienek czy Arno Surminski.
12 Pora wyjść z okopów. Wywiad z Hansem Henningiem Hahnem, [w:] „Gazeta Wyborcza”, 2004, 2-3 października, s. 21.
mroczna.art.pl > Literatura > Eseje > Motyw podróży w powieściach Olafa Müllera i Artura Beckera
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput