Koniec starego i początek nowego stulecia usposabiają zwykle do syntez i przewartościowań, a także przewidywań na bliżej nieokreśloną przyszłość1. Zdanie to, otwierające szkice J. Święcha na temat literatury polskiej XX wieku, stanowi w istocie — w perspektywie całości tej mądrej, inspirującej, a przy tym niewolnej od akcentów polemicznych książki — coś więcej niż konwencjonalne słowo wstępu. Ujawnia bowiem świadomość — potwierdzoną w toku dalszych rozważań — wagi dokonującego się właśnie czasu, a pośrednio również skalę autorskiego projektu obejmującego tak rozległe zagadnienia jak periodyzacja literatury dwudziestowiecznej, jej podstawowe — w nowym oświetleniu widziane — dominanty oraz tożsamość polonistyki jako dyscypliny naukowej.
Tym co niewątpliwie wiąże całe przedsięwzięcie jest owo tytułowe pojęcie nowoczesności, rozumiane jako wielowątkowy, pełen wewnętrznych napięć i paradoksów projekt ideowo-artystyczny, zarysowany już w modernizmie, a doprowadzony do ostatecznych konsekwencji w postmodernizmie, który to projekt nakłada autor na dzieje literatury polskiej, choć — co zrozumiałe — w szerokim (filozoficznym, społecznym, politycznym etc.) kontekście wydarzeń europejskich. Punkt wyjścia stanowi dlań próba ustalenia ram czasowych dla literackiego wieku dwudziestego, przy czym od razu widać, że nie chodzi tu o standardowe porządki periodyzacyjne, do jakich przyzwyczaiły nas współczesne syntezy historycznoliterackie, lecz o nowe spojrzenie na epokę jako na zjawisko dające się ująć w kategoriach logiki „długiego trwania”. Co się na nie składa? Otóż właśnie ów projekt nowoczesności, który w obrębie stosowanego dotychczas podziału, tak czasowego jak i przedmiotowego (np. Dwudziestolecie, przełom październikowy), dokonuje znaczących przesunięć. Jedno z nich, najbardziej ogólne i być może najistotniejsze, polega na uwolnieniu literatury z okowów dwudziestowiecznej historii, czy może raczej na rozluźnieniu ich wzajemnych związków oraz zależności, i przemieszczeniu jej początków do ostatniej dekady wieku XIX, a więc do wczesnej fazy formacji młodopolskiej.
Jak jednak zauważa autor, rozciągnięcie projektu modernistycznego (którego podstawowy impuls twórczy wyraża się w tendencji do innowacyjności, w poszukiwaniu nowych tożsamości w ciągle zmieniającym się świecie) na całość rozpatrywanego okresu i uczynienie z niej tym samym myśli przewodniej swoich czasów (w znaczeniu jakie terminowi temu mógłby nadać Hegel) nie stoi w sprzeczności z wcześniejszymi podziałami, lecz jedynie umożliwia uchwycenie ich w nowym wymiarze, bliższym rzeczywistej naturze ewolucji ówczesnego procesu historycznoliterackiego. W tym świetle fundamentalny dla nowoczesnego myślenia spór między awangardą (rozumianą szeroko) a modernizmem (rozumianym wąsko) ulega zasadniczemu złagodzeniu, jak na krewniaków ożywianych świadomością wspólnego pochodzenia przystało, i to wbrew tradycyjnemu, dość dobrze ugruntowanemu ujęciu, które obie kategorie umieszcza na wrogich względem siebie pozycjach (vide ataki awangardzistów lat 20. na Młodą Polskę). Przy czym warto odnotować, iż zarówno w tym kontekście, jak i w szeregu innych (np. kwestii formowania nowoczesnego kanonu, canon formation, czy włączania do dyskursu literackiego zjawisk wcześniej peryferyjnych, „mniejszościowych”), szczególne znaczenie przypisuje autor literaturze Dwudziestolecia. Zagęszczenie zdarzeń, wielogłosowość dyskusji, bogactwo „izmów”, jakie składają się na obiegowy image tej niezwykłej epoki, nie przesłaniają badaczowi procesów utajonych, trudnych niekiedy do uchwycenia dla świadków czasu, lecz z perspektywy końca wieku, kluczowych: Całość życia literackiego w Dwudziestoleciu, czego z perspektywy dziejów formacji modernistycznej nie widać lub widać źle, zbyt silnie przedstawia obraz inicjatyw rozpoczętych, lecz niedokończonych, wątków raptownie przerwanych, działań jawnie wtórnych i naśladowczych, współistnienia co najmniej trzech pokoleń, by doszukiwać się w tym wszystkim działania jednej tylko zasady, tej mianowicie, jaka przyświeca formacji modernistycznej: filozofii Nowego.2 Wszelako właśnie w Dwudziestoleciu tkwi, zdaniem autora, sekret zarówno zwycięstw jak i porażek literatury polskiej aspirującej do miana nowoczesnej3, to ono, wraz z literaturą wojenną i emigracyjną, stanowi najważniejszy układ odniesienia dla prowadzonych na przestrzeni całej książki rozważań nad ponadstuletnią epoką.
Sporo uwagi poświęca J. Święch temu, co można by określić jako paradoksy polskiej literatury dwudziestowiecznej, a więc jej opóźnieniom w stosunku do przemian dokonujących się na Zachodzie, wynikającym głównie z okoliczności zewnętrznych (np. socrealizm); przewrotom utajonym, zachodzącym zwykle niepostrzeżenie, gdzieś pomiędzy datami uznanymi oficjalnie za właściwe linie podziału; czy wreszcie — związanemu organicznie z poprzednim — przecenianiu przez krytykę i badaczy wpływu przełomów politycznych na życie literackie, co wiązało się zwykle z przypisywaniem literaturze zadań obcych jej zasadniczemu powołaniu, z uznaniem nadrzędności kategorii mimesis (m.in. postulat dokumentarności) nad fikcjonalnością (m.in. postulat autonomii sztuki). W przypadku ostatniego z zagadnień chodzi oczywiście o tak powszechnie akceptowane cezury jak rok 1918, 1944, 1956 oraz 1989. Ostatecznie autor proponuje własny podział, jakkolwiek z zastrzeżeniem jego umowności, na cztery okresy: pierwszy od lat 90. XIX w. do lat 30. XX w., drugi do lat 60., trzeci do lat 90. i czwarty, trudny jeszcze do zdefiniowania, którego dolną granicę wykreśla orientacyjna data roku 1989.
Odrębne części książki, druga i trzecia, poświęcone zostały dwóm zjawiskom w jakiejś mierze konstytutywnym dla kondycji nowoczesnej, a więc i dla literackiego projektu nowoczesności, o jakim była mowa. Chodzi o wygnanie (kwintesencję innej jeszcze ważnej figury współczesności — Obcego) jako fakt biograficzny i jako mit kulturowy oraz o wojnę, czy też raczej obie wojny światowe, określane skrótowo — dla oddania ich symbolicznego niejako wymiaru — jako Pierwsza i Druga. Wagę każdego z tych zagadnień potwierdza autor swoistymi case studies odwołując się do losów i twórczości Tymona Terleckiego, Józefa Łobodowskiego, Wacława Iwaniuka czy Kamila Krzysztofa Baczyńskiego.
Zacznijmy od wygnania. Dla J. Święcha stanowi ono rodzaj „choroby nowoczesności”, „syndrom” czy też „stan ducha” przypisany człowiekowi nowoczesnemu, wreszcie źródło bogatej topiki literackiej. W każdej z tych funkcji wygnanie ocala podstawowe wartości sztuki współczesnej: jej autonomię, swoistość i język. Co więcej, jawi się nawet koniecznym warunkiem twórczości, jako że stwarza okoliczności dla uzyskania przez pisarza niezbędnego dystansu, perspektywy pomocnej dla uchwycenia tego, czego z bliska nie widać4. Gdyby nie ono, trudno byłoby prawdopodobnie ocenić korzyści, jakie stwarza technika punktów widzenia w typie „Ulyssesa” czy „Doktora Faustusa”5. Jest jednocześnie wygnanie, tym razem jako mit, „prawdopodobnie ostatnią wielką utopią artystyczną europejskiego modernizmu, przyznającą sztuce uprawnienia, jakich nie znajduje w życiu”6. Przedmiotem obszerniejszej charakterystyki czyni badacz relację wygnania i języka, z dającą się z niej wywieść metaforą „wygnania z języka”, czyli wyobrażonego universum, które przestaje być narzędziem orientacji w świecie, a im bardziej proces ów się pogłębia, tym silniejsze staje się rozszczepienie osobowości na dwa nieprzyległe do siebie oblicza7. Przywołane w rozważaniach biografie artystów-wygnańców dostarczają tej obserwacji przekonującego wsparcia, podobnie jak i teoriom głoszącym, iż rzeczywistość dostępna ludzkiemu poznaniu to zasadniczo lub wyłącznie rzeczywistość możliwa do wyrażenia w kategoriach języka.
Pisząc o wojnie (wojnach) rozgranicza J. Święch to co przynależne do wojen dawnego typu, a więc to, co da się opisać w kategoriach dostępnej każdemu semantyki rzeczywistości — honor, porządek, wolność etc., od tego, co pochodzi ze sfery niepojmowalnego i niewyrażalnego, a co przedstawia sobą wojna nowego typu (zwana też nowoczesną lub totalną) z całym cechującym ją barbarzyństwem, chaosem i terrorem. Równocześnie gdyby zebrać myśli o wojnach, których areną stał się ubiegły wiek i starać się je wszystkie sprowadzić do wspólnego mianownika (…) to będą się one jawić jako «projekt modernizacyjny» na ogromną, niespotykaną dotychczas skalę (…) próba tyleż konieczna i niezbędna, co bolesna w dziele wypleniania tego, co z dawnego świata jeszcze pozostało8. Dla literatury zjawisko wojny nowego typu, a więc wojny wszechogarniającej, angażującej całe społeczeństwo, i to w dodatku na wszystkich płaszczyznach jego egzystencji, rodzi bardzo wymierną konsekwencję: oto wkraczają do niej, najczęściej poprzez utwory o charakterze wspomnieniowym bądź reportaże, ludzie z zawodowym pisarstwem związani raczej luźno lub zgoła w ogóle nie związani. Ludzie, dla których podstawową kwalifikacją do zajęcia się literaturą jest status świadka lub uczestnika wydarzeń. I niezależnie od tego iż — niejako dla przeciwwagi — zarówno wśród jednych jak i drugich znajdowało się niemało twórców wielkiego formatu (Hemingway, Remarque, Borowski), pytanie o prawo do mówienia o wojnie otworzyło konflikt między posiadaczami Prawdy a pozostałymi, którzy z braku doświadczenia zdobytego na wojnie karmili się iluzjami9 powodując generalne poderwanie autorytetu Literatury jako instytucji społecznej10. Idea wojny totalnej wyjaskrawiając sprzeczności sztuki awangardowej, z jej upodobaniem do eksperymentu i przekraczania granic, doznała ostatecznie — razem z tą drugą — porażki, co czyni ze wszech miar sensowną próbę dyskursu nad nowym projektem: ponowoczesnością.
Ostatni rozdział pracy, opatrzony znamiennym (dlaczego, o tym za chwilę) tytułem „Polonistyka na zakręcie”, podejmuje zagadnienie tożsamości tradycyjnej polonistyki, będącej wedle efektownej formuły autora korporacją uczonych zgodnych w kwestii podstawowych zasad dotyczących zawodu, który zresztą nigdy nie był profesją tout court (…) ludzi rozumiejących się w pół słowa, czytających te same książki, tworzących rodzaj swoistego klanu strzegącego swych przywilejów i (…) broniącego prawa do wyłączności orzeczeń we wszystkich sprawach dotyczących literatury (…)11. Ściślej rzecz biorąc chodzi o to, co — w obliczu daleko idącej pluralizacji — z owego szacownego depozytu pozostało. Jak się okazuje zgoła niewiele. Współcześnie jego spadkobiercą („bastionem konserwatyzmu”), ocalającym to co najlepsze z dawnego zasobu polonistycznych wtajemniczeń, pozostaje szkoła, ta instytucja stabilizująca odbiór dzieł wedle norm zakładających obecność sensu, reguł gatunkowych, procesów rozwojowych, niezbędnych dla uchwycenia przemian12. W starciu z ponowoczesnością (nazwijmy wreszcie rzecz po imieniu) przegrywa również, co wydaje się stratą szczególnie przykrą, język opisu dzieła literackiego będący do całkiem jeszcze niedawna czymś w rodzaju dobra wspólnego wszelkich sztuk.
Kolejnym przejawem bezpowrotnie utraconej tożsamości tradycyjnej polonistyki jest upadek instytucji kanonu literackiego, który zastąpiła lista bestsellerów tworzona w sposób rzekomo spontaniczny i samorzutny, w istocie zręcznie manipulowana przez rynek13. Do zagrożeń wciąż nurtujących dyscyplinę zalicza J. Święch, być może zaskakująco dla niektórych, poprawność polityczną. Jednym z jej skutków jest coraz powszechniejsze stosowanie wobec polonistów kryterium nie tyle fachowości, ile zdolności do podporządkowywania się społecznym, a zwłaszcza politycznym, rygorom.
Pora wytłumaczyć się na koniec z przydanego tytułowi rozdziału epitetu. Otóż dzieje polonistyki jawią się lubelskiemu badaczowi integralną komponentą projektu nowoczesności (wraz z jego ponowoczesnym epilogiem). Tak jak literatura, również i nauka o niej ukazana zostaje w, by tak rzec, płodnej poznawczo perspektywie „długiego trwania”. Tak jak modernizm i awangarda w Dwudziestoleciu, tak i strukturalizm z postmodernizmem współcześnie stanowią ni mniej ni więcej tylko awers i rewers tej samej tendencji duchowo-intelektualnej, zapoczątkowanej jeszcze przez Oświecenie, a spotęgowanej i doprowadzonej do ostatecznych konsekwencji przez niespokojny wiek dwudziesty. Wszystkie te zawiłości przedstawia J. Święch imponująco klarownie acz bez uproszczeń, językiem poświadczającym wysokie powołanie oraz żywotność — nolens volens — literaturoznawczego rzemiosła.
© 2007 Tomasz Nakoneczny
Pierwodruk: „Slavia Occidentalis”, tom 64 (2007), PTPN, Poznań 2007.
mroczna.art.pl > Literatura > Recenzje > „Nowoczesność. Szkice o literaturze polskiej XX wieku”
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput