„Ostatnie terytorium” to trzecia, po „Środkowowchodnich rewizjach” tegoż Jurija Andruchowycza i „Dzienniku okrętowym” Andrzeja Stasiuka, dwóch tekstach tworzących „Moją Europę” (2000, II wyd. 2001) oraz „Praskim elementarzu” Aleksandra Kaczorowskiego (2001), książka z „Europy Środkowej”, serii Wydawnictwa Czarnego w eseistyczny sposób przybliżający zjawiska, choć rzec może raczej należałoby zjawiskowość, tej części Europy. Jak dotąd o specyfice środkowoeuropejskich eksploracji w „Mojej Europy”, jak i książce o pisarzach z Pragi, decydowało nacechowanie tych tekstów osobistym doświadczeniem autorów, a także sposób jego wyrażania, wspólny dla wymienionych esejów głęboko emocjonalny ton. Andruchowycz przywołuje rejestr zdarzeń z historii własnej i Ukrainy, tych, jakie ukształtowały jego osobowość, wpłynęły na uczuciowość. Stasiuk opowiada o swoich podróżach, rozterkach pisarza, ale przede wszystkim Środkowoeuropejczyka i jego przestrzennej sytuacji. Esej Kaczorowskiego jest o Pradze, jej pisarzach, ich losach oraz książkach, tym wszystkim więc, co złożyło się — jak sam to określa — na jego drugą duchową ojczyznę. Podróże wewnętrzne i rzeczywiste, geopolityka oraz historia u Andruchowycza i Stasiuka, historia z literaturą u Kaczorowskiego, wydają się najważniejszymi tematami dwóch pierwszych książek „Europy Środkowej”. Wszystkie one, w dodatku w towarzystwie tematów nowych, pojawiły się w „Ostatnim terytorium”, tomie dwunastu esejów, traktujących przede wszystkim, jak podtytuł głosi, o Ukrainie.
„Okolica i nieobecność” oraz „Imperium i śmierć”, czyli pierwszy i ostatni z esejów zbioru jednak o Ukrainie nie są. To minirelacje z podróży, jedna z fińskiej wyspy, gdzie Andruchowycz zamierza zobaczyć dawną szwedzką twierdzę Sveaborg, druga z wiedeńskiego grobowca dynastii Habsburgów. I jeśli nawet pisarz zatrzymuje się nad jakimś zdarzeniem z dziejów rodu monarchów, szczegółami ich pochówku czy minioną potęgą morskiej twierdzy, to zaraz przyznaje, iż na dłużej nie jest w stanie skoncentrować na nich uwagi: Ale nie zdołałem skupić się na tych ważnych sprawach — całkiem niedaleko, gdzieś w górze, pod niebem, kilkadziesiąt metrów ode mnie, płynęła przepełniona wszystkim na świecie (zapachami, spojrzeniami, gestami, flirtami, zapachami) fantastyczna Kärtnerstrasse, życie płynęło, takie jakie jest (s. 147).
Ten afirmatywny wobec życia ton ostatniego eseju zbioru Andruchowycza nie pozostawia jednak czytelnika w nastroju refleksji. Życie — owszem — wiadomo, jakie jest — inne w Finlandii, Austrii i na Ukrainie, a lektura pozostałych dziesięciu esejów autora „Moscoviady” nie pozwala o tym zapomnieć. „Ostatnie terytorium” można, w pewnym sensie, uznać za książkę popularyzatorską, swoisty przewodnik po ukraińskich miastach, historii, literaturze, tłumaczący społeczne i polityczne uwarunkowania w kraju Andruchowycza. I choć dziedziny te zazwyczaj w jednym tekście współwystępują, w naturalny sposób tworząc spójny obraz ukraińskiej współczesności, rzadziej historii, można w tomie Andruchowycza wyodrębnić także eseje „monograficzne”, o wyraźnej dominancie tematycznej.
Są więc eseje o miastach. Iwano-Frankiwsk czy w zasadzie Stanisławów, bo dla pisarza istnieją dwa miasta: wewnętrzne i zewnętrzne, w „Tu i tylko tu”, staje się miastem magicznym, na co, wedle Andruchowycza, złożyło się parę okoliczności: bliskość gór, żywotność mitu austro-dunajskiego i „międzywojennego”, nawarstwianie się tych kultur, wpływy na miasto oraz wzajemne wpływy nowego środowiska twórczego, wreszcie działania pisarza i jego przyjaciół, mające na celu przekonanie reporterów telewizji świata o niezwykłości tego miejsca. W „Trzech wątkach bez zakończenia” dodaje zresztą: Mieszkam w tym mieście, któremu wyraźnie brakuje wyrazistości — musi zostać wymyślona albo śnić się (s. 50). Lwów i Kijów Andruchowycz przedstawia w „Małej intymnej urbanistyce”, miasto, gdzie studiował i cieszy się, że w nim nie mieszka (to tylko mara młodości, s. 25) oraz stolica, jakiej nie lubi, co kilkakrotnie podkreśla, lecz z którą łączą go relacje zawodowe. Rozczarowanie pisarza Lwowem nastąpiło w latach osiemdziesiątych, zamiast fascynacji zetknięcie z najohydniejszą z odmian Sojuza. Mechanicystyczny, bezduszny, alienujący Kijów wywołuje w Andruchowyczu przerażenie. Już myśli o nim przeradzają się w koszmar, jak w groteskowej, okrutnej fantasmagorii kończącej „Małą intymną urbanistykę”. Dla pisarza Kijów to jedynie wysepki na oceanie, maleńka garstka ludzi rozrzucona po enklawach: redakcjach, pracowniach, kawiarniach.
Kolejną grupę esejów łączą elementy biografistyki, historii literatury i kulturowych fenomenów. Bohaterem pierwszego jest Taras Szewczenko („Shevczenko is OK”), „ukraińskie wszystko”, może dlatego też przez wszystkich ideologów-uzurpatorów adaptowany do ich haseł i barw sztandarów. W kolejnych częściach eseju: „Charyzma”, „Kult”, „Polacy” i „Sława” Andruchowycz przedstawia czynniki decydujące o wyjątkowości tej postaci. W „Trzech wątkach bez zakończenia”, w pierwszym konkretnie, wspomina Bohdana Ihora Antonycza (1909-1937), którego uważa za największego ukraińskiego wizjonera. „Czas i metoda” to z kolei przypomnienie lwowskich początkach samego Andruchowycza, debiutu, kompromisów, założonej w 1985 roku — by ratować w sobie poetów (s. 40) — grupie Bu-Ba-Bu, stanowiącej alternatywę wobec ukraińskiego socrealizmu.
Cztery eseje portretują współczesną Ukrainę. „Czarnobyl, mafia i ja” to próba nazwania reakcji, stanów, uczuć po katastrofie: Zrozumieć je — to zrozumieć, co znaczy bać się wiatru, deszczu, świeżej trawy, bać się światła. Albowiem już w pierwszych dniach maja wielu z nas odczuło bliską obecność innej śmierci — niewidocznej i niesłyszalnej, śmierci na wyrost, która czaiła się wszędzie — w sadach, w kwiatach, w wodzie i w powietrzu, w mieszkaniach, we wnętrzach ludzkich ciał, w których znienacka rozbłysła ich tymczasowość, obecność śmierci tak bardzo pozbawionej formy, że jakikolwiek opór tracił sens (s. 52-53). Z poetyckimi obrazami bezradności kontrastuje cyniczne zachowanie władzy, manipulującej faktami, z sowiecką pogardą odnoszącą się do ludzkiego życia i śmierci. Andruchowycz konstatuje, iż nastąpiła jednak nie zagłada świata, lecz imperium, które straciło zlekceważoną Ukrainę. Po roku 1991 zmieniło się także oblicze kraju: Obraz Ukrainy to obraz wczorajszego więzienia przerobionego w pośpiechu na targowisko-dworzec (s. 56), zrujnowanych krajobrazów, bandytyzmu, nie tylko zresztą tego w sensie dosłownym, ale rozciągającym się także na relacje międzyludzkie (w Ukrainie mafią ogólnie rzecz biorąc, są (…) wszyscy (s. 56). Psychologiczny portret bandytów kreśli w „Malborku i Krzyżakach”, opisując włamanie do swojego mieszkania w Iwano-Frankiwsku, bezradność milicjantów, których zresztą zestawia z włamywaczami, podkreślając ich fizyczne, nade wszystko zaś mentalne podobieństwo. W „Próbie dezinformacji” z kolei w przystępny sposób zostaje określona specyfika zachodniej i wschodniej części Ukrainy, ich zróżnicowanie pod względem świadomości narodowej, podziału językowego i ideologicznego, choć — konkluduje Andruchowycz — istnieją silne czynniki integrujące: jednolite państwo, które najlepiej spaja samo życie, jednakowo ciężkie dla wszystkich mieszkańców. I tytułowa dezinformacja, cecha narodu, który często w swoich politycznych wyborach bywa nieprzewidywalny, mimo swoich, wydawałoby się, tak wyraźnie określonych sympatii.
Punktem wyjścia eseju Czas i miejsce albo moje ostatnie terytorium jest próba określenia postmodernizmu, co Andruchowycz, doskonale się przy tym bawiąc, czyni na wiele sposobów: systematyzuje cechy postmodernistyczne enumerycznie, alfabetycznie, objaśnia pojęcie wykorzystując wielokulturowy charakter Galicji. Punktem dojścia obojętność wobec terminologicznych zawiłości zjawiska i nazwanie tego, co ważne, określenia terytorium: owo terytorium jest niezwykle delikatne i kruche, to sama rzeczywistość (s. 141).
„Eseje o Ukrainie” są opowieścią o życiu naszych sąsiadów w pryzmacie doświadczeń i obserwacji ukraińskiego pisarza oraz w jego pełnej emocji, znaczeń, poruszającej narracji. W zasadzie tylko „Próba dezinformacji” mieści się w formule eseju popularnonaukowego, pozostałe są tekstami silnie zbeletryzowanymi, niekiedy z utworami paralelnie wplecionymi w tekst eseju (koszmarny sen w „Małej intymnej urbanistyce”, opowiadanie, czy w zasadzie studium psychologiczne włamywaczy w „Malborku i Krzyżakach”) czy nawet odrębnym tekstem, jak silnie zmetaforyzowana „Prawdziwa historia pewnej Europy”. Charakterystycznym składnikiem skondensowanej faktury tej prozy jest ironia, tworząca konieczny dystans wobec opisywanych zjawisk. Ironia niezbędna, bo „Ostatnie terytorium” to często obraz Ukrainy tragicznej, przywołujący zresztą oczywistą analogię ze społeczną i polityczną sytuacją w Polsce: falą bandytyzmu, korupcji, poczuciem zniechęcenia i beznadziejności, chęcią znalezienia dla siebie lepszego życia gdzieś indziej. W tej sytuacji oblężenia przez agresywną rzeczywistość, Andruchowycz okopuje się w swojej twierdzy; jest to (…) twierdza z alkoholu, seksu i muzyki, wewnętrzna albo i realna emigracja, niezaangażowanie, nieobecność, pisanie — jeśli naprawdę przycisną — do szuflady, samotność i gorycz (s. 127).
„Ostatnie terytorium” jest także uchyleniem wrót twierdzy Andruchowycza, ukazaniem tych drobnych, a tyle przecież mówiących o człowieku jego upodobaniach: lekturach (czy przynajmniej książkach zgromadzonych na półkach), ogromnym znaczeniu, jakie przywiązuje do swojej kolekcji płyt i muzyki w ogóle. Dowiadujemy się więc, że Andruchowycz w latach siedemdziesiątych słuchał Jethro Tull, Genesis, rocka symfonicznego, dla celów marszowych za właściwy uznaje podkład w wykonaniu grupy Rammstein bądź Laibach (w nazwie słoweńskiego zespołu akurat jest literówka, s. 110). Warto tu zaznaczyć, iż sam zresztą także próbuje swoich talentów muzycznych: z Mikołajem Trzaską, związanym z gdańsko-bydgoską sceną yassową, nagrał „Kozaka Jamajkę” (na składance „Radio Świetlicki”, „Lampa” 2004, nr 2), a w roku 2005 z Mikołajem Trzaską już całą płytę, „Andruchoida”. Te szczegóły, zainteresowania i sympatie autora, uzupełniają wizerunek wybitnego ukraińskiego pisarza, przestrzeni oraz rekwizytów jego „ostatniego terytorium”.
© 2004 Jarosław Bytner
Pierwodruk: „Slavia Occidentalis”, tom 61 (2004), PTPN, Poznań 2004, s. 207-209.
mroczna.art.pl > Literatura > Recenzje > „Ostatnie terytorium. Eseje o Ukrainie” Jurija Andruchowycza
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput