Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№52 sierpień 2011

Polaka-katolika portret własny Agata Malik

Och! Jakże łaskawa okazała się historia dozwalając nam żyć w równie ciekawych czasach! Bo jakże inna refleksja mogła przeniknąć moje myśli, kiedy wręcz z niedowierzaniem, pewnego kwietniowo-niedzielnego popołudnia, patrzyłam na sceny rozgrywające się przed jednym z najważniejszych budynków w całym naszym państwie. Widziałam chuliganów przedzierających się przez barierki bezpieczeństwa, którzy obrzucając strażników miejskich inwektywami wymachują im przed nosem legitymacjami poselskimi, widziałam tłum szarpiący dziennikarzy komercyjnych stacji telewizyjnych, widziałam transparenty określające mojego prezydenta mianem zdrajcy, a premiera – mordercy, widziałam na piersiach tych ludzi biało-czerwone wstążki, a w ich rękach różańce i krzyże. Prawdziwy las krzyży. Nikt przecież inny, jak wielki Adam Mickiewicz zapisał: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem.” Tego wieczoru, przy tych słowach, zapaliła się czerwona lampka. Zachęcona zostałam do zrobienia swoistego rachunku sumienia czy aby na pewno funkcjonowanie określenia: „Polak-katolik” jest w ogóle uzasadnione.

Polakiem można się czuć lub nie, do swej Polskości można się przyznawać bądź nie. Nasza współczesna narodowość ukształtowała się mniej więcej na przełomie XVIII i XIX wieku, wówczas świadomość narodową poczęli nabierać ludzie spoza warstwy szlacheckiej, a stopniowo była przyjmowana przez mieszczan i chłopów. W największym skrócie stwierdzić można, iż skonsolidowanie sił wszystkich grup społecznych, zmierzających do stawienia opozycji zaborcy, a w rezultacie do „wybicia się na niepodległość”, zaowocowało narodzinami narodu polskiego, zdolnego, po 123 latach niewoli, przywrócić istnienie swego państwa na mapach świata. Słusznie stwierdza w swej ostatniej książce Jan Paweł II, że termin „naród” znajdując swą etymologię w słowie „ród” określa społeczność naturalną, której niczym innym w dziejach ludzkości zastąpić nie można, a już w żadnym wypadku nie należy go utożsamiać z państwem1.

Dość swobodnie przychodzi nam dziś posługiwać się sloganem „Polak-katolik”. Kiedy zaczął funkcjonować w XVII wieku był zamiennie stosowany z określeniem „Polonia - antemurale christianitatis”, początkowo odnoszące się do państw islamu, następnie funkcjonujące także w odniesieniu do prawosławnej Rosji i protestanckiej Szwecji przysposobiły Polsce wizerunek państwa, poza granicami którego „Boga już nie ma”2. Kolejne epoki, ową upolitycznioną już w znacznym stopniu ideę skwapliwie zaabsorbowały jako wyraz oporu przeciw tradycyjnej religijności zaborców. Co ciekawe, pewni badacze wskazują dopiero na przełom lat 70. i 80. od kiedy słuszne jest utożsamianie katolickości z narodem, wcześniejsze bowiem „mariaże” miały charakter instytucjonalny, zaś dopiero w latach 70. Kościół stał się stabilizatorem ładu społecznego i enklawą wolności.

Jeśli dać wiarę statystykom, aktualnie aż 95% osób deklarujących narodowość polską jednocześnie przyznaje się do wyznania katolickiego, co daje nam pierwsze pod tym względem miejsce w Europie.

To św. Ignacy Antiocheński w swym liście do Kościoła w Smyrnie po raz pierwszy posłużył się terminem „katolicki” (καθολικός) oznaczający „uniwersalny”, „powszechny”, „należący do całości”3. Paradoksalnie, to określenie doskonale nas charakteryzuje – naszych rodaków można spotkać niemal w każdym zakątku świata, nieobojętnie pozostają dla nas wszelkie, zwłaszcza te niedotykające nas bezpośrednio, sprawy. Naturalnie nie należy dziś nie odnieść powyższego pojęcia do nauki Kościoła Katolickiego opartej na pismach Nowego Testamentu, a w sposób szczególny na Ewangeliach zawierających słowa samego Jezusa Chrystusa. I w tym momencie sytuacja znacznie się komplikuje, zwłaszcza w obliczu niedawnych badań CBOSu4.

Deklaracja coniedzielnego uczestnictwa w praktykach religijnych padła z ust 49%, ankietowanych, około 56% z nich praktykuje codzienną modlitwę. Wobec corocznie celebrowanych Świąt Wielkanocnych dziwić może wiara w zmartwychwstanie oscylująca na poziomie 66% czy istnienia piekła na jeszcze niższym, bo 59%. Dla ponad 75% badanych dopuszczalne są stosowanie środków antykoncepcyjnych i współżycie seksualne przed ślubem, a niewiele mniej akceptuje rozwód. Pytając o definicję słowa „Kościół”, najczęściej otrzymuje się odpowiedź, iż jest to budynek lub formalna instytucja. Jan Paweł II, jako największy autorytet religijnego dla niemal wszystkich ankietowanych zajmuje niekwestionowaną pozycję lidera. Nie zadano pytania o znajomość treści jego nauki.

Tyleż po wynikach anonimowego, co niezobowiązującego sondażu, w moim mniemaniu istnieje trzeci portret „Polaka-katolika” po uczestniku wiecu wyborczego i 1-promilowego respondenta ankiety telefonicznej. Wydaje mi się, iż Polacy są narodem, który równie silnie mniema się za katolicki, co nim w istocie nie jest. Wiara współczesnego Polaka jest konglomeratem, w którym dominują obyczajowość i antykonformizm. Pierwszy element przejawia się w naszym upodobaniu dla wszelkich rytuałów wyzutych obecnie ze swej religijności. Jak inaczej określić korowód, który otwierają chrzciny (koniecznie podwójne, te w kościele a następnie te w domu), następnie jest komunia (licytacyjny boom prezentowy), ślub (biała suknia w okwieconym kościele i Marsz Mendelsona w wykonaniu organisty), a od czasu do czasu, gwiazdka (osiągająca niebotyczne rozmiary feta komercji), święconka (jej clou jest takie zagospodarowanie przestrzeni w koszyczku, aby woda spadła idealnie na szyneczkę) czy popielec (tradycja), i wszystko kończy pogrzeb (nawet dla deklarujących niewiarę za życia)? Wszelkie te przejawy para-religijności znajdują miłośników zarówno wśród wierzących jak i tych, którzy z Kościołem zerwali. Ta całkowita dezawuacja najświętszych w chrześcijaństwie znaków wynika zapewne z przerażającej ignorancji i totalnego analfabetyzmu religijnego. Religię sprowadza się w najlepszym wypadku do światopoglądu czy zbioru zasad moralnych (czyt. koniecznie zakazów zawartych w Dekalogu). Niewielu zdołało wyzbyć się dziecinnego wizerunku „Bozi” będącej skrzyżowaniem prowincjonalnego policjanta z prowincjonalnym księgowym, która rozważa: „Dziś poszedłeś do łóżka nie z tą koleżanką, co trzeba, wobec tego umrze ci kotek, a potem ciężko zachorujesz. Jeśli zmówisz 10 różańców i 5 razy obejdziesz kościół to kotka już nie zmartwychwstaniemy, ale ciebie uzdrowimy!” Korzystając z niedawnych obchodów Świąt Wielkanocnych odbyłam kilka rozmów, z których wyniknęło, iż za centralny punkt obchodów ów święta znakomita większość uznała święcenie pokarmów (zwyczaj całkowicie niewpisujący się w oryginalną tradycję kościelną), zaś o Liturgii Wielkosobotniej część wcale nie słyszała. Zatrważającym jest fakt, że imiona czterech ewangelistów, do których grona uparcie wmieszają się św. Piotr i św. Paweł, poprawnie jest w stanie wymienić raptem, co trzeci z nas. Ignorancja ta leży u podstaw nonkonformizmu i selektywnego relatywizmu. Najlepszym ich przejawem jest stwierdzenie: „Jezus - tak, Kościół - nie”. Katolicy „obyczajowi” poczynają wyliczać nieskończoną ilość przewinień, zwracając uwagę na zbytni konserwatyzm Kościoła, nie kroczenie z duchem czasu, ciemne karty z życia księży, nieżyciowość, brak wrażliwości, etc. W rzeczywistości, pozostajemy ksenofobami wobec wszystkiego, czego nie rozumiemy i co wymuszałoby na nas wejście w relację z rzeczywistością, która wymyka się ludzkiemu umysłowi.

Z dumą afiszujemy się naszą rzekomą pobożnością od wielkiego dzwonu wymachując krzyżami i różańcami starając się przepędzić zło, które jest wszędzie, tylko nie w nas. Na własny użytek jesteśmy skłonni przenicować mickiewiczowskie „Polska – mesjaszem narodów” na: „sami sobie mesjaszem”, w efekcie otrzymując antagonizm tego, co naprawdę stanowi o katolicyzmie. Wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu, których wszyscy byliśmy świadkami, ten festiwal nienawiści to tylko (przecież aż) eskalacja nastrojów panująca od dawna w polskim społeczeństwie. Do skrajnych przypadków należą komentarze czytelników portalu Fronda.pl uznawanego za najbardziej radykalne z prawicowych pism, a samego siebie określanego jako „portal poświęcony”. W wypowiedziach osób deklarujących się jako gorliwi katolicy trudno znaleźć choć gram nauki Kościoła. Oto kilka z nich: „Wykształciuch jest jak spicel albo murzyn – po wykonaniu zadania, odstrzelić”; „(nt. bp. Pieronka)5. Nie mam szacunku dla tego czlowieka bo nie mam szacunku dla zdrajcow obojetnie jak sie zwa, kim sa, co nosza na sobie.”; „seremet i ta cała banda grasiem i klichem na czele to mafia tuskowa. pan karze to słudzy zrobią i powiedzą co im kazano . Zero myślenia, zero analizy , zero honoru. Przyjdzie niedługo kryska na tych tuskomatołków a wtedy trybunał stanu dla pachołków rosji....”; „(nt. Alicji Tysiąc) To teraz prosze zamknac te ofiare Kudlatego u czubkow, aby nie narobila duzo wiecej zlego jako pozyteczny polityczny idiota.”; „(j.w.) Lepiej milczeć o tej osobie bo wali z niej trupi smród.”6 Obok tych stosunkowo marginalnych exemplum funkcjonuje ogromna masa bardziej spowszedniałych, cechujących się mniejszą brawurowością przejawów braku aplikacji ideałów chrześcijańskich w życiu „Polaków-katolików”. Niczym innym jak przejawami odchodzenia od etyki tradycyjnej jest powszechne przyzwolenie na nieuczciwość począwszy od ściągania na egzaminach, poprzez niekasowanie biletów komunikacji miejskiej, wykorzystywanie zasobów pracodawcy do celów prywatnych (telefon, kserokopiarka, Internet, etc.), niedzielna wyprawa do centrum handlowego. Obecny jest również postępujący liberalizm w kwestiach seksualnych. Konkludując, Polacy skłonni są tworzyć swój własny system wartości traktując wybiórczo zasady etyczne zawarte w deklarowanej przez nich religii.

Nie sposób wyobrazić sobie panoramy religijnej polskości bez postaci papieża-Polaka, Jana Pawła II, który, jak wspomniałam bezkonkurencyjnie dzierży miano narodowego autorytetu religijnego. Jego nauczanie zostało ochoczo przyjęte, jako „łaskawsze” wobec homilii prymasa Wyszyńskiego, w których wskazywał on ideał narodu, do którego należy dążyć Polakom i krytykował dotychczasową postawę. Jan Paweł II, z tytułu posiadania większego autorytetu, ale także odwoływania się do tradycji romantycznych i modyfikując ideał narodowy, zyskał większy posłuch. Papież Polak był gwarantem pewnego rodzaju religijności wyrażającej się przynajmniej w częstotliwości praktyk religijnych, lecz niepozostającej bez wpływu na poczucie jedności. Zabrakło tego po 2005 roku.7 Sam Kościół spostrzegł, iż poczucie narodowe okazuje się stosunkowo chwiejnym fundamentem, spada odsetek wśród mieszkańców dużych miast deklarujących dumę ze swej przynależności narodowej. W rezultacie, duży nacisk kładzie się na indywidualną, osobistą więź z Bogiem opartą na poczuciu odpowiedzialności wymagającą stosowania etyki religijnej na co dzień8. Najpewniej w tę stronę wiedzie Kościół Benedykt XVI mając na uwadze elitaryzm, dawanie świadectwa.

Agata Malik 26-04-2011

1 Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005, s. 74.

2 N. Davies, Boże igrzysko. Historia Polski, Kraków 2007, s. 164.

3 Pierwsi świadkowie. Wybór najstarszych pism chrześcijańskich, opr. M. Starowieyski, Kraków 1998, s. 237.

4 Raport z badań CBOS nr 4099, 2009, Wiara i religijność Polaków dwadzieścia lat po rozpoczęciu przemian ustrojowych.

5 Wyjaśnienia w nawiasach pochodzą od autorki.

6 Komentarze znalezionych na stronie portalu: www.fronda.pl, zachowano oryginalną pisownię.

7 Rzetelnie na temat ambiwalencji Polaków wobec nauki Jana Pawła II wypowiada się Tadeusz Bartoś: T.Bartoś, Cudu nie było, „Przegląd”, nr 17-18/2011, s. 22.

8 W. Wójtowicz, Współczesne zagrożenia wiary według kardynała Josepha Ratzingera, www.sw.kazimierz.koszalin.opoka.org.pl.

mroczna.art.pl > Literatura > Eseje > Polaka-katolika portret własny

z Google

© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput