Cztery lata po ukazaniu się w Rosji w 2000 roku powieści Tatiany Tołstoj o tajemniczo brzmiącym tytule «Кысь» polscy czytelnicy otrzymali „Kysia” w przekładzie Jerzego Czecha. Wiernych wielbicieli rosyjskiej literatury nazwisko tłumacza nie powinno zaskoczyć — po przełożeniu Kibirowa, Aleszkowskiego czy Eppla przyszła kolej na kolejny utwór z półki tzw. „rarytasów językowych”. Do takich niewątpliwie należy „Kyś” — powieść, która powstawała w ciągu czternastu lat, na tle zmieniających się w Rosji dekoracji politycznych — od Gorbaczowa do późnego Jelcyna — określana przez krytyków mianem przypowieści, baśni, antyutopii, parodii, a nawet fantastyki lingwistycznej.
Przy omawianiu „Kysia” przynależność gatunkowa nie jest jednak najważniejsza, autorka bowiem z iście postmodernistyczną pasją wymieszała w nim wszystkie możliwe konwencje i style, dodała łyżkę miodu, odrobinę jadu, obficie doprawiła cytatami — do rozpoznania lub nie, według smaku, i zaprosiła nas, czytelników, do stołu. Potem, jak powiada Fiodor Kuźmicz Kabłukow, pijcie-hulajcie jedzcie co tam chcecie, weselcie się, byle z umiarem.
Zachęceni tymi słowy krytycy i recenzenci rzucili się na „Kysia”. Większości smakowało. Wśród nich byli, między innymi, Natalia Iwanowa, Mark Lipowiecki i Naum Lejderman, Wiaczesław Kuricyn, Dmitrij Olszański. Boris Paramonow stwierdza wręcz, że warto było przeżyć taką historię, by mógł powstać taki tekst1. Byli też i tacy, którzy odeszli z obojętną miną — w recenzji pt. «Азбука как азбука» Andriej Nemzer zarzuca Tatianie Tołstoj podanie do stołu koktajlu z dobrze już znanych [chciałoby się powiedzieć, trącących myszką — IK] składników — prozy Remizowa i Zamiatina, baśni o mutantach pióra braci Strugackich, opływających brzydotą tekstów Sorokina2. Szukając podobieństw i zależności wypadałoby wymienić także Nabokowa, Orwella, Swifta i Bradbury’ego, lecz długość listy skojarzeń literackich nie świadczy o jakości tekstu, jaki powstał spod pióra Tatiany Tołstoj. Jest to bowiem utwór nie tylko misternie skonstruowany pod względem stylistycznym i językowym, lecz także zawierający pewne przesłanie autorki — jej widzenie historii Rosji oraz współczesnego społeczeństwa rosyjskiego, oraz szerzej — problemów nękających świat pogrążony w postmodernistycznym chaosie informacyjnym, bez historii i hierarchii kultury.
Akcja powieści toczy się dwieście lat po Wybuchu, który cofnął byłych mieszkańców Moskwy do epoki kamienia. Tam, gdzie niegdyś była „stolica świata”, powstały drewniane osady, zamieszkałe przez mutantów, z których każdy ma swój specyficzny „effekt”. Jeden — ręce niby zieloną mąką obsypane, jakoby w chlebiodzie grzebał, inszy — skrzela, jeszcze inszy — grzebień koguci abo co tam jeszcze.3 Zamiast koni wykorzystuje się wygeneratów — podobno będących satyrą na moskiewskich taksówkarzy, których autorka najwyraźniej nie darzy sympatią — gęba niby ludzka, ale tułów pokryty sierścią i biegają na czworakach. A na każdej nodze mają po walonku4. Została też garstka Dawnych, pamiętających czasy sprzed Wybuchu. Dawni to oczywiście obraz porewolucyjnej inteligencji oraz skłóconych między sobą dysydentów w świecie po rewolucji, kiedy więź kulturowa zostaje przerwana i władzę przejmuje proletariusz, czyli dobrze nam znany bułhakowowski Szarikow. Zawód wykonywany przez najsympatyczniejszego bohatera powieści, przedstawiciela tzw. „JENTELIGENCYI” Nikitę Iwanycza, a jest on Najwyższym Rozpalaczem, odsyła do realiów niedalekiej przeszłości — rozmowy intelektualne prowadzono właśnie w tzw. koczegarkach. Niektórzy badacze twierdzą nawet, iż prototypem postaci Najwyższego Rozpalacza, zionącego ogniem dysydenta, był Andriej Sacharow. Wróćmy jednak do opisu. Zatem gród ów nazywa się Fiodoro-Kuźmiczów, a rządzi nim, jak można się domyślać, Najwyższy Basza Fiodor Kuźmicz: Są u nas mali baszowie, ale Fiodor Kuźmicz, niech się sławi imię jego, to Najwyższy Basza, oby żył długo. Kto wymyślił sanie? Fiodor Kuźmicz. Kto domyślił się, że z drewna koło można wyciosać? Fiodor Kuźmicz. Nauczył nas drążyć kamienne garnce, łapać myszy i zupę warzyć. Dał nam rachunek i pismo, bukwy duże i małe, nauczył zdzierać korę brzozową, księgi z niej szyć, z błotnej rdzy gotować atrament, rozszczepiać patyczki pisarskie i maczać w tym atramencie. Nauczył łódki dłubanki robić z drewna i spuszczać na wodę, nauczył na miedźwiedzia z rohatyną chodzić, z miedźwiedzi pęcherze wyjmować, rozciągać je na kółkach i kryć błoną okna, żeby światła nawet zimą starczało.5
Otoczony przez pola i lasy klosnowe, gdzie czarne zające przeskakują z wierzchołka na wierzchołek, a za drzewami chowają się sprytne, ale smaczne świetlaki, gdzie na trzęsawiskach — najlepiej tuż za Plugawym Mostkiem, w pobliżu pekińczyckiej osady rośnie rdza — leży gród Fiodoro-Kuźmiczów, a w nim mieszka Benedikt — chłop jak malowanie, tyle że z ogonkiem, ale taki już ma „effekt”.
Opowieść się toczy z perspektywy Benedikta, który jest skrybą. Chodzi do roboty, do Chaty Pracy, i spisuje do brzozowych zeszytów wszystko, co napisał Fiodor Kuźmicz, w rzeczywistości zaś przepisuje całą rosyjską literaturę. Akcja powieści nabiera tempa, kiedy Benedikt zakochuje się w Oleńce, córce Najwyższego Sanitarza Madeja Madejowicza. Zadaniem Sanitarzy jest konfiskowanie starych książek, które wciąż zalegają po domach nieszczęsnych mieszkańców grodu Fiodoro-Kuźmiczów, od nich bowiem może być Choroba, bo kiedyś od książek było promieniowanie, to i leczyli, jeśli kto miał książkę6. Benedikt wżenia się w rodzinę Najwyższego Sanitarza i zwabiony do bogatej biblioteki Madeja Madejowicza, zostaje bibliofilem. A ponieważ żyje w świecie po Wybuchu, gromadzona od pokoleń i zniszczona tradycja kulturowa jest mu zupełnie nieznana. Benedikt żąda strawy duchowej (…), ale obojętnie mu, co to za strawa. Z jednakowym apetytem pożera „Morderstwo w Orient Expressie”, „Zabójstwo w kodeksach karnych państw demokracji ludowej”, „Zabójstwo Kirowa”, „Śmierć w Wenecji” i „Śmierć Iwana Iljicza”7 — mówi Tatiana Tołstoj o swoim bohaterze w wywiadzie do „Tygodnika Powszechnego”. Autorka jednak stawia jeszcze bardziej surową diagnozę współczesnego świata. Pracując nad „Kysiem”, chciała przedstawić świat po wielkim wybuchu społecznym, który zmiecie starą kulturę. Wybuch jest więc metaforą rewolucji, takiej jak rewolucja 1917 roku — wyznaje autorka — Każdy wstrząs społeczny zrywa mosty prowadzące do rozumienia kultury i to stanowi treść powieści. Powieści o narodzinach nowego człowieka — nowego nie dlatego, że uszy ma pod pachami. W pewnym sensie każdy z nas rodzi się jako nowy człowiek, który albo nawiąże dialog z kulturą przeszłości i tym samym ocali ją od zapomnienia, albo ją odrzuci. Kim jednak wówczas będzie?8
W „Kysiu” znajdujemy odpowiedź na to pytanie. Nieprzypadkowo przecież najważniejszym elementem jadłospisu bohaterów powieści są myszy. „Myszy — nasza ostoja” — tak uczy Fiodor Kuźmicz, niech się sławi imię jego9. Będąc z wykształcenia filologiem klasycznym, Tatiana Tołstoj z pewnością wie o tym, że w mitologii antycznej mysz jest symbolem zapomnienia i wszystko, czego mysz dotknęła, znika z ludzkiej pamięci.10
Problem pamięci jest więc jednym z głównych tematów powieści „Kyś”. Tradycji kulturowej, chociażby przez wzniesienie tabliczek z nazwami ulic starej Moskwy lub ustawienie pomnika Puszkina, próbują bronić Dawni: To właśnie Nikita Iwanycz po całym grodzie słupy stawia. Przed swoim domem na słupie wyrył: „Brama Nikicka”. Że niby my tego nie wiemy. A tam przecie bramy nijakiej nie ma. Zgniła. Ale niech mu tam będzie. W inszym miejscu wyryje „Kreml”. Abo „Maneż”, „Polanka”, „Wołchonka”, „Most Kuźniecki”. Spytasz go: „Nikito Iwanyczu, czemu wy tak?”. A on: „Żeby pamięć przetrwała. Póki — mówi — ja żyję, a jak widzisz, żyję i żyję, chcę wnieść swój wkład w odbudowę kultury. W końcu — powiada — za tysiąc czy dwa tysiące lat wstąpicie, sęk was jechał, na cywilizowaną drogę rozwoju, światło poznania rozproszy, o ludzie zakutogłowi, mrok waszej niewiedzy i balsam oświaty spłynie na wasze zaskorupiałe zwyczaje i drogi”. (…) No, najsampierw ludkowie się rozeźlili, aże strach! Rano wstaniesz, oczy przetrzesz, a tu ci przed samym oknem sterczy drąg „Arbat”. Światła w oknie i tak mało, a w zimie, z pęcherzem, jeszcze mniej, a tu patrzcie go, arbat jakiś stoi jako człon wszeteczny na weselu. No to wywrócą go do takiej owakiej, na opał wezmą abo podłogę załatają.11
Podobnie było z Puszkinem. Z propozycją wzniesienia pomnika zwrócił się Nikita Iwanycz do Benedikta.
— Co za pomnik?
— Jak by ci to wytłumaczyć? Figurę z drewna wytniemy, ludzkiego wzrostu. Piękny taki, zamyślony. Głowę ma pochyloną, rękę na piersi położył.
— Jako się baszy kłaniają?
— Nie… To tak, jakby się przysłuchiwał: co nadejdzie? Co minęło? I rękę — do serca. O, tak… Puka? A to jest życie właśnie.
— Kto to jest ten puszkin? Miejscowy?
— To geniusz. Umarł. Dawno.
— Objadł się czego?12
Tak to z Dawnymi dojść do ładu nie można. Benedikt, mimo swej zachłannej pasji czytelniczej, mimo namiętnej wręcz miłości do książek wkrótce, po ślubie z Oleńką i przeczytaniu całej biblioteki teścia Madeja Madejowicza, zostaje groźnym Sanitarzem w czerwonej opończy i gnębiąc, strasząc, hakiem traktując biednych ludków, szuka tej księgi jedynej, prawdziwej, w której napisane jest „Jak żyć?!”. W rozpaczy pędzi pod pomnik Puszkina: Co, bracie puszkin? I ty też? Też mordowałeś się, męczyłeś po nocach, ciężko stąpałeś po podłodze podrapanej, też cię myśli dręczyły? Też zaprzęgałeś co żwawszego wygenerata do sań, jeździłeś stęskniony bez celu po zaśnieżonych polach, słuchałeś stukania smętnych dzwoneczków, przeciągłego śpiewu woźnicy? W przeszłości szukałeś wskazówki, przyszłości się lękałeś (…) Powiedz no mi, puszkinie, jak żyć? Ja przecież sam ciebie z głuchej kłody wyrzezałem, głowę ci nachyliłem, rękę zgiąłem. Pierś skrzyżować, w serce się wsłuchiwać — co to było? Co to będzie? Byłbyś beze mnie bezokim klocem, drewnem zwyczajnym, bezimiennym drzewem w lesie, szumiałbyś na wietrze wiosną, jesienią żołędzie ronił, zimą poskrzypywał. Nikt nawet by nie dowiedział się o tobie! Gdyby mnie nie było — nie byłoby i ciebie! (…) To prawda, krzywyś mi nieco wyszedł i kark masz płaski, i z paluszkami nieporządek, i nóg nie masz — sam widzę, stolarską sprawę rozumiem. Ale jaki tam jesteś — cierp, dziecię! Jacy my jesteśmy, takiś i ty, a nie inszy. Ty jesteś nasze wszystko, a my twoje, i inszych nie masz! Nie masz inszych! No to pomoc daj nam!13
Nie znajdując odpowiedzi ani pod pomnikiem Puszkina, ani wśród przeczytanych książek, Benedikt pomaga teściowi obalić władzę Fiodora Kuźmicza — dochodzi do przewrotu politycznego i historia właściwie zaczyna się do początku. Były skryba Benedikt zasiada za spisywanie nowego UKAZU Madeja Madejowicza:
1. Naczelnikiem teraz będę ja.
2. Tytuł mój będzie Sanitarz Generalny.
3. Mieszkać będę w Czerwonym Domu z podwójną ochroną.
4. Na sto arszynów się nie zbliżać, kto podejdzie — od razu osęką bez gadania.
Madejow
Postscriptum:
Gród odtąd po wieczne czasy zwał się będzie Madejo-Madejów. Wyuczyć mi się dobrze.
Madejow14
Interpretację „Kysia” należy jednak pozostawić czytelnikom — czas najwyższy bowiem przejść do kwestii przekładu. Przytoczone powyżej fragmenty miały służyć przede wszystkim zasygnalizowaniu specyfiki języka powieści, jej stylu, narracji, słownictwa.
Język „Kysia” jest stylizacją na język epoki przedpuszkinowskiej, nie przypadkiem przecież postać Puszkina jest jednym z centralnych motywów powieści. Archaizacja w połączeniu ze słowotwórstwem baśniowym tworzą specyficzną, wciągającą tkankę językową tego utworu. Zresztą to właśnie język jest główną jego atrakcją, fabuła bowiem mniej więcej w połowie powieści zaczyna zwyczajnie nudzić. Nie wykluczone jednak, że i ten chwyt również jest celowo przez autorkę zastosowany, bo przecież właśnie w połowie opowieści ustatkowanego Benedikta zaczyna ogarniać znudzenie. Tymczasem język powieści wciąż nęci czytelnika, zachęcając do dalszej lektury, szykując kolejne niespodzianki.
Zabierając się za tłumaczenie „Kysia” trzeba było więc przede wszystkim rozwiązać problem języka oraz stylu polskiego przekładu. Decyzją tłumacza było oddanie archaiczności „Kysia”, a także zachowanie skazu — narracji, która ma naśladować żywą mowę, na dodatek przeplataną cytatami z poezji rosyjskiej — od Puszkina poczynając i na wierszach Natalii Krandijewskiej-Tołstoj kończąc. Na rozpoznanie wszystkich cytatów nawet przez rosyjskich czytelników autorka z pewnością nie mogła liczyć, zresztą wiersze Natalii Krandijewskiej są w Rosji mało znane. Ważne jest natomiast zauważenie cudzego słowa, samej zabawy cytatami, usłyszenie wierszy, które w ustach Benedikta brzmią przekomicznie. W imieniu Benedikta (z łac. „benedicere” błogosławić) słyszymy „błogosławieństwo”, mógłby więc być bohaterem pozytywnym, oświeconym, lecz w imię tegoż Słowa, staje się oprawcą. Nie przypadkiem Benediktowi wszystko się z myszą kojarzy. Na pytanie Warwary Łukoniszny: Co to znaczy „koń”? Nie wiecie? Benedikt odpowiada: Chyba mysz. Czemuż tak myślicie? — A dlatego: „Czy to ci się żyje marnie, czyliż owsem cię nie karmie?” To musi być mysza — No to dlaczego tam jest „Bieży koń, a ziemia dudni” — Widać jakaś duża mysza. Przecie jak się czasem zaczną tłuc, to zasnąć nie można. Pamiętacie przecie: Fiodor Kuźmicz, niech się sławi imię jego, pisze też: „Życia bieganina mysia, czemu mnie tak trapi dzisiaj?” To musi być mysza. (…) No, a „skrzydlaty koń”? — nie daje za wygraną Warwara Lukiniszna — Latająca mysz, niedopierz — A jak rozumieć: „Szorował zgrzebłem koński grzbiet”?15. I tak w kółko. Cytaty, staroruskie zagadki i powiedzonka, słowa z piosenek filmowych i romansów, neologizmy, wyrażenia slangowe i kancelaryzmy tworzą niesłychanie barwny, bogaty, pełen komizmu świat językowy powieści. Korzystając przede wszystkim z polskich wyrazów archaicznych, a także z własnej inwencji tłumacz stworzył polską wersję magicznego skazu Tatiany Tołstoj.
By właściwie oddać język oryginału, Jerzy Czech wprowadził archaizmy i wyrazy gwarowe. Tak rosyjskie wyrażenia ludowo-archaiczne «потому как», «раньше то не знали, а теперь дознались», «чуженин», «на-кося!», «нужон», «возведёт светлые очи горе», «срамословие» czy «бесперечь», składające się na „język starodawny”, w większości są nie do przełożenia na język polski dosłownie, natomiast można oddać styl autorki wprowadzając polskie archaizmy typu „tedy”, „abo”, „jako”, „przecie”, „miedźwiedź”, „mietła”, „wielgi”, „ślozy”, „człek”, „garniec”, „kozieł”, „łyskawica”, „inszy”, „paznogieć”, „łacno” itd. Podobną funkcję w przekładzie pełnią formy imiesłowów „robiący”, „nie baczący”, „turbujący się” zamiast rosyjskich «рассудивши, рассмотревши, да думу думавши».
W przekładzie pojawiają się także wyrazy gwarowe, takie jak „mrygać”, „bidny”, „łocean”, „niezadowolniony”, „mysza”, „nastrojenie”, „jentryga”, „letki”. Zarówno gwary, jak i wyrażenia archaiczne pochodzą ze wspólnego dla wszystkich języków słowiańskich źródła, zbliżając w ten sposób języki oryginału i przekładu, uruchamiając wspólną warstwę znaczeniową języków starosłowiańskich. Szereg zaczerpniętych z gwar cudownych wyrazów typu „małomądry” czy „słabosilny” tłumacz wzbogaca neologizmami o podobnym charakterze. Tak powstają kolejne wpadające w ucho słówka — „małocudny” i „małożwawy”. Pojawiają się także rusycyzmy i ukrainizmy, takie jak „ukaz”, „naczalstwo”, „bukwy”, „rab”, „jej Bogu”, „sobaka”, „nasładzać się” czy „rozhowory”. Niektóre formy, mające naśladować styl „à la russe”, powstają na podobieństwo częstych w rosyjskiej mowie powtórzeń typu „narobisz-napieczesz”, „czytam czytam”, „piękny-ładny” itd. Stylizacji języka służy także użycie słów obcego pochodzenia w wersji archaicznej — mamy więc „idyjotke”, „tradycyję”, „effekt” i „jenijusza”.
Poważnym problemem dla anglojęzycznych tłumaczy tekstów Tatiany Tołstoj są używane przez nią neologizmy takie jak «клель», «болотная ржавь», «хлебеда», «огнецы», «червыри», «перерожденцы» czy «птица-блядуница». Amerykańska tłumaczka „Kysia” (ang. „The slynx”) Jamej Gambrell16 radzi sobie z neologizmami różnie, ale trudno się temu dziwić — języki słowiańskie niewątpliwie dają tłumaczowi większe możliwości. Tak drzewo «клель» zamienia się w „elfir tree” (od ang. „elf”), «болотная ржавь» w „swamp rusht” (od ang. „rust” rdza), «хлебеда» w „wheatweed flour” (od ang. „wheat” pszenica, „weed” chwast, „flour” mąka), «огнецы» w „firelings” (ang. „fire”), «перерожденцы» w „Degenerators” zaś «птица-блядуница» w „shitbird”. Polskie odpowiedniki są o wiele bardziej smakowite — „światlaki”, „grzybale”, „robachy”, „klosny”, „srajski ptak” czy „wygeneraci” brzmią tyleż komicznie, co baśniowo.
Mieszkańcy Fiodoro-Kuźmiczowa — w oryginale «голубчики» zamieniają się w „ludków”, natomiast ich imiona, w celu wydobycia efektu groteski, niekiedy zostają przez tłumacza zmienione: np. Kłop Jefimycz staje się Jefimem Pluskwiczem, Pud Christoforycz Kilogramem itd. Natomiast imię Najwyższego Sanitarza — w oryginale „Kudiejara Kudiejarycza” zostaje zmienione na „Madeja Madejowicza”, ponieważ rosyjskie „Kudiejar” jednoznacznie kojarzy się ze zbójcą, a więc polski zbój Madej jest jego najlepszym odpowiednikiem.
Kolejna decyzja tłumacza dotyczyła pojawiających się w „Kysiu” wyrazów zniekształconych — są to głównie wyrazy obcego pochodzenia lub oznaczające pojęcia abstrakcyjne, a więc dla „ludków” zupełnie niezrozumiałe. Dlatego też ich pisownia, a co za tym idzie, również wymowa jest niepoprawna, i to często wręcz komiczna. Tak więc «МОГОЗИН» zamienia się w „MARKIET”, «ШАДЕВР» w „ARCYDZIEŁ”, «ФЕЛОСОФИЯ» w „CHWILOZOFIĘ”, a «МОЗЕЙ» w „MUZEŁUM”. Benedikt zaś zostaje ochrzczony „nie UROTYKIEM”.
Zabawa językowa Tatiany Tołstoj nie ogranicza się jednak tylko do słownictwa. Styl wypowiedzi bohaterów jest wyraźnie zróżnicowany. „Normalni” mieszkańcy Fiodoro-Kuźmiczowa oraz narrator mówią autorskim stylem ludowo-archaicznym. Dawni — językiem mniej więcej dzisiejszym. Tłumacz wprowadza więc różnice, w oryginale nie występujące, ale w języku polskim dobitnie wskazujące różnicę postaw bohaterów. Otóż „ludkowie” mówią per „wy”, Dawni — per „pan”. Zwykłego, nie nacechowanego słowa w „Kysiu” brak. Dlatego też świat językowy, mowa powieści zwyczajnie wciąga, słówka-nowotworki cisną się na język długo po przeczytaniu powieści. Dotyczy to zarówno oryginału, jak i przekładu, a to świadczy o tym, iż udało się tłumaczowi odtworzyć ów mroczny, baśniowy, ale jednocześnie przerażający światek „Kysia”.
Zamiarem Tatiany Tołstoj było jednak nie tylko wystraszenie czytelnika, rzuconego w świat zamieszkanej przez mutantów postkatastroficznej Moskwy. Potrafi też doskonale bawić. Najbardziej komiczne fragmenty tekstu to oczywiście UKAZY Najwyższego Baszy, chociażby UKAZ dotyczący Święta Kobit:
Ot, jeszcze jedna sprawa bom całkiem zapomniał o państwowe sprawy się turbujący:
— Ósmego Marca też Święto Międzynarodowy Dzień Kobit
— To święto nie ma wolne od roboty być
— Znaczy się do roboty idźcie ale rąk sobie nie urabiajcie
— Dzień Kobit abo inaczej babskie Święto
— W on dzień wszystkim babom cześć i uważanie, jako że są i Żona i Matka i Babka i Kuzynka i insza jaka Ptaszynka wszystkie uważać
— W ono Święto nie bić ich nie tłuc nic takiego normalnego nie robić, a wonczas niechaj ona i Żona, i Matka, i Babka, i Kuzynka, i Insza jaka Ptaszynka raniutko wstanie, pierogów napiecze placuszków abo czego inszego narobi wszystko do czysta wymyje podłogi wymiecie ławki wyszoruje wody ze studni nanosi bieliznę tam spodnią abo wierzchnią wymyje-wypierze a kto ma chodniczki kilimki różne niechajże wszystko dobrze wytrzepie bo to już ja wiem jakie z was flejtuchy kurzu w chacie aże dychać nie można. Drew niechaj narąbie w łaźni napali umyje się jak należy. Stół nakryje bogaty blinów kupę zakąszenie wszelakie może od Nowego Roku co niedojedzone wszystko na stół kłaść
— Z roboty przyszedłszy powinszowanie Żonie i Matce i Babce i Kuzynce abo inszej jakiej Ptaszynce złożyć jako że Międzynarodowy Dzień Kobit
— Powiedzieć: „Życzę wam, Żono, i Matko, i Babko, i Kuzynko, i insza jaka Ptaszynko zdrowia szczęścia pomyślności w pracy i w życiu osobistym.”17
Fragment o wymowie iście feministycznej, choć Tatiana Tołstoj od feminizmu trzyma się z daleka, należy zaliczyć do najbardziej komicznych w całej powieści. Dorównać mu może jedynie klasyfikacja Benedikta książek Madejowych. Pragnąc zaprowadzić porządek w bibliotece, Benedikt zaczyna układać książki zgodnie z własnym rozumowaniem: od razu widać, gdzie jaka książka ma miejsce. Bo to u teścia Gogol stał obok Czechowa; możesz sto lat szukać i nie znajdziesz. A na wszystko powinna być nauka, abo inaczej systemma (…) „Hamlet — książę duński”, „Krystyna córka Lawransa”, „Ziemia planeta ludzi”, „Taszkient — miasto chleba”, „Urengoj — ziemia młodości”, „Szpak — ptak wiosenny”, „Kustanaj — kraj stepowy”, „Świerzb — choroba brudnych rąk” (…) „Aku-aku”, „Absalomie, Absalomie”, „Mimi”, „Nana”, „Lulu”, „Towarzysz Soso”, „Gagarin. Wspominamy Jurę”, Boborykin, Babajewski, Cziczibabin, „Bibigon”, „Gogol”, „Dadaiści. Katalog wystawy”, „Papanin. Lodowa epopeja”, „Mimikra u ryb”, „Wiwisekcja”, Tiutiunnik, Czawczawadze, „Titikaka — podniebne jezioro” (…) książka za książką, pismo za pismem — wszystko to już było, było, było, czytał, czytał, czytał… To w końcu jak? Wszystko przeczytał? A teraz co będzie czytał? A jutro? A za rok?18 Kilkustronicowy fragment zawierający metodycznie uporządkowany spis książek Benedikta jest nie tyle komiczny, co groteskowy. Benedikt uchodzić by mógł nawet za współczesnego konceptualistę, gdyby nie jeden szczegół — on robi to na serio!
Polski przekład powyższego fragmentu niekiedy znacznie odbiega od oryginału — wymaga tego „systemma” Benedikta. Zatem całe sekwencje autorskie Jerzy Czech zastępuje własnymi pomysłami, kierując się logiką polskiego przekładu. Pojawiają się nazwiska polskich twórców oraz badaczy, a także polskie tytuły. W efekcie zaś czytelnik otrzymuje obraz „sklasyfikowanego chaosu”, który dla autorki „Kysia” jest symbolem postmodernizmu.
Historia, a zarazem Kultura rosyjska są ukazane w powieści poczynając od baśni, poprzez próbę renesansu i aż do współczesności, kiedy my wszyscy, a więc nie tylko rosyjscy ludkowie, obudziliśmy się w sytuacji postmodernizmu. Według Tatiany Tołstoj — w ślepym zaułku. Czyż nie dlatego kolejne rozdziały książki noszą nazwy liter dawnego alfabetu rosyjskiego? «Аз», «Буки», «Веди», «Глаголь», «Добро»… W tłumaczeniu Jerzego Czecha tych liter nie znajdziemy — czy istnieją w pamięci polskich czytelników, by można było zaryzykować ich zostawienia? W tej kwestii tłumacz nie jest optymistą. Podobnie jak Tatiana Tołstoj, próbująca obudzić pamięć kulturową współczesnego człowieka.
Jak twierdzi autorka powieści, nowy człowiek sięga po książkę, nie pojmując jej treści — używam czasu teraźniejszego, bo mutanci żyją pośród nas (…) Uczmy się alfabetów, dopiero potem próbujmy odczytać księgę świata, choć nie gwarantuję, że komukolwiek to się uda.19
Moim zdaniem, powinno się udać, a może to zresztą i swywola…
© 2005 Irina Kuźmina
Artykuł konferencyjny z konferencji międzynarodowej w Suchej Beskidzkiej (marzec 2005) opublikowany w: Przekład jako komunikat, pod red. Piotra Fasta i Wacława M. Osadnika, Katowice-Warszawa-Częstochowa, Wydawcy „Śląsk” i „WSL”, 2006, s. 173-184. ISBN 83-7164-488-4, ISSN 1501-3296.
1 «Cтоило прожить такую историю, чтобы породить такой текст», [w:] Борис Парамонов, Русская история наконец оправдала себя в литературе, «Время МН» 14.10.2000.
2 Вот и я не понимаю, почему мастеровитая имитация Ремизова и Замятина (хорошую прозу писали!), байки про мутантов (то Стругацкими пахнет, то средним фэнтези потянет), игра с мифологической символикой (скажи интеллектуалу «мышь» — ассоциаций на семь верст станет), сорокинское смакование мерзости, банальности о связи культуры с тоталитаризмом (и банальное их опровержение), набоковское воспарение над «мнимым» миром, дозированная ирония над безусловно дорогими автору мыслями (почти общая мета сегодняшней газетной эссеистики) и желание понравиться всем, всем, всем (спрятав в кармане комбинацию из трех пальцев — «читать-то вы толком не умеете!») — почему этот коктейль из хорошо известных ингредиентов (к тому же скверно взбитый — сюжетостроение у Толстой слабое) должен одарить меня высшим знанием., [w:] А. Немзер, Азбука как азбука, ruthenia.ru/nemzer/kys.html.
3 Tatiana Tołstoj, Kyś, przekład i posłowie J. Czech, Kraków 2004, s. 15.
4 Tamże, s. 6.
5 Tamże, s. 18.
6 Tamże, s. 163.
7 Cziort! Cziort! Cziort! Z Tatianą Tołstoj rozmawia Jan Strzałka, dodatek książkowy „Tygodnika Powszechnego” 30 stycznia 2005, nr 5, s. 2.
8 Tamże, s. 2.
9 Tatiana Tołstoj, Kyś, przekład i posłowie J. Czech, Kraków 2004, s. 8.
10 Н. Л. Лейдерман, М. Н. Липовецкий, Современная русская литература 1950-1990-е годы. Том 2, Москва 2003, s. 474.
11 Tatiana Tołstoj, Kyś, przekład i posłowie J. Czech, Kraków 2004, s. 26.
12 Tamże, s. 119.
13 Tamże, s. 230-231.
14 Tamże, s. 260.
15 Tamże, s. 37-60.
16 Tatyana Tolstaya, The slynx, trans. by Jamey Gambrell, New York 2003.
17 Tatiana Tołstoj, Kyś, przekład i posłowie J. Czech, Kraków 2004, s. 96-97.
18 Tamże, s. 181-184.
19 Cziort! Cziort! Cziort! Z Tatianą Tołstoj rozmawia Jan Strzałka, dodatek książkowy „Tygodnika Powszechnego” 30 stycznia 2005, nr 5, s. 3.
mroczna.art.pl > Literatura > Eseje > Polski „Kyś” albo „swywola” translatorska Jerzego Czecha
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput