Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№17 maj 2007

Redukcja codzienności do poezji — w stronę krytycznej teorii rozumu poetyckiego Karol Zamojski

Pozostając wiernym czytelnikiem szeregu utworów wierszowanych oraz autorem ich śladowej części, pozwalam tu sobie, prawem kaduka w zasadzie, na kilka uwag zrodzonych z obserwacji poetyckiego życia jednostek ludzkich. Jest to próba krytycznej teorii wiersza. Podstawowy kłopot tkwi w tym, że wedle mego rozumu nie da się dzisiaj sensownie mówić o poezji, bo pisze każdy, w większości o tym co robią nie myśląc — albowiem to tchnienie duszy. Z poglądem takim dyskutować nie umiem.

Dlatego proponuję podstawowy sposób myślenia wywodzący się z dwu, na użytek tego tekstu, tradycji myślowych. Pomija się tu szereg koniecznych, zdaniem poetów, uwag. W tle zaś, taka moja nadzieja, że czuć, tkwi szanowna postać mistrza poezji o jakiej mówię: Tadeusza Różewicza. I wszystko jasne.

Poezja, czyli pisanie wiersza, jest uchwytywaniem zwykłej codzienności w jej PEŁNYM doświadczeniu.

Oczywiście problemem do pokonania nie jest nazwanie obrazka, który właśnie przetoczył się autorowi przed oczyma. Obrazków w przytoczonym tu sensie, oto teza artykułu, nie ma. Problemem jest uchwycenie w PEŁNYM doświadczeniu codzienności tego, co w nim poetyckie. W sensie ścisłym potrzebne tu jest zrozumienie fundamentalnego poetyckiego odruchu rozumności (poezja jest kwestią rozumu; ale o tym następnym razem) — redukcji poetyckiej.

Jaką drogą rozumienia jest redukcja poetycka? Zakładamy wstępnie, iż redukcja poetycka jest metodą. Poezja zatem, w postaci wiersza, jest traktatem. Źródłem poetyckiej świadomości jest krytyka. Tezę tę stawiam patrząc na proces wierszowania codzienności z perspektywy dwu pomysłów na myślenie: poezji Stanisława Barańczaka i fenomenologii Edmunda Husserla. Na potrzeby niniejszej korespondencji proponuję zatrzymać się na dwu zdaniach kluczowych dla obu tradycji. Ich kluczowość dookreśla i warunkuje horyzont tego tekstu. W innym szukałbym głębiej, tutaj pozostanę przy zewnętrzności zdania pisanego. Barańczak o poezji powiedział, że powinna być nieufnością. Husserl zaś o filozofii (fenomenologicznej, a w konsekwencji każdej), że winna być powrotem do rzeczy samych. Te dwa zdania uporządkują wyobraźnię redukcji poetyckiej.

Nieufność pojawiła się oczywiście w kulturze wcześniej. Już Augustyn Aureliusz miał powiedzieć, że wątpię, więc jestem. Wątpienie, co oczywiste, jest efektem nieufności. Wątpienie również było podstawą filozofii Kartezjusza, która z kolei stanowiła podstawę teoretyczną fenomenologii Edmunda Husserla. Jakkolwiek nam potrzebne jest pomimo wątpienia (nieufności) fenomenologicznego również wątpienie o źródle poetyckim. Zanim przejdziemy do wobec czego nieufności poetyckiej, przybliżę trzyzdaniowo sens fenomenologii Husserla.

Fenomenologia powstała jako próba przekroczenia pewnego ograniczenia teoretycznego, które twierdziło, najprościej rzecz ujmując, że to, co widzimy własnymi oczyma, wyraźnie i jednoznacznie odpowiada temu, co faktycznie jest. Husserl stwierdził natomiast, że to co faktycznie jest poza świadomością, niekoniecznie jest takie, jak nam się jawi. Żeby to sprawdzić i umożliwić wreszcie prawdziwe poznanie filozoficzne, i w konsekwencji naukowe, zaproponował metodę badawczą, którą nazwał fenomenologią. Miała ona polegać na zredukowaniu tego, co człowiekowi, badaczowi się jawi, do struktury konieczności tylko tego, co faktycznie się ujawnia w widzeniu. Redukcja polegała na wzięciu w nawias tego, co w jawieniu się jest przypadkowe — nieźródłowe. Tylko istota rzeczy jawiąca się w źródłowej naoczności może być podstawą prawomocnych twierdzeń. Do nieźródłowych zaliczał dotychczasową wiedzę na temat rzeczy, przeczucia, opinie, a w konsekwencji nawet sam fakt istnienia rzeczy badanej — istnienie też należy wziąć w nawias (zawiesić) na czas źródłowego oglądu. Zawieszenia te, wyłączające poszczególne, nieistotne elementy oglądanych fenomenów, nazywa Husserl redukcjami: ejdetyczną i transcendentalną. Potrzeba redukcji rodzi się ze zwątpienia i jest podstawowym narzędziem krytyki. Krytyka zaś karmi się nieufnością. W przypadku fenomenologii mamy do czynienia z krytyką radykalną: całości obrazu świata i w związku z tym z zupełnie nową perspektywą.

Wobec czego krytyczny winien być poeta? Jego nieufność jest skierowana, w rozumieniu tutaj przywoływanym, wobec obrazu codzienności. Codzienność oczywiście składa się ze wszystkiego, co tylko rozum pomyśli. Jednak to wszystko to tylko fragmenty wszystkiego. Zaś fragmenty są zawsze niewiarygodne: uzasadnić nimi można wszystko. Krytyka powinna zatem uderzyć w nasze przeświadczenie, że to, co widzimy jest rzeczywistością, jaka przydarza się też innym. Nieufność powinna wystawić działo krytyki przeciwko obrazowi codzienności. Obraz ten bowiem jest fikcją. Codzienność jest w ciągłym ruchu — nie generuje obrazków. Jest treścią sprowadzalną do jedności tylko dzięki funkcjom łączenia w całość naszej zmysłowości.

Zatem krytyka poetycka powinna użyć metody redukcji w celu zredukowania tego, co widać, do poziomu łączeń. Życie bowiem jest, w istocie, jakąś procedurą łączenia w wątpliwą całość drobiazgów.

Redukcja poetycka winna zatem, jako narzędzie krytyki, ujmować świat w jego łączeniach. Wiersz ma być traktatem o tym właśnie — o łączeniach. Te łączenia to czasem dźwięk, czasem błysk, czasem słowo. Krytyka winna ujmować, co w danej sytuacji, w jakiej znalazł się autor, faktycznie łączy jego doświadczenia. Wiersz zatem jest wyrazem PEŁNEGO doświadczenia codzienności. Drogą do pełni (pełnia nie jest zupełnością) jest redukcją tego, co widać, do tego, jakimi ściegami jest to połączone. Sama treść (codzienności) jest banalna. Łączenia — chwile istoty — konstytuują oryginalność. I nieistotne jest tutaj, w jakiej codzienności znalazł się autor: chwili kontemplacji u stóp ołtarza w jakiejś świątyni, czy momencie rzygania w toalecie dworcowej. Treść zawsze jest ubrana w łączenia. Zesłowić dźwięk, hałas, pamięć, rozproszenie, zapach — to jest zadanie poety.

Nieufność poety, kierowana w przyszłość, winna dotyczyć także słów, jakie zbiera i porządkuje w zesłowienie łączenia — wiersz. W źródłowym sensie wiersz może mieć sens widzialności poetyckiej istoty tylko raz, zanim jeszcze ostatnie jego słowo nie stanie w świecie faktyczności (papierowej). Po zapisaniu staje się już tylko niemym świadkiem pewnej intuicji sprzed chwili, dnia, roku, wieku — mojej czy kogoś. Interpretacja wiersza jest wówczas zadaniem obudzenia zdolności redukcji poetyckiej. U każdego jego własnej i nijak mającej się do intuicji autora wiersza interpretowanego.

Wiersz zatem jest jednorazowym traktatem poetyckim. Powstaje bowiem metodycznie i ma ugruntowanie źródłowe w rozumności. Rzuca to zupełnie nowe światło na teorię natchnienia. Nie czas tu i miejsce na to. Dość powiedzieć, że dawno mamy już za sobą bajki o romantycznym natchnieniu poetyckim wyrażającym się między innymi w szalu rzuconym w nieznane. Poeta to człowiek rozumu — z znaczeniu bardziej źródłowym niż naukowiec przyrodnik.

© 2007 Karol Zamojski

mroczna.art.pl > Literatura > Eseje > Redukcja codzienności do poezji

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput