…wydało mi się w półśnie, ale już po obudzeniu, że ciało moje nie jest jednolite, że niektóre części są jeszcze chłopięce i że moja głowa wykpiwa i wyszydza łydkę, łydka zasię głowę, że palec nabija się z serca, serce z mózgu, nos z oka, oko z nosa rechocze i ryczy — i wszystkie te części gwałciły się dziko w atmosferze wszechobejmującego i przejmującego panszyderstwa.1 Witold Gombrowicz, „Ferdydurke”
Pilch. Miasto uniwersyteckie K. I wyznanie pisarza epoki pogierkowskiej. Epicki monolog twórcy z kolejnego polskiego pokolenia straconych i jednocześnie twórcy — następnego z pokolenia młodych gniewnych, natchnionego metafizyczną mocą i trwogą intelektualisty, skoncentrowanego jednak na — niegdyś wyrażonej groteskowo przez Gombrowicza — woli walki z lękiem nieprzyzwoitej drobnostkowości i małostkowości i na świadomości walki ze strachem przed gwałtem, który [twórca] ma w sobie, i przed tym, który zagraża [mu] od zewnątrz…2. A całość wpisana w materialną kompozycję miasta, ale też wtopiona w niewidzialną aurę miejsca.
Tak w skrócie można by zdefiniować pomysł na kreację świata w zbiorze opowiadań Jerzego Pilcha „Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej”. Przywołane tutaj aluzje do Witolda Gombrowicza nie są przypadkowe. Zawsze, kiedy sięgam po „Wyznania twórcy…”, odczytuję w nich parafrazę „Pamiętnika z okresu dojrzewania” autorstwa nieśmiałego, lecz egzystującego z poczuciem konieczności buntu Józia K. I tę dziewiczą historię debiutującego w roli prozaika Pilcha lubię najbardziej, gdyż w niej odkrywam (choć to może wydawać się niedorzeczne w kontekście powszechnej opinii o jego pisarstwie jako świadomej prowokacji) nie naznaczoną próżnym ekshibicjonizmem nieśmiałość.
„Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej” to co prawda zbiór opowiadań, lecz trudno rozpatrywać każde z nich jako odrębną, niezależną względem całości fabułę. Wszystkie poszczególne części łączą bowiem dwa istotne elementy. Po pierwsze — jest to wyznanie, dziwna naprawdę spowiedź twórcy — pisarza, zdeterminowana doświadczeniem przeżywania otaczającej go rzeczywistości miasta, którego obraz i przestrzeń określającą reguły totalitarnego systemu; jest to spisana spowiedź dziecięcia wieku propagandy i antyestetyki, zapiski — intymne, utajnione i — jak przystało na epokę wiary w niewiarę — podszyte dystansem i ironią, którą Anna Nasiłowska nazwała alchemią humoru3. Z innej jednak perspektywy jest to też wyznanie twórcy — mężczyzny, podszyte tym razem niedojrzałością i niepewnością pioniera w sferze doznań erotycznych, które ma chyba związek ze świadomością utraty cnót; jest to wyznanie kogoś naznaczonego zubożoną wyobraźnią natury ekspresywnej, kompleksem niemocy, niespełnienia, niewyrażenia siebie; jest to więc również pokątne wyznanie natury erotycznej, jakby Pilcha głos w sprawie pornografii, kojarzony z odczuciem gwałtu na duszy i intelekcie, co — paradoksalnie — w konsekwencji prowadzi do kompleksu-tragedii młodości i niedojrzałości, która zawsze kojarzy się z karykaturalnie wybujałą wyobraźnią, ale tutaj, w „Wyznaniach….”, przybiera postać niemal syndromu napiętnowania niemocą impotenta.
Pilch tworzy swoistą meta-powieść, w której odzywają się różne głosy, gdzie dochodzi do demontażu klasycznej narracji, gdzie pojawiają się sobowtóry, choć to przecież wyznanie jednego i ciągle tego samego twórcy. Świat tu, poprzez swoją iluzoryczność i fragmentaryczność, w każdym z opowiadań jakby się dubluje. Badając genealogię tworzenia i tajemnicę inicjacji twórcy, Pilch całkiem poważnie, lecz jak zawsze w typowy dla siebie prześmiewczy sposób, doświadczając dialektyki zjawisk otaczającej go rzeczywistości, zjawisk, uniemożliwiających sformułowanie jasnej definicji autokreacji, wyraża ukryte i raczej nie do końca uświadomione odczucia, że pisarz, dociekając sensu tworzenia i uzewnętrzniając swe pragnienia, dramatycznie odczuwa skutki ich uwewnętrznienia.
W swoich wyznaniach, pytając o kondycję i rolę pisarza we współczesnym mu świecie oraz kreując człowieka z nieco zdeformowaną wyobraźnią (erotyczną, freudowską, senną), Pilch definiuje więc twórcę dualnie. Jest to ktoś okaleczony i niezdolny do wcielenia się w rolę proroka czy wieszcza w społeczeństwie bez wykrystalizowanego etosu. To ktoś raczej niepewny, niedookreślony, jedynie podświadomie czujący konieczność dookreślenia. Ale mamy tu — w „Wyznaniach…” — także prawdziwy romans prozaiczności z metafizyką, gdzie wzniosłość ściera się z trywialnością, humor z dramatem, tradycja z awangardą, a kompleksy z pychą… Prawdziwa definicja nie tyle aktu tworzenia, co aktu istnienia — definicja sytuacji absurdalnej.
Dojrzały akt twórczy, czyli ten niezbędny w kreowaniu pełnej tożsamości pisarza, jest zatem u Pilcha wyrażony podwójnym kompleksem nacechowanym polifoniczną osobowością twórcy, jego schizofrenicznym rozdwojeniem autoświadomości. Można by owo rozdarcie na pewno uwarunkować zarówno kompleksem zewnętrznym, mającym swą genezę w obcowaniu człowieka czasów PRL-u z totalitarną, obskurną rzeczywistością uniwersyteckiego miasta K., jak i kompleksem wewnętrznym, odczuwanym jako obawę nie tylko przed świadomością anonimowości w tłumie, ale — co się z tym wiąże — jako konieczność pokonania własnej niedorosłości, zahamowań emocjonalnych, libido czy strachu przed kobiecością.
Twórca-narrator „Wyznań…” to alter ego Jerzego Pilcha, gdyż w odzwierciedlonej w całym zbiorze refleksji na temat młodości i w poszukiwaniu prawdy, choćby znikomej, o sobie, wyraźnie czytelnik wyczuwa autoironię. Na pewno, chcąc doszukać się tajemnicy własnej tożsamości, Pilch nie szuka „sklepów cynamonowych” ani raju, który — choć utracony — trwa w archetypach dzieciństwa, gdyż niezwykłość świata prozy Schulza, ośmielonego autokreatora-artysty, potrafiącego wyzwolić się z wszelkich stereotypów, niewiele może mieć wspólnego z obrazem wyobraźni człowieka epoki stanu wojennego — epoki bez złudzeń. Pilch nie pragnie też wyzwolić się od „gęby”, która dla Witolda Gombrowicza była więzieniem, a którą autor „Wyznań…” obśmiewa. Młody twórca pokątnej literatury erotycznej raczej poszukuje formy, kształtu, i w tym tylko sensie mógłby podpisać się pod credo Gombrowiczowskiego bohatera, bezradnie wołającego:
Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi!4
Jerzy Pilch jako pisarz, jak Gombrowicz, głosi co prawda bezwstydną pochwałę zabaw tekstowych oraz skłonność do wolności w używaniu wielorakich kodów. Prowadzi rozważania na temat tekstu, sam nierzadko w ów tekst „wchodzi”, jednocześnie ironizując na temat otaczającej go rzeczywistości i kreując świat równoległy, patrząc, jak upada poprzedni (który dopiero co brał na serio). Lecz jako współczesny twórca z pokolenia kpiarzy5, będąc erudytą i pragnąc schlebiać publiczności elitarnej, Pilch — bardziej niż autor „Pornografii” — pozwala sobie uwodzić publiczność masową, ciągłe trwając jednak w poczuciu niejednoznaczności i rozdarcia.
Jako pisarz twórca „Wyznań…” imponuje umiejętnością podjęcia gry z konwencją pisania, świadomie przedrzeźniając styl Gombrowicza. Zatem nie gorzej niż twórca „Ferdydurke” imponuje umiejętnością wykorzystywania estetyki absurdu i groteski w sposobie kreowania swojej, indywidualnej, ale (w przypadku Pilcha) również pokoleniowej perspektywy postrzegania roli artysty w rzeczywistości bez wolności pióra — bez wolności życia — bez prawa do własnych myśli.
Gombrowicz niegdyś pragnął uwolnienia sztuki i pokonania kompleksu niedookreślenia w tworzeniu. Między innymi w kontekście jego intermediów o Filidorze i Filibercie dzieckiem podszytych jakże mocno dochodzi do uwolnienia skojarzeń z tym, co próbuje w strzępach dygresji, w swoich fragmentarycznych autorefleksjach, wyartykułować początkujący pisarz z „Wyznań twórcy pokątnej literatury erotycznej”. Pilch, urodzony w 1952 r., wychowany i wyedukowany (bez własnej woli przecież) w upolitycznionym systemie, w początkach latach 80., po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, przekroczył 30. rok życia i w tym momencie stał się już wyraźnie skoligacony z 30-letnim Gombrowiczowskim Józiem, twórcą „Pamiętnika z okresu dojrzewania”, sterroryzowanym, uprowadzonym i „upupionym” przez dziwną kreaturę — Pimkę. Wszystko pasuje do siebie jak przemyślana układanka — i kompleks „pupy”, z którym muszą borykać się ci dwaj niedojrzali, i świadomość uwięzienia przez kontekst zewnętrzny, który ich przerasta, i walka z „id” o „ego”, aby się uczłowieczyć, i obrzydliwie realna przestrzeń życia, która wyzwala surrealną i może dlatego bezpieczną przestrzeń snu. Nade wszystko jednak ubezwłasnowolnia ich fakt, iż obaj niedojrzali stają się ofiarami formy, która — paradoksalnie — tak naprawdę egzemplifikuje de-formę, czyli groteskową karykaturę otaczającej ich rzeczywistości. Obaj bohaterowie — zarówno ten Gombrowiczowski, jak i ten z „Wyznań…” Pilcha — doświadczają więc bolesnego ujarzmienia przez BRAK — na którego bezkształt wpływ ma — tu z kolei kolejny absurd — dziedzictwo przeszłości i przeżywanie aktualności, pozbawiające dziewictwa teraźniejszości…
Pilch jest pojętnym uczniem Gombrowicza — to komplement. Ale Pilch nie chce być Gombrowiczem — to również komplement. Pilch bowiem — podobnie jak twórca „Pornografii” — sam staje się mistrzem deformy, tylko w podróży ku dookreśleniu twórczym i egzystencjalnym obiera inny niż Gombrowicz kierunek. Idzie w odwrotną stronę, gdyż — choć doświadcza tej niezdefiniowanej przez żadne prawo geometrii zasady, iż świat formą stoi — to dostrzega coś jeszcze. Forma jest dla niego jak kobiecość, ma podwójną twarz — ponętne ciało, które przykuwa wzrok i zniewala, ale też ciało, które — zasłonięte — gdy już pozwala się odsłonić, dotknąć i wypełnić — mówi prawdę, nie mami kamuflażem ideologii ani woalem dziewictwa, uwalnia od zahamowań, dając choćby na chwilę namiastkę spełnienia.
Twórca pokątnej literatury erotycznej dobrze zna uczucie niedopełnienia. Ironicznie demaskuje system PRL-owskiej rzeczywistości i niebezpieczeństwa indoktrynacji, uzewnętrzniając jednak jedynie bezradność, która powoli przeradza się fobię zamknięcia w klatce ograniczeń i wstydu, że nie można być sobą i tylko sobą, nawet dla siebie i tylko dla siebie. I jeszcze świadomość (nie wiem, czy pocieszająca), że nawet najwstydliwsze skłonności, nawet najintymniejsze sny, których niepowtarzalność zadawałoby się gwarantować ich przypadkowa kompozycja, dzieli (…) [z nim] co najmniej kilku współbraci…6
Bo bohater „Wyznań…” jedno wie i na pewno jednego pragnie — twórczego samouświadomienia utożsamionego z ukształtowaniem siebie jako pisarza. Błądząc w labiryncie skoszarowanego miasta K., doświadcza (w odartych z urody świata realiach) egzystencjalnego osamotnienia i zagubienia. Pilch pisze jakby poważnie, a jednak z ironicznym dystansem:
Epoka, w której mijała moja młodość, a zwłaszcza przedwcześnie upalne początki roku 1980 nie sprzyjały pisarstwu. Współcześni pisarze budzili się w za ciasnych mieszkaniach, wdychali zapach nie otynkowanych domów (…).
Każdego ranka szykowałem polskie jedzenie, na drodze do sklepu spożywczego napotykałem (…) psychodeliczne wnętrze biurowca (…). Instynkt prowadził mnie do miejsc, w których mógł nastąpić początek somnambulicznej fabuły…7
Stan wojenny:
Światło w moim oknie może zwrócić uwagę żołnierzy. Na myśl o tym czuję obawę, ale też rodzaj ciekawości. Sam w końcu nie wiem, czy jest w moich wywodach coś nielegalnego (…). Wyobrażam sobie rozmaite wersje ich wizyty…8
I megaironiczna puenta:
Nie ukrywam, iż pragnąłem, aby to piękne, miniaturowe wydawnictwo, jakim jest legitymacja partyjna, stało się dla mnie glejtem wiecznego bezpieczeństwa…9
A ludzie, wypełniający pejzaż miasta K., są jak samo miasto: koślawi, żałośni, godni litości, chorzy, bierni, zaś ich historie to historie systemu, równie chorego jak oni sami. Może dlatego właśnie Pilch odprawia swoje peregrynacje ścieżkami obskurnego i zdeformowanego brzydotą Krakowa, jakby szukał kobiety — jakby po prostu pragnął formy (a może normy), ale — znowu w opozycji do Gombrowicza — upragnionego kształtu nie odnajduje, gdy z kolei tamten widzi kształt narzucony wszędzie i… wcale go nie pragnie.
Pilch w „Wyznaniach…” demitologizuje twórcę jako mało świadomego swej kreatywnej roli, wpisując go jednak na swój sposób, adekwatny do epoki, w zamknięty i wieczny, zmitologizowany archetyp tworzenia, które — będąc powołaniem — pod wpływem kontekstu zewnętrznego stawia przed pisarzem zadanie koniecznego wypełnienia pustych miejsc10. A jaki jest kontekst zewnętrzny? To właśnie miasto K. — Kraków. W omawianych opowiadaniach nie przypomina ono miejsca, w którym (jak głosi legenda) na wzgórzu wawelskim znalazł swą przystań jeden z cudownych kamieni, rozrzuconych po świecie, kamieni o życiodajnej mocy, uzdrawiającej duszę i ciało. Z Krakowa Pilcha w ogóle nie emanuje aura wyjątkowości czy zaklęcia. Jednak Kraków początku lat 80. doby PRL-u to nawet nie to, co dzisiaj utożsamić by można z unifikacją czy zatraceniem wartości świętego miasta. To tylko uniwersyteckie miasto K. pozbawione konkretnej twarzy. Absolutna przezroczystość. Bo w realiach PRL-u była — jak pisze Pilch — zwyczajna bieda (…). Po tej pustce pozostał widoczny dziś głód wszystkiego.11
Bohater-pisarz w „Wyznaniach…” doświadcza więc złożonych i sprzecznych uczuć, związanych z uświadomieniem sobie, że — choć żyje i jest sam — to jego działanie podlega jednak nie jednej tylko sile totalitarnej — systemowi policyjnemu, lecz podporządkowane jest jeszcze innej, kto wie, czy nie mocniej determinującej zwierzchności — utożsamionej z odpowiedzialnością twórcy za teraźniejszość. Otóż miejsce i czas, jakie kształtują pisarza, wyciskają na nim piętno, które albo prowokuje go do kreatywności i natchnienia, albo podcina jego skrzydła. On, poszukując twórczego kształtu, musi więc bezwzględnie w drodze ku dookreśleniu odszukać potencjał i stłumić kompleks bezpłodności. Tak zatem konsekwencja takiego stanu rzeczy rodzi konieczność — w orbicie zainteresowań twórcy musi pojawić się ONA…
ONA — to w „Wyznaniach…” zjawisko o złożonej konstrukcji — to kobieta, to Macierz, Odwilż… Ale przede wszystkim ONA to dla Pilcha Alegoria jako pojęcie tak pojemne, iż pomieści wszystkie uzewnętrznione i najgłębiej utajnione instynkty, zdemaskuje myśli i słowa, tragizm i komizm, artyzm i kicz, prawdę i kłamstwo… Bo już samo spojrzenie (…) Alegorii prześwietla nas wszystkich i widzi nas gołych przez nasze ubrania…12
Tak też, w nieco kompromitującej aurze lęku, dociekając zagadki kreatywności bądź jej zaniku, twórca w puencie swych wyznań próbuje zdefiniować swe ograniczenia i tworzy jedynie szesnastokartkowy zeszyt zawierający przepisaną schludnym i czytelnym pismem nowelę pornograficzną pt. Pamiętnik Matyldy13. Jako początkujący pisarz dopuszcza się w nim wyprzedaży własnego życia erotycznego, opisując na kilkunastu stronicach samotność. Ale nie tylko własną. Także niejakiej Alicji Hejnał, która (w stanie wojennym) podczas swoich samotnych wędrówek po zaułkach uniwersyteckiego miasta K. do perfekcji opanowała sztukę rozpinania rozporków siłą samego spojrzenia (…), jakby biorąc na swe barki prócz ciężaru walki także brzemię wszelkich symbolik tego obszaru…14
Wieloznaczność erotycznych dygresji u Pilcha staje się w „Wyznaniach…”, choćby w personifikacji Alegorii, swoistym pamfletem politycznym, satyrą na system totalitarny, prosowiecki, PRL-owski lat 80. ONA więc w związku z tym identyfikuje się z tęsknotą za wolnością, ale niekoniecznie wolnością bezgraniczną, lecz taką, jaka pozwala poczuć niezależność w wyrażeniu siebie i po prostu zgodę na siebie. W świecie, w którym wszystko się rozpada, zaczyna przecież panoszyć się odczucie braku wszystkiego. Tak jakby od stuleci projektowana przestrzeń oraz wkomponowana w nią twórcza podświadomość twórcy nie wytrzymywały naporu siły odśrodkowej, trwałego ciśnienia, i wreszcie poddawały się gwałtownej erekcji, ale — niestety — takiej bez poczucia spełnienia, a z poczuciem niewypełnienia pustki pomiędzy strzępami rozrzuconej rzeczywistości.
Tak więc zyskuje potwierdzenie wcześniej sformułowana refleksja, iż „Wyznania pokątnej literatury erotycznej” Jerzego Pilcha to kolejny pośród licznych w przeszłości głos kolejnego pokolenia straconych. A echo tego głosu oraz puenta owej chwili zaistnienia w konkretnej rzeczywistości realno-historycznej nie utożsamia się w pełni z Alegorią Odwilży 1989 roku. Niestety, ciągle słychać pogłos o trwaniu w stanie zatracania…
A czy było kiedyś inne…? Inne pokolenie? — tych poetów jak bogowie, naprawdę mesjaszy nie tylko przez samych siebie ogłoszonych i wybranych? Nie pamiętam już. Pilch w każdym razie należy do tych niewybranych i to nie wcale z powodu braku talentu. Należy po prostu do następnych urodzonych albo już post-, albo jeszcze pre-, rozdwojonych jakąś dziwną cezurą Historii (to także ONA), lecz niekoniecznie cezurą własnego życia. Wobec NIEJ — Historii — człowiek bowiem staje się jedynie drogą, jedną ścieżką z kilkoma zakrętami, ogniwem… Franz Kafka w „Die Brücke” bardzo mrocznie, w jedynie sobie właściwy sposób, nazwał tę sytuację. Człowiek-most ma palce u nóg po jednej stronie, palce u rąk wczepione w drugą, zęby wbite w kruchą glinę (…)
A oto smutna konsekwencja:
Żaden most, raz przerzucony, nie może przestać być mostem. Chyba że się zawali…15
Człowiek wpisany w świat „Wyznań twórcy pokątnej literatury erotycznej” to zatem jego portret jak z utopii negatywnej. Ale ma ta wszystko w sobie coś niezwykłego, coś, co może nie pozwoli przetrwać człowiekowi, ale ocali twórcę — intymną tajemnicę. Pilch bowiem upodobnił miasto K. do światka wstydliwych ludzkich kompleksów, będącego zarazem świadkiem najbardziej utajnionych pragnień o inicjacji artysty-pisarza. Narrator, choć rzadko na kartach całego zbioru wypowiada się bez nuty ironii, w kontekście wspomnianej wcześniej identyfikacji człowieka z miejscem okresu dojrzewania nie ukrywa swoich niejednoznacznych, podszytych sentymentalizmem odczuć, mówiąc na przykład:
Gdy przed wielu laty pojawiłem się tu po raz pierwszy (…), archaiczne samochody o opływowych karoseriach sunęły wąskimi uliczkami, a ich sędziwi konstruktorzy nadal zachowywali szlachetną wiarę w opór powietrza…
I dalej:
Nastał rok 1980, ja zaś nadal nie byłem pisarzem (…). Z przesadną uwagą zatrzymywałem się nad każdym hieroglifem piasku, każdą znalezioną monetą, każdym źdźbłem trawy. Jakby w nadziei, że znaki te ułożą się w olśniewający wzór, według którego napiszę powieść o poznawaniu świata.16
Człowiek zatem i wpisana w jego naturę konieczność tworzenia, wywodząc się z mitu, ale doświadczając konfrontacji z prozaiczną i banalną rzeczywistością, wciąż pożądają dopełnienia i dookreślenia. Pozornie więc kreowane przez twórcę dzieło tradycyjnej definicji mitu zaprzecza. Myślę, iż to żaden paradoks czy fenomen, lecz normalna kolej rzeczy. W przypadku kreowania „mitów” współczesnych niezwykle często nie mamy tak naprawdę nawet do czynienia z kreacją, lecz raczej z dekonstrukcją. Żyjemy przecież w oryginalnym świecie, w którym obok siebie zgodnie współistnieją patos umierania i kicz życia, tajemnica ekspresji i tandeta uzewnętrznionego otoczenia… Jednak antymit artysty zwerbalizowany w wyznaniu Jerzego Pilcha, obrazujący historię pokolenia, ukształtowanego w czasach, kiedy chyba po raz pierwszy w dziejach wartości „mieć” i „być” nie stanowiły antytezy, paradoksalnie zyskuje dziś, u progu XXI wieku, ponownie znamiona mitu. Także antymit miasta z doświadczeń dojrzewającego twórcy pokątnej literatury obecnie przeistacza się w mit. Nie jest to na pewno mit miejsca konotującego pojęcia piękna czy smaku, lecz raczej mający swą etymologię w kategorii mitologizacji przeszłości jako świata, który bezpowrotnie został utracony.
© 2007 Beata Czechowska
1 Witold Gombrowicz, Ferdydurke, Kraków 1989, s. 6.
2 Tamże, s. 5.
3 Anna Nasiłowska, Proza retoryczna, „Tygodnik Powszechny” 1997 / 51-52, s. 18.
4 Witold Gombrowicz, Ferdydurke, dz. cyt., ss. 16-17.
5 Określenie wprowadzone przez Przemysława Czaplińskiego; przywołane za: Przemysław Czapliński, Rzemieślnicy, kpiarze, immoraliści, „Czas Kultury” 1995 / 5-6.
6 Jerzy Pilch, Towarzysz bez wyrazu, [w:] Wyznania…, dz. cyt., s. 45.
7 Jerzy Pilch, Kraków, [w:] Wyznania…, dz. cyt., ss. 14-16.
8 Jerzy Pilch, Towarzysz bez wyrazu, [w:] Wyznania…, dz. cyt., ss. 46-47.
9 Tamże, s. 61.
10 Ewa Rewers, Pustki i formy, [w:] Ewa Rewers, Post-polis. Wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta, Kraków 2005, s. 43.
11 Łatwość kiczu. Rozmowa z Jerzym Pilchem, przeprowadzona przez Krzysztofa Brunetko i Michała Nowackiego, „Tygodnik Powszechny” 2003 / 5, [online — dostęp 18 marca 2006], dostępny w Internecie: tygodnik.com.pl/numer/279505/pilch.html.
12 Jerzy Pilch, Nasza i Wasza. Przemówienie okolicznościowe, [w:] Wyznania…, dz. cyt., s. 177.
13 Jerzy Pilch, Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej — tytułowe opowiadanie zamykające zbiór, s. 193.
14 Tamże, s. 207.
15 Franz Kafka, Die Brücke, tłumaczenie za Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, zamieszczonym w jego opowiadaniu Most, [w:] G. Herling-Grudziński, Opowiadania zebrane, Poznań 1991, s. 147.
16 Jerzy Pilch, Kraków, [w:] Wyznania…, dz. cyt., ss. 22, 25-26.
mroczna.art.pl > Literatura > Eseje > Romans twórcy z tworzeniem
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput