Wiem z doświadczenia, że czasem pewne rzeczy po prostu dzieją się same. Wiem też, że bywa i tak, iż ludzie wspaniali, prawi i szlachetni, robią nieraz rzeczy straszne. To jest znany casus doktora Jekylla i pana Hyde’a. Cierpiał na tę przypadłość także Boris Vian (1920-1959), który od czasu do czasu bywał niejakim Vernonem Sullivanem i jako ten drugi pisał makabryczne kryminały (omawiany tu utwór „Napluję na wasze groby”, 1946 oraz m.in. „I wykończymy wszystkich obrzydliwców, 1948 czy „Damski gang”, 1949), aby zarobić trochę dodatkowych pieniędzy na szmirze. Na myśl przychodzi „Azyl” (1931) i jego autor William Faulkner, który w przedmowie do wydania w Modern Library z 1932 roku wyznał, że sięgnął po te tematy [erotyka, gwałt, podglądactwo, prostytucja] bardziej ze względów finansowych niż artystycznych1. Oczywiście obu im chodziło też zapewne o wzbudzenie kontrowersji, ale nie zagłębiajmy się w to akurat dziś. Nasuwa się pytanie: czego to ludzie nie zrobią dla kasy?
Wielu robiło jak Vian, na przykład w Polsce czynił tak Ireneusz Iredyński (1939-1985), jako autor typowych kryminałów ukrywający się pod pseudonimem Umberto Pesco (m.in. utwór „Ryba płynie za mordercą”, 1959), ale on na szczęście nie uprawiał obyczajowej transgresji…
Główni bohaterowie (choć to określenie nie jest tu akurat adekwatne — raczej główni zbirzy) utworów Sullivana są really, really bad, jak śpiewał kiedyś sławetny Michael Jackson, który, notabene, w przełomowym i w swoim czasie kultowym teledysku do utworu „Thriller” również zmieniał się — jak Jekyll i jak Vian — w bestię.
Pytam, dla kogo Vian / Sullivan napisał „Napluję na wasze groby”, i w ogóle po co? Gdyby rzecz została napisana w latach 60., ochrzciłabym ją mianem „sex, drugs & rock’n’roll”, ale że były to lata 40., określę fabułę: „sex, jazz & alcohol”. Generalnie — utwór nic nie wnosi. Zaznaczę, że naprawdę cenię Viana, „Pianę złudzeń” i „Jesień w Pekinie” (obie 1947) uważam za dzieła wybitne, ale, moim zdaniem, utwór „Napluję na wasze groby” może spodobać się tylko osobom lekko chorym na umyśle, patologicznym wielbicielom masakry: pornografii, także dziecięcej, gwałtu, także na dzieciach, krwi, wymiocin i łamanych zębów. Przyznam jednak jedno: paradoks, że piszę o tej książce świadczy, że coś w niej jednak — jak to się mówi — musi być, skoro nie ignoruję jej milczeniem. Co to jest — nie wiem. Może cień Duke’a Ellingtona, który, wielbiony przez Viana, rzucał go na niemalże wszystkie jego utwory? Sprawdźcie sami, jeśliście odważni.
© 2007 Emilia Walczak
1 N. J. Karolides, M. Bald, D. B. Sova, 100 zakazanych książek. Historia cenzury dzieł literatury światowej, z angielskiego przeł. J. Mikos, Świat Książki, Warszawa 2004, s. 363.
mroczna.art.pl > Literatura > Recenzje > Sex, jazz & alcohol
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput