Przyznać muszę już na początku, że podejmowanie próby wprowadzenia taksonomii czy, ogólniej rzecz ujmując, jakiegokolwiek namiastki ładu i choćby pozorów sensu w muzycznych zestawieniach płyt 2008 roku autorów „Mrocznej Środkowo-Wschodniej Europy” i „verte”, jest zadaniem typowo kaskaderskim. Już nawet w podstawowym, liczbowym zakresie; ze świecą bowiem w ogóle by szukać płyt, które by się w autorskich rankingach powtarzały, a sennym, ulatującym marzeniem okazuje się tak w miarę zgodny werdykt, jak ten z podsumowania roku 2007 przesądzający o tryumfie „White Chalk” PJ Harvey. Jest to oczywiście tak konsekwencją karygodnego braku oczytania respondentów w światowej i krajowej prasie muzycznej, jak też nie mniej oburzającej praktyki stosowanej przez największe labele: pomijania w wysyłce darmowych egzemplarzy płyt adresów grona tak szacownych melomanów. O ileż wybór spośród 6-8 takich akurat promowanych ułatwiłby rzeczową dyskusję i ustalenie właściwej kolejności najlepszych albumów roku! Niestety, takiej zgodności nie ma. Wydaje się, że obie redakcje powinny poważnie zastanowić się nad wprowadzeniem wśród swoich autorów pewnej dyscypliny: zalecić comiesięczną lekturę periodyków muzycznych: przynajmniej dwóch znanych tytułów anglojęzycznych i jednego polskiego (albo bułgarskiego), jak też zadbać o właściwą wśród korespondentów znajomość rzeczywiście trendy grania.
Tym razem jednak, w zestawieniach za 2008 rok, jak się rzekło, wśród autorów jeszcze żadnego konsensusu nie ma. Trzykrotne wskazanie „4:13 Dream” The Cure odnotowałbym przede wszystkim ze względu na fakt, że formacji w końcu udało się stworzyć rzeczywiście sensowną płytę. I choć jawnie autoplagiatową, to z całą pewnością zagraną wreszcie z takimi emocjami i zaangażowaniem, że naprawdę chce się jej słuchać (przynajmniej „Underneath the Stars”, „Switch”, trzy ostatnie utwory) i prolongującą (ze względu na mój osobisty szacunek dla zespołu nie użyłem słowa „reanimującą”) jeszcze nadzieję, iż chłopacy czymś estetycznie interesującym niebawem fanów zdołają jeszcze uraczyć. Poza „4:13 Dream” w nadesłanych rankingach nie ma co się doszukiwać podobieństw, poza raczej oczywistą, łączącą większość z przywołanych zespołów, dość zresztą niezdefiniowaną formułą (powiedzmy) alternatywnego grania. Może więc chociaż słowo o protoplastach takiej postawy, zwłaszcza, że ci, w minionym roku, istotnie przypomnieli o swojej obecności w imponującym stylu. A ma to przecież i pewne dalsze konsekwencje.
Z właściwą dla Marka E. Smitha nonszalancją i znudzeniem rzucone w kwietniu 2008 słowa: I’m fifty year old man / What’re you gonna do about it?, w kolejnych frazach esencjonalnie rozwijające projekt dość ciekawej postawy życiowej, odnieść można także do pewnej aktualnej sytuacji w muzyce. Wydaje się, że bez opamiętania przez młodych rżnięte ejtisowe patenty skutecznie wyjałowiły już ten nurt współczesnej muzyki rockowej, który jeszcze do niedawna swoją atrakcyjną świeżość zawdzięczał urokliwym melodiom: wszystkim owym, postpunkowym, nowofalowym czy neoromantycznym patentom i resentymentom. Rok 2008 z całą pewnością przyniósł cząstkę odpowiedzi na tę niezwykle pasjonującą kulturowo kwestię relacji pomiędzy muzyką końca lat 70. i początku 80. oraz jej kontynuatorami z pierwszej dekady XXI wieku. Rzecz sama zasługuje oczywiście na studium, przy okazji sporządzania tego zestawienia, szczególnie w moim przypadku, trudno jednak mieć inne niż, a chyba jednak zaskakujące, wrażenie, że w zeszłym roku pięćdziesięciolatkowie zdeklasowali młodzież. Bauhaus „Go Away White”, Nick Cave & The Bad Seeds „Dig, Lazarus, Dig”, The Cure „4:13 Dream”, Wire „Object 47”, Patti Smith & Kevin Shields „The Coral Sea” i The Fall z „Imperial Wax Solvent”, do tego jeszcze albumy innych ojców-założycieli: „Momofuku” Elvisa Costello z The Imposters oraz Paula Wellera „22 Dreams”, stanowią niezwykle silną reprezentacją wspomnianej nowofalowej generacji. Przy czym, naturalnie, ta siła nie bierze się z ilości, lecz jakości wymienionych płyt. Krótki cytat z M.E. Smitha także nie był oczywiście całkiem bezinteresowny, bo na „Imperial Wax Solvent” The Fall zakpiło z młodzieży w trampkach, pokazując, z genialną niedbałością, jak to, co dla wyspiarskiej prasy jest kolejną rewelacją, dla wyjadaczy z Manchesteru stanowi przygrywkę w czasie próby.
Warto tu wspomnieć, że także w naszym kraju sentyment za latami osiemdziesiątymi bez wątpienia jest także dość żywy, co przekłada się nie tylko na nowe płyty inspirowane modnymi wówczas nurtami, ale również niezwykle interesującymi archiwaliami: Sni Sredstvom Za Uklanianie „1983-1986” czy „Na wszystkich frontach świata” Siekiery oraz „Martwy kabaret” Made in Poland, przynoszące nie tylko długo oczekiwany materiał obu legend polskiej alternatywy, ale także wzór, jak płyty należy wydawać.
Autorom składam podziękowania za nadesłane zestawienia, Czytelnikom życzę odkrycia przynajmniej sześciu nowych, ulubionych płyt w roku 2009.
A oto autorskie rankingi roku 2008…
© 2009 Jarosław Bytner
Zestawienie powstało dla magazynu „verte” i strony „Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa”.
mroczna.art.pl > Muzyka > Zestawienia > Albumy w starym ro(c)ku 2008
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput