Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№28 kwiecień 2008

Beautiful artists — beautiful audience (De Phazz, Sala Wielka CK Zamek, Poznań, 9/2/08) Emilia Walczak

Wzruszył mnie wokalista grupy De Phazz Karl Frierson, gdy łamaną polszczyzną mówił ze sceny, że na poznańskim koncercie jest „piknie”. Beautiful audience — stwierdził. Myślę, że publiczność jest, per analogiam, dokładnie taka, jaki jest wykonawca, którego podziwia. A wykonawca w tym wypadku okazał się faktycznie „pikny”, co stwierdzam z tym większą przyjemnością, że nie byłam do końca przekonana, czy 90 złotych to oby na pewno stosowna cena za bilet na koncert gwiazdy tego formatu co De Phazz (wszak zespół ten to raczej — mimo wszystko — pewna nisza). Ale warto było. Po pierwsze — zero nadęcia, niepotrzebnego snobowania się na supergwiazdę estrady. Po ponadpółtoragodzinnym spóźnieniu się Róisín Murphy na swój własny koncert, zorganizowany w sierpniu 2007 roku również przez poznański klub SQ, w ramach cyklu „SQ Live”, 17-minutowe spóźnienie się muzyków z formacji De Phazz było dla mnie pewnym zaskoczeniem. Ale zaskoczeniem oczywiście pozytywnym! Szanują nas — pomyślałam, i za to był pierwszy wielki plus ode mnie dla nich. Kolejna sprawa — utwór, jakim rozpoczęli występ: „True North”. Zamiast odkładać tak zwane „hity” na tak zwane „później”, De Phazz zaczęli swój żywiołowy występ od megaenergetycznego numeru, tak więc wyśmienita zabawa trwała już od pierwszych taktów. I nie był to bynajmniej falstart — bo dalej było już tylko lepiej! Przeważały utwory z najnowszego albumu grupy — „Days of Twang” (2007). Nie zabrakło jednak kawałków z wcześniejszego „Natural Fake” (2005) — tu m.in. fenomenalne wykonanie „Rise And Shine” — oraz z płyty „Daily Lama” (2002): „What’s Behind?” (tu brawa dla Barbary Lahr) czy mój zdecydowany faworyt koncertu „Preachin’ to The Choir” (istny show Friersona!). Z krążka „Daily Lama” pochodzi też oczywiście klimatyczne, wspomniane wcześniej nagranie „True North”, otwierające poznański koncert. Kulminacją całego wydarzenia było wykonanie kawałka „Jim The Jinn” z płyty „Death by Chocolate” (2001), dzięki któremu — jak poinformował ze sceny Frierson — De Phazz zawędrowali aż do Hollywood (cokolwiek miał na myśli). Lecz po co nam Hollywood, jeśli jest Poznań! — przekonywał widownię czarnoskóry wokalista. Miłe to i szlachetne, choć bez wątpienia nieco na wyrost (ale przecież wszyscy — i publiczność, i sam zespół — daliśmy się ponieść chwili, i nie ma w tym nic złego). Ale fakt jest faktem — dzięki cyklowi „SQ Live” stolica Wielkopolski pęcznieje ostatnio od gwiazd jeśli nawet niewielkiego formatu, to wysokiej w pewnych środowiskach rangi. Co by tu robić wieczorem? — zastanawiamy się nieraz. Dzięki SQ poznaniacy mają wybór: pójdą na przykład na Cinematic Orchestrę, Kosheen, Gus Gus, Róisín Murphy czy właśnie De Phazz… Miasto Starego Marycha staje się więc powoli istną muzyczną metropolią! I tak trzymać!

© 2008 Emilia Walczak

mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje koncertów > Beautiful artists — beautiful audience

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput