Po entuzjastycznie przyjętym listopadowym koncercie w Cafe Mięsna, po raz kolejny Poznań odwiedził Contemporary Noise Quintet, jeden z najciekawszych polskich zespołów poruszających się na styku muzyki jazzowej i popularnej.
Od listopada minęło kilka dobrych miesięcy, w tym czasie debiutancka płyta CNQ została zrecenzowana, najczęściej pozytywnie, w wielu opiniotwórczych periodykach, a sam zespół odbył ogólnopolską trasę koncertową testując materiał z albumu „Pig Inside the Gentleman”.
Nie będę ukrywał, że lubię ten zespół, bo wniósł coś świeżego do polskiej rzeczywistości muzycznej. Razem z outfitem Sing Sing Penelope, któremu bliżej do jazzu sensu stricto, jest chlubną wizytówką polskiej młodej muzyki improwizowanej, ale także wskazówką, że bydgosko-szubińska scena dzierży obecnie prym w wytyczaniu kierunków rozwoju muzyki niezależnej w kraju.
Wybierając się na środowy koncert zastanawiałem się, czy muzyka CNQ jest w stanie poruszyć mnie w podobny sposób, jak stało się to podczas występu w Cafe Mięsna, kiedy to nie znałem jeszcze choćby jednego utworu z repertuaru zespołu.
7 marca poznański klub Blue Note ku zaskoczeniu samych muzyków wypełnił się w całości. Organizowany przy współudziale z Politechniką Poznańską koncert rozpoczął się z godzinnym opóźnieniem, co zespół tłumaczył faktem narodzin potomka jednego z muzyków. W tej radosnej atmosferze nowego życia na naszej planecie CNQ ruszył do boju na podbój poznańskiej publiczności. A nie miał łatwo. Występowi w Cafe Mięsna towarzyszyła gorąca atmosfera małego klubu, gdzie stłoczeni widzowie wypełniali niemal każdą dostępną przestrzeń życiową. Blue Note rządzi się innymi prawami. Większość część sali zajmują stoliki z miejscami siedzącymi, których hopperowska statyczność nie sprzyja żywiołowej muzyce, którą gra Contemporary Noise Quintet. Szybko jednak okazało się, że tego wieczoru dysonansu pomiędzy zespołem, a publicznością nie będzie. Zgromadzeni widzowie reagowali bowiem spontanicznie i energicznie na poczynania muzyków.
Podczas występu CNQ zaprezentował znany już z debiutanckiej płyty materiał uzupełniając go o nowe kompozycje, które w zamierzeniu mają się znaleźć się drugim albumie formacji. Czuć, że zespół okrzepł i nie ma już debiutanckiej tremy, którą widać było jeszcze w Cafe Mięsna. Muzycy grają teraz z większym luzem, wyzwalając się ze sztywnego grosetu kompozycji. Ma to swe dobre i złe strony. Dobre, bo da się zauważyć ciągłą ekscytację i radość, z jaką CNQ podchodzi do wykonania ogranych już przecież numerów. Złe, bo czasem brakuje zespołowi koncentracji i niezbędnego skupienia, a muzycy niekiedy folgują sobie, niekoniecznie z korzyścią dla publiczności.
Cieszy mnie, że większą rolę w zespole ma teraz Kamil Pater, którego gra na gitarze wzbudziła wyjątkowy aplauz publiczności. Wulkanem energii jest szalejący na saksofonie Tomasz Glazik. Potrafi zagrać lirycznie w coltrane’owskim duchu, ale w momentach żywiołowych improwizacji, w tym podczas niezwykłego solo na saksofonie barytonowym, kłaniają się chrapliwe i krótkie frazy charakterystyczne dla stylu Archie Sheppa. Trochę brakowało mi na scenie puzonisty, którego gra podczas listopadowego koncertu uzupełniała sekcję dętą, nadając jej wrażenie ściany dźwięku. Podczas środowego występu gra Jachny na trąbce i Glazika na saksofonie nie dominowała już tak znacząco nad resztą instrumentów, dając wrażenie demokratycznego rozłożenia akcentów w środkach wyrazu.
CNQ zagrał w środę dobry koncert, a wiele osób wśród publiczności było autentycznie wzruszonych. Niepotrzebnie tylko przedzielono występ tradycyjną dla koncertów jazzowych kilkunastoominutową przerwą, bo mam wrażenie, że set podany w jednej dłuższej pigułce miałby w przypadku niezbyt obszernej jeszcze oferty muzycznej CNQ większą siłę. Gwoli uzupełnienia dodam, że występ był rejestrowany przez kamerę. Sam zespół nie wiedział o planowanym nagraniu, tym zabawniejsze było zatem obserwowanie konsternacji muzyków, którzy niewielką przecież scenę musieli dzielić z niezwykle wygimnastykowanym operatorem kamery, którym niczym zwinny kot przemykał od jednego muzyka do kolejnego, poruszając się przy tym w rytm muzyki i jednocześnie nagrywając materiał wideo (sic!). Patrząc na wydarzenia na scenie miało się wrażenie, że tego wieczoru oglądamy nie sekstet, a septet.
Po koncercie zapytałem Wojtka Jachnę, czy zespół podryfuje teraz bardziej w stronę jazzu, bo takie miałem wrażenie słuchając nowych, bardziej rozimprowizowanych kompozycji. Odpowiedział, że chyba jednak nie. Jestem zatem bardzo ciekaw co zespół zaprezentuje na zapowiadanej już teraz drugiej płycie. Aby się rozwijać, muszą pokazać coś nowego, świeżego. Środowy koncert jeszcze tego nie zapowiadał, z tym większym napięciem i z dużymi nadziejami będę wyczekiwał na kolejne wydawnictwo Contemporary Noise Quintet.
© 2007 Robert Panowicz
mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje koncertów > Contemporary Noise Quintet podbija poznańską publiczność
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput