Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№20 sierpień 2007

Fatalny koniec Malty (Sinéad O’Connor, Poznań, 16/7/07) Robert Panowicz

Nie będę owijał w bawełnę — zwieńczający tegoroczną edycję Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Malta występ Sinéad O’Connor był jednym z najgorszych koncertów jakie widziałem w swoim życiu. Brakowało w nim wszystkiego: pasji, polotu, scenicznej charyzmy, dobrego muzykowania i przede wszystkim wokalnej formy samej Artystki. Ale od początku.

Kilkutysięczny tłum oczekiwał na występ w ponad 30-stopniowym ukropie, albowiem tego dnia do Polski dotarło ciepłe powietrze z Afryki. Kilka raptem ogródków piwnych umieszczonych na terencie Międzynarodowych Targów Poznańskich nie uciągnęło zapotrzebowania publiczności na ochłodę. Po napój stało się w 45 minutowych kolejkach.

Koncert rozpoczął się z lekkim opóźnieniem, około godziny 22:45. Transmisję z widowiska realizowała telewizja publiczna, na potrzeby której dostosowano długość trwania koncertu — miał on w zamierzeniu trwać 80 minut. Jednak opóźnienie w rozpoczęciu występu spowodowało, że emisja w telewizji została przerwana w połowie jednego z utworów (sic!), przynajmniej tak donoszą internetowi forumowicze. Zakończenia występu, w tym bisów, telewidzowie zatem nie uświadczyli.

Wyraźnie zaokrąglona na twarzy Sinéad pojawiła się na scenie w czerwonej, luźnej sukni. Razem z nią na scenie wystąpili John Reynolds (perkusja, bębny), Clare Kenny (bas), Kevin Armstrong (gitara), Caroline Dale (wiolonczela) oraz Kieran Kiely (instrumenty klawiszowe, flet). Przedstawiona wyżej czeredka zaoferowała poznańskiej publiczności spektakl kompletnie wyzuty z emocji. Pomimo promowania właśnie wydanego podwójnego krążka pt. „Theology” O’Connor skupiła się na utworach z różnych etapów swojej twórczości, jednakże zostały one przearanżowane pod jednolity, charakterystyczny dla całego występu styl będący mieszanką irlandzkiego folkloru i tancbudy gdzieś na południu Stanów.

Nieliczne tego dnia przeboje Artystki np. „Nothing Compares 2 U”, „You Made Me the Thief of Your Heart”, „Fire of Babylon”, czy wieńczący podstawowy set „The Last Day of Our Acquaintance” zabrzmiały w udziwnionych wersjach, które mogły jedynie wzbudzić zdumienie. W tych interpretacjach nie tylko brakowało pomysłu, muzycznej inwencji, ale także emocjonalnego zaangażowania samej O’Connor, której forma wokalna pozostawiała sporo do życzenia. Ci, którzy liczyli na przejmujące zdzieranie gardła mogli poczuć się zawiedzeni. Cóż, trzeba przywyknąć do myśli, że Sinéad to teraz po prostu „rycząca czterdziecha”, która nie wyda już z siebie niestety tego zadziornego gniewnego krzyku znanego choćby z „The Lion and the Cobra”.

Podczas występu zabrakło utworów ze świetnej, wydanej przed dwoma laty płyty „Throw Down Your Arms” prezentującej covery mistrzów reggae. Ten album wydawał się powrotem Sinéad do przyzwoitej formy, a po latach posuchy nowe utwory Artystki znowu zagościły w stacjach radiowych. Krążek ten stał się też niejako komercyjnym renesansem O’Connor w naszym kraju. Wielka szkoda zatem, że nic z „Throw Down Your Arms” tego wieczora nie usłyszeliśmy.

Na bis publika otrzymała trzy wymęczone utwory zagrane solo przez O’Connor przy akompaniamencie gitary, które mogły dobić każdego, kto był rozczarowany podstawową częścią występu. Zresztą w czasie bisowania spore grupy ludzi zaczęły opuszczać teren Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Jeszcze wspomnę tylko o show scenicznym, którego właściwie nie było. Ani zespół, ani sama Artystka, nie pokazali kilkutysięcznej widowni nic, co mogłoby świadczyć, że mamy do czynienia z gwiazdą z prawdziwego zdarzenia, która potrafi rozruszać tłumy. Statyczny występ muzyków okraszony był przeraźliwie nudną, bo krótką i powtarzającą się co chwila animacją, która zresztą także szwankowała, ponieważ co rusz na ekranie pojawiały się czarne kwadraty skutecznie zasłaniając teksty piosenek i przewijające się obrazy.

Czarnym koszmarem dla publiczności okazało się pokazywanie Artystki na telebimie z żabiej perspektywy, albowiem jedna z kamer została przymocowana do statywu mikrofonu. Obraz wielkiego mikrofonu o fallicznym kształcie i zniekształconej, bo pokazanej od dołu przy dużym zbliżeniu twarzy Artystki budził przykre skojarzenia z kiepskiej jakości pornolem.

Koncert Sinéad O’Connor nie był niczym więcej, jak tylko rozczarowaniem. Po bardzo przyjemnym czerwcowym występie starszej koleżanki po fachu, Patti Smith, należało liczyć, że młodsza koleżanka także da radę. Nie dała. Wstyd.

© 2007 Robert Panowicz

mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje koncertów > Fatalny koniec Malty

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput