Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№1 październik 2005

Herezja o ostatnich dniach Chrystusa, czyli mój muzyczny świat The Last Days of Jesus Eldrich

Kiedy słyszę słowa łatwe dla mnie do skojarzenia z kręgiem muzyki mrocznej takie jak: gotyk, deathrock, batcave, horrorpunk, horrorbilly, automatycznie po plecach przechodzą mnie ciarki, nogi drżą w kolanach, ręce się trzęsą, a z mych ust spływa delikatna stróżka krwi. Nie inaczej było gdy po raz pierwszy zetknąłem się z nazwą słowackiego zespołu The Last Days of Jesus. Nazwa zespołu dodatkowo wpisywała się w moje zainteresowania historyczne, więc nie minęło wiele czasu, gdy pierwsza płyta zespołu „Arma Christi” (Alice In… 1996) znalazła się w moim odtwarzaczu cd. Potem w jednym z wywiadów przeprowadzonym z wokalistą i liderem zespołu Mario O. dowiedziałem się, że nazwa została zaczerpnięta z tytułu artykułu, który pojawił się w amerykańskiej gazecie „US News”. Dla zespołu chcącego grać muzykę gotycką nazwa była idealna. Z jednej strony prowokacyjna, z drugiej skłaniająca do myślenia i poszukiwań, a jednocześnie podkreślająca późniejsze muzyczne dzieła bratysławian. Mario O.: Jezus jest w przekonaniu przeciętnego Europejczyka ucieleśnieniem ideału człowieka… Celem TLDOJ jest powrót ku człowiekowi pierwotnemu, ze wszystkimi jego ograniczeniami i wadami. Odsłuchując pierwsze wydawnictwo zespołu z minuty na minutę czułem się coraz milej zaskoczony. Po wybrzmieniu ostatnich taktów pewne już były dwie sprawy: po pierwsze — od dziś kibicuję Słowakom, po drugie w Polsce nikt tak nie gra i długo gotyku nie zagra. Muzycznie w premierowym wydawnictwie TLDOJ słyszę wpływy moich ulubieńców reprezentujących klasyczny gitarowy gotyk: The Sisters of Mercy, Fields of the Nephilim, The House of Usher, Love Like Blond i wielu innych. Niektórzy twierdzą, że praca gitar zawarta w poszczególnych utworach zdradza zainteresowania sceną metalową. Natomiast elektronika wywodzi się ze szkoły wczesnego Nail Inch Nails. To wszystko jest być może prawdą. Jednak wsłuchując się uważnie w pracę poszczególnych instrumentów, melodie, a przede wszystkim klimat można odnaleźć nawiązania do zespołów zgrupowanych w słynnym londyńskim klubie „Batcave”. Formuła nostalgicznego romantyzmu, dekadencja i klawisze pracujące w rytm cyrkowej muzyki rodem z filmów Federico Felliniego lub jarmarczno-kuglarskich festynów. Teksty traktujące o człowieku zagubionym we współczesnym świecie, który jednocześnie dąży ku wyższym doznaniom przywodzi na myśl „porządek” starej szkoły gotyckiej u jej zarania. Wkładka do kompaktu również nawiązuje do elementów gotyckich, czerń, erotyzm, elementy chrześcijańskiej ikonografii, czyli wszystko to, co goci kochają najbardziej. Muzyczna krypta numer 1 TLDOJ została przeze mnie otwarta, i im częściej słuchałem płyty, tym bardziej brnąłem w świat Słowaków wiedząc, że kołka w ich serce nie wbiję. Teraz już pozostało czekać na kolejne wydawnictwo….

…a przyszło czekać, aż 3 lata. Te lata braku świeżej „herezji i krwi” uzupełniałem poszukiwaniem informacji o zespole i jego drodze przez mroczne czeluście sceny gotyckiej w Europie. Muzyczne „zmartwychwstanie” z roku 1999 nosi nazwę „Narrentanz — Musik für die Massen” (New Chrystian Music). W krypcie znalazły się covery The Ramones i Dawida Bowie oraz remixy nagrań z pierwszego CD. Muzycznie przesunięto ciężar brzmienia ku dźwiękom elektronicznym, ale pozostał ten charakterystyczny odjechany, odrealniony świat rodem z horrorowego cyrku. Niestety płyta tylko na chwilę ugasiła moje pragnienie — raptem 8 tracków i po wampirycznym balu, pozostał tylko żal…

…żal trwał, aż do roku 2001. Wtedy to otwarta została krypta numer 3. Mrok nocy przeszyły dźwięki z „Songs from the Psycho TV” (Monitor-EMI 2001). Członkowie zespołu wspominają, że nowe „kielichy krwi” były efektem kilkumiesięcznej ciężkiej pracy nie tylko dla formuły muzycznej, ale i nowego wydawcy. Zespół podpisał kontrakt na wydanie płyty dla słowackiego pododdziału EMI — Monitor. W światku zawrzało wielu podejrzewało zespół o zdradę ideałów wypracowanych na początku muzycznej tułaczki i chęć opuszczenia mrocznych zakamarków. Jednak sami członkowie TLDOJ uważali, że nowy duży wydawca zapewni mu głównie lepszą promocję i gwarancję, że firma nie będzie wkraczała w muzyczne pomysły i koncepcje zespołu. Muzyka tym razem ociera się o klimat nowoczesnych brzmień wypracowanych chociażby przez takie „gwiazdy” muzyki, jak Marilyn Manson. Wielu w nowych nagraniach dostrzegało klimaty industrialne à la Ministry. Przyznam szczerze, że o ile mogę zgodzić się z pierwszym zarzutem, o tyle drugi do mnie nie dociera. Myślę, że w tej muzyce więcej fascynacji okresem „Vision Thing” Sisters of Mercy. Jednak pozostał klimat wypracowany na pierwszej płycie Słowaków. Ciekawie wykorzystano instrumenty klawiszowe, które oprócz tradycyjnego tła komponowały w poszczególnych utworach klimat nadal rodem z przedstawienia makabrycznego cyrku. Teksty zawarte na płycie odnosiły się do człowieka i religii, właśnie religii a nie wiary. Umieszczony na okładce Psycho Jezus miał podkreślać zagubienie współczesnego człowieka, który nie jest w stanie poprzez istniejące systemy religijne udzielić sobie odpowiedzi na najważniejsze pytania egzystencjalne. Oczywiście warstwa tekstowa, jak i graficzna płyty podlega wielorakiej interpretacji. Mnie osobiście podoba się myśl, że we współczesnym świecie, gdyby pojawił się Jezus to nie musiałby trafić na krzyż, sam popełniłby samobójstwo obcując ze światem kreowanym przez środki masowego przekazu, które czynią z człowieka bezmyślną i bez uczuciową maszynkę do kopulacji. Do utworu „Army of God” został nakręcony klip. Jednak jego mroczny, dla niektórych zbyt antyklerykalny przekaz spowodował, że trudno było go znaleźć w europejskich stacjach telewizyjnych. Również w ojczyźnie zespołu tamtejszy oddział MTV prezentował go w godzinach późnonocnych. Podobnie jak pierwsze wydawnictwo, tak i ta płyta trafiła do mej mrocznej duszy…

…na kolejne otwarcie krypty z TLDOJ czekałam do przełomu roku 2003/2004. Przez kilka miesięcy docierały do mnie nowe „kielichy” z muzyczną krwią, ale tym razem Słowacy rzucili mnie na kolana, z których do dziś nie mogę się podnieść. Najpierw dotarła do mnie epka „Guns & Fun” wydana przez zespół własnym sumptem. Tylko jedno nagranie w różnych wersjach plus teledysk „Army of God”. Nowy utwór „Guns’n’Drums&March’n’Fun” przedstawiał TLDOJ z zupełnie nowej perspektywy. Słowacy odbili zdecydowanie w stronę klimatów bartcave, łącząc elementy gotyku i deathrocka. Tylko jeden utwór, mała kropelka krwi. Teraz już czekałem na kolejne porcje muzyki. Pod koniec wiosny ukazała się płyta „Alien Road” (Strobelight 2004). Muzyka była kontynuacją pomysłów wypracowanych na epce. Bez wątpienia jest to najlepsza płyta z dotychczas wydanych przez Słowaków z The Last Days of Jesus. Najlepsza, najbardziej deathrockowa, najbardziej kabaretowa, najbardziej nawiązująca do gotyku i punka wczesnych lat 80., najbardziej przebojowa, wypełniona najlepszymi kompozycjami. TLDOJ stali się naprawdę rasową kapelą, wypracowali własny, przewrotny, dekadencko-lunaparkowo-punkowo-gotycki styl. Eksplozja deathrocka skutecznie ukierunkowała ich muzyczne poszukiwania. Wydaje się wręcz, że TLDOJ nie brzmiałby dzisiaj tak, jak brzmi, gdyby nie The Phantom Limbs na przykład. Po co jednak rozkładać muzykę na części, lepiej się nią po prostu cieszyć. A w tym przypadku jest czym. Dwanaście różnorodnych, charakterystycznych kompozycji, łączących w sobie atmosferę amerykańskich horrorów, przedwojennych berlińskich i paryskich kabaretów, wschodnioeuropejskich jarmarcznych zabaw satysfakcjonuje w pełni. W tej muzyce więcej jest kreacji oraz aktorstwa niż szaleństwa i rock’n’rolla, ale być może w naszej części świata tak powinno być w przypadku kapel grających deathrocka. Album jest przemyślany, różnorodny i wciągający niczym wir. Jak dla mnie jest tylko jedna wada w tej odsłonie Słowaków. Płyta jest zbyt krótka, trochę ponad 30 minut muzyki. Wiem, że na następną porcję muzyki przyjdzie mi czekać kilkanaście miesięcy. Przeżyję, wchodząc do otwartych już przeze mnie „krypt”…

© 2005 Eldrich

mroczna.art.pl > Muzyka > Eseje > Herezja o ostatnich dniach Chrystusa

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput