Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№17 maj 2007

I Like Sushi (Papaya Paranoia, Piwnica Pod Aniołem, Toruń, 29/3/07) Jarosław Bytner

Wyprawa to była naprawdę egzotyczna. Nie mam oczywiście na uwadze Torunia, ale spotkanie tam muzyczne z elektropunkowcami z Tokio. Znów nie tak wiele japońskich (czy nawet azjatyckich szerzej nieco rzecz ujmując) formacji muzycznych poza Yamato — The Drummers of Japan (a właśnie! Uciekać póki czas, bo bębniarze z Japonii z nowym programem, od maja, znowuż nad Wisłą!) do nas przyjeżdża, cóż tam dopiero tych związanych z undergroundem.

Papaya Paranoia tym razem, już po raz trzeci, zawitała do Polski na cztery koncerty (zespół, prócz Torunia, w ostatnich dniach marca wystąpił także we Wrocławiu, Warszawie i Sopocie) w składzie: Yumiko Ishijima (voc), bliźniacze siostry Chisato (voc) i Chinami (dr / voc) oraz Kenya (git, programowanie komputera i shamisen — tradycyjny japoński instrument w rodzaju lutni, z trzema jedwabnymi strunami, nieodłączny atrybut świata gejsz…). Siostry-bliźniaczki, warto tu może wspomnieć, w przerwach między występami właściwymi, prezentowały swój projekt Soul Souce na perkusję, wokal i komputerowe podkłady.

Skład bez basu mógł naturalnie już przed występem budzić podejrzenia (moje budził), co do motoryki i brzmienia, podobnie zresztą jak zapowiedzi, że elektronika tylko z komputera. Na szczęście wszystkie obawy związane z niekompletnych czy syntetycznym, szczególnie jak na okołopunkową formację, instrumentarium okazały się bezpodstawne. Jak zresztą wszelkie inne obawy, bo Japończycy kupili publiczność szczelnie wypełniającą toruński klub w zasadzie bez problemu i reszty. Ale żeby było jasne: nie dlatego, że ich muzyka to jakiś szczególny fenomen. Wcale nie też dlatego, że udało im się przywołać duchy samurajów, owszem: wschodni koloryt i egzotyka, kimona i shamisen, jak najbardziej mogły się podobać. Zresztą te stereotypowe wyobrażenia japońskiej kultury kontrapunktowane były przez adidasy na nogach muzyków czy wytatuowane ręce perkusistki. Papaya Paranoia urzekła jednak publikę przede wszystkim olbrzymim entuzjazmem, ciągłym scenicznym ruchem: skokami, gestykulacją, fantastycznymi pozami. Zastygająca z podniesioną głową i wyciągniętą ręką, wskazującą palcami jakiś niedosięgły punkt, Yumiko nieodparcie wywoływała obraz Syfona z jego słynnego pojedynku z Miętusem. Poza zresztą spodobała się na tyle, że udzieliła się części publiczności. Muzyka dopełniła dzieła, chwyciła słuchaczy w transową sieć tkaną przez komputerowe bity, tnącą gitarę, bez litości traktowaną perkusję i wypełniające resztki przestrzeni dwa kobiece głosy.

Klimat tego koncertu tworzyły technoidalne, elektroniczne podkłady i punkowe bicie bębnów, słowa w dalekim, niezrozumiałym języku i zmieniające się za plecami zespołu obrazy filmu z powtarzającymi się motywami. Sekwencje bramy obozu zagłady, wojenne zgliszcza, walczący żołnierze, czołgi na ulicach, twarze zrozpaczonych ludzi. W jednym z przedkoncertowych anonsów napisał ktoś, że nie wiadomo o czym śpiewają dziewczyny (no bo po japońsku), ale na pewno o sprawach wesołych, bo cały czas są uśmiechnięte. Tak, owszem były, choć raczej wątpię, by przekaz był rzeczywiście tak optymistyczny.

Przyjemnie się słuchało. I oglądało niewielkich wzrostem egzotycznych gości z odległej krainy, eksplodujących energią i radością, pewnie także z racji entuzjastycznego przyjęcia. Mniej entuzjastycznie i z pewną konsternacją przyjęła natomiast publika pytanie Yumiko o — mogło się zdawać — preferencje kulinarne. Na jej Do you like sushi?, ktoś jednak przytomnie odpowiedział, że cenimy bardziej słowiańskie specjały — We like vodka! „I Like Sushi” okazało się jednak tylko kolejnym z bisów, za to jedynym utworem tego wieczora, którego tekst był w pełni zrozumiały.

mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje koncertów > I Like Sushi

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput