Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№20 sierpień 2007

Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie („Rykestrasse 68” Hanne Hukkelberg) Sławomir Bardadyn

Na twórczość Hanne trafiłem przypadkiem — dostałem requesta na MySpace, jednego z wielu, standardowa procedura spamowania potencjalnym słuchaczom. Często nawet nie zaglądam na ich strony. Tym razem zajrzałem i od tamtej pory polecam każdemu. Mamy oto kolejny nordycki talent, który przyćmiewa wiele hołubionych nazwisk ambitniejszej sceny.

Hanne Hukkelberg — urodzona w kwietniu 1979 roku. W wieku 3 lat zaczęła śpiewać oraz grać na gitarze i fortepianie. Skończyła akademię muzyczną w Oslo, udzielała się w niemal tuzinie norweskich projektów muzycznych. Nagrała dwie płyty — pierwsza: „Little Things” ukazała się w 2005 roku. Jej następczyni: „Rykestrasse 68” wyszła parę miesięcy temu. Mamy więc do czynienia z artystką na początku swojej płytowej kariery, co jeszcze bardziej uświadamia nam, jak wielkim talentem dysponuje.

Miałem ogromny dylemat, którą jej płytę opisać, bo obie zasługują na najwyższą pochwałę. A proszę mi wierzyć, nie jestem osobą łatwo wpadającą w muzyczny zachwyt. Od dawna czekałem na coś odróżniającego się od całej reszty „sceny alternatywnej”. Paradoksalnie wiązałem te nadzieje z Anją Garbarek — krajanką Hanne. Okazało się jednak, że Hukkelberg bije ją na głowę w każdym muzycznym aspekcie. Przy nagrywaniu materiału na obie płyty współpracowała ona z muzykami Jaga i Exploding Plastix — może to dawać pewne wyobrażenie o brzmieniu, ale proszę się nie sugerować — to zupełnie inne muzyczne doświadczenie od twórczości obu wymienionych grup.

Co więc znajdziemy na „Rykestrasse 68”? Doskonały, wyluzowany wokal Hanne, połączony z wyczuciem stylu i świetnym prowadzeniem melodii, do tego niebanalne harmonie i aranżacje. Czy można chcieć czegoś więcej? Biorąc pod uwagę gatunki, w jakich wokalistka się porusza (ekscentryczny pop? jazz? łagodna elektronika?), ta płyta to wszystko, czego od ambitnej muzyki można wymagać.

Większość utworów na płycie dąży do jakiegoś punktu kulminacyjnego, buduje napięcie, nie pozwala się oderwać. Takie pozycje jak „Northwind” zostawiają ciarki na plecach za sprawą porażającej aranżacji sekcji smyczkowej, „Pynt” urzeka wspaniale rozwiązaną harmonicznie wokalizą, „Cheater’s Armoury” po prostu wciąga. Piosenki nie są monotonne, płyty można słuchać w kółko przez cały dzień.

Uznaję Hanne Hukkelberg za moje odkrycie roku i szczerze życzę jej sukcesów. Aktualnie jest na europejskiej trasie, rzecz jasna nie obejmującej Polski, bo tutaj nadal organizatorzy wolą nie przekraczać Rubikonu.

© 2007 Sławomir Bardadyn

verte.art.pl > Muzyka > Recenzje płyt > Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput