Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№23 listopad 2007

Serce i dusza nad Wisłą. Albo Polska — reszta świata a Joy Division („Warszawa. Tribute to Joy Division”) Jarosław Bytner

1. Polska

Etos Iana Curtisa oraz muzyczne dokonania Joy Division wciąż inspirują i zobowiązują. Z tego oczywiście można się jedynie cieszyć. Magia manchesterskiego kwartetu musiała jakoś szczególnie twórczo wpłynąć na młodych ludzi gdzieś przed końcem ostatniego i początkiem nowego millenium, dzięki czemu dzisiaj możemy posłuchać kilku czy kilkunastu wybitnych bądź przynajmniej bardzo dobrych płyt, takich choćby formacji, jak: Spiral of Silence, This Empty Flow, Interpol, British Sea Power czy Editors. O jakimkolwiek spektakularnym wpływie Joy Division, skutkującym wybitną bądź przynajmniej bardzo dobrą płytą któregoś z polskim zespołów, niestety, nic mi nie wiadomo.

Jest natomiast płytą przynajmniej bardzo udaną „Warszawa. Tribute to Joy Division”, wydana 18 maja tego roku, czyli w dwudziestą siódmą rocznicę śmierci Curtisa. „Warszawa” z imponującą lekkością wznosi się nad przekleństwem wszystkich prawie składanek: stylistyczną i jakościową różnorodnością rozbijającą homogenię albumu. A tu wszystko jest na miejscu, każdy utwór pasuje, jest potrzebny. Zdumiewać to może tym bardziej, że piosenki pochodzą — paradoksalnie właśnie — z dość różniących się muzycznie stylistyk, a i też grane są przez różne pokolenia polskiej alternatywy. Tak więc obok wersji bliskim zimnofalowym czy postpunkowym oryginałom („A Means To An End” One Million Bulgarians, „Transmission” DHM, „Isolation” Agressivy 69, „Digital” Organizmu czy „Ice Age” Komet) są na płycie utwory silniej naznaczone autorskim piętnem („New Dawn Fades” Jolanty Kossakowskiej, „Heart And Soul” Tymona & The Transistors, „Ceremony” New York Crasnals czy dwie piosenki inspirowane utworami Anglików, lecz zaśpiewane po polsku: „Koniec kryzysu” Pustek i „Warszawa” Masali).

„Warszawie” udało się przywołać ducha Joy Division. A udać się to mogło tylko dzięki szczerości intencji i rzeczywistemu przeżyciu muzyki flagowej formacji cold wave. Dlatego jest trybut prawdziwy. I stąd też integralność tej płyty.

2. Reszta świata

W związku z tym, iż rzadko raczej można pochwalić rodzimą produkcję rockową, korzystam od razu z okazji i wprowadzając wątek komparatystyczny, zaryzykuję tezę, że właśnie integralności „Warszawy” brakuje jej amerykańskiemu odpowiednikowi: płycie „A Means to an End. The Music of Joy Division” (1995). Spójności tu niewiele, niektórzy grają sobie, a mrocznym muzom niespecjalnie. Są oczywiście na tym albumie covery zagrane porywająco (w końcu mamy tu top amerykańskiej alternatywy, m.in. Moby’ego, Girls Against Boys, Codeine, Tortoise), ale sąsiadują z nimi utwory kompletnie wyprane z wszelkiego wyrazu, klimatu, emocji, co oczywiście musi wpływać na ocenę całości przedsięwzięcia.

Za to malkontentom piętnującym na „Warszawie” brak u śpiewających akcentu z północnego Manchesteru, na pewno spodoba się tu artykulacja — jest o niebo lepsza. Niestety, pozostaje to bez większego znaczenia, gdy nowa wersja jest muzycznym kuriozum i straszy na milę, jak np. „Love Will Tear Us Apart” Stanton Mirandy.

Historia wykonań tego megahitu Joy Division jest zresztą z pewnością warta prześledzenia i refleksji. Interpretowano tę niezwykłą piosenkę z różnymi efektami: znakomitym, jak Swans (ale oni przecież jak Midas) lub prawdziwie koszmarnym, jak w przypadku Simple Minds (EP „Dancing Barefoot”, 2001). Interpretacji „Love Will Tear Us Apart” jest zresztą co niemiara, więc ze wszech miar ciekawą inicjatywą byłoby zebranie i krytyczne opracowanie historii jej wykonań. Podobnie zresztą, jak i innych utworów Joy Division. Czy ma to sens? Poznawczy i porządkujący kulturową schedę oraz ogrom wpływu ich muzyki na ludzi na całym świecie — bez wątpienia. Tym samym także na socjologiczne, psychologiczne i egzystencjalne ujęcie fenomenu Joy Division. Ich i naszego świata — wypełnionego samotnością, strachem, nadwrażliwością. I potężnej siły zimnofalowej estetyki pozwalającej świat taki przyjmować i przeżywać z godnością.

© 2007 Jarosław Bytner

mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje płyt > Serce i dusza nad Wisłą

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput