Armijne wyprawy ostatnio są prowadzone tak, że niektóre ekspedycje wspomagają posiłki w postaci Moskwy, Maleo oraz Trupiej Czaszki, a potężne to wsparcie, każdy to przyzna. A jeśli ktoś z niepojętych przyczyn powyższych formacji, zwłaszcza ostatniej, jeszcze nie zna, biada mu: źle żyjesz, zawyjesz! W Mózgu Armia zaatakowała samotnie, za to jednym z najbardziej nieśmiertelnych hitów nowofalowej Siekiery — „Misiami puszystymi”. Pierwszy już atak podbija publiczność: Lalalalalala lalalalalala szewc zabija szewca bumtarara bumtarara, młodzież wprawiając w pogo, a resztę publiki w doskonały, choć może, bo to przecież tyle już lat, i sentymentalny nastrój. Od pierwszego też utworu Armia atakuje potężnym brzmieniem, drżą — w dosłownym znaczeniu — ściany i podłoga klubu. Czuję, jak w kieszeniach bluzy wibracji nabierają telefon, klucze, monety (ile to się teraz gadżetów zabiera na punkowy koncert). Bardzo mocne bicie perkusji oraz selektywne brzmienie pozostałych instrumentów, apokaliptyczny folk i bajkowy czad wypełniają odtąd energią przestrzeń Mózgu, i tak już będzie przez dwie z grubsza godziny.
Po „Misiach” Tomasz Budzyński zakłada błazeńską czapkę, znak, że nadchodzi czas Armii. Z ich repertuarem jestem trochę na bakier, po „Legendzie” już niespecjalnie (albo wcale) wsłuchiwałem się w kolejne albumy. Napiszę więc, co zagrali na pewno: „Aguirre”, „Pocałunek mongolskiego księcia”, „Opowieść zimową”, „Jeżeli”, „Niezwyciężonego”, „Jestem drzewo, jestem ptak”, jak i — to mogę uczciwie dodać — wiele innych. Po secie podstawowym publiczność zaczęła wywoływać Siekierę, po chwili jednak — może uznawszy to za niestosowne — bohaterów właściwych, Armię. Muzycy niebawem pojawili się na bisy i Budzyński, już bez swojej czapki, zapowiedział utwory może nie sprzed 100 lat, ale sprzed 20 to na pewno. No i Siekiera uderzyła. Z niesamowitą mocą rażenia, z prawdziwie energetycznym wykopem: „Ludzie Wschodu” — w miejsce charakterystycznego, równie legendarnego jak z „Misiów” refrenu, tatata lala tatata hejha, Budzyński skanduje sie-kie-ra!, kolejno potężnie zagrane „Fala” i „Idzie wojna”, złote przeboje wszystkich składanek polskiego punka. Budynek drży w posadach, czasem nawet się nie dziwię, że stan nerwów mieszkańców sąsiednich kamienic nie jest najlepszy. Dla nich pewnie dobrze, że Budzy tego wieczora z Trupią Czachą jednak nie wystąpił…
Koncert w Mózgu potwierdził opinię o doskonałej scenicznej dyspozycji zespołu. Przypuszczam, że agresywna, monumentalnie brzmiąca Armia jest obecnie w stanie podbić każdą publiczność. Bydgoską udało się zdobyć na pewno, szczelnie wypełniony klub i reakcja obecnych na koncercie nie pozostawiały, co do tego żadnych wątpliwości.
© 2006 Jarosław Bytner
mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje koncertów > Siekiera w powietrzu, czyli Armia w Mózgu
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput