Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№21 wrzesień 2007

„Songs of Leonard Cohen” (2007) Jarosław Bytner

Dziwnie nieco mi pisać o płycie sprzed równo czterdziestu lat. Skoro jednak na reedycje decydują się już w zasadzie wszyscy, a rynek pełen jest wszelakich deluxe edition, wersji remasterowanych, poszerzonych, z dvd, to pomysł wydania akurat tej płyty jest jak najzupełniej trafiony i najoczywiściej potrzebny. Łatwo, z drugiej strony, pisać o tej płycie, bo są na niej w zasadzie same prawie piosenki nieśmiertelne.

„Songs of Leonard Cohen” to właśnie utwory kulturowo nieśmiertelne, bowiem zna je każdy: kontestatorzy i gospodynie domowe, całe pokolenia harcerzy i outsiderów, wielbiciele rocka, piosenki poetyckiej, melomani. To jeden z fenomenów Cohena: bliski jest środowiskom sobie skrajnym, jego piosenki zna każdy i też każdy uważa je za swoje. Różny może być tylko początek tej przygody, bo nawet gdy ktoś od Cohena nie zaczynał i tak musi na niego w końcu trafić. Można przez „złote przeboje”, przez wybitne translatorskie i wykonawcze dokonania pana Macieja Zembatego, ale można też przez Nicka Cave’a, The Walkabouts, Tindersticks, Black Heart Procession i wszystkich innych prawdziwych apostołów złamanego miłością serca.

Czy może być zresztą bardziej wiarygodne potwierdzenie znaczenia dla tego alternatywnego rockowego patronatu, niż fakt, iż jedna z najmroczniejszych formacji nowofalowo-gotyckiego boomu sięgnęła po tytuł piosenki z tej płyty, by ochrzcić nią siebie i rozpocząć wpajanie idei miłosierdzia? Andrew Eldritchowi, co więcej, teksty z „Songs of Leonard Cohen” musiały zapaść istotnie głęboko w duszę, bo także jedną z płyt (kompilację EP-ek, 1992) The Sisters of Mercy nazwał wersem wyjętym z „Teachers”: Some girls wander by mistake. Skądinąd trudno byłoby wymyślić lepszy tytuł…

„Songs of Leonard Cohen”, debiutancki album artysty z 1967 roku, to płyta, której piękno i geniusz opiera się na granicznej wręcz prostocie. Ludzkim głosie i akustycznej gitarze. I poezji podejmującej zwyczajne ludzkie historie. „Suzanne”, „Sisters of Mercy”, „So Long, Marianne”, „Hey, That’s No Way to Say Goodbye”, „Teachers”, bez szczególnej metaforyki, ze szczątkowymi kulturowymi aluzjami, są prostymi opowieściami, w których ironia i czarny zazwyczaj humor, rozpraszają melancholię duchowych i egzystencjalnych, miłosnych przede wszystkim, perypetii człowieka, niezmiennie przez Cohena opisywanego z sympatią i zrozumieniem.

Reedycja „Songs of Leonard Cohen” AD 2007 to bardzo staranne wydawnictwo w formie książeczki, w lakierowanej, grubej tekturowej okładce. Na 16 stronach kredowego papieru wydawcy, prócz tekstów piosenek, zamieścili także zdjęcia Cohena z tamtego okresu, jego prace plastyczne oraz historię powstania i recepcji tego albumu autorstwa Anhtony DeCurtisa. Muzycznie płyta bogatsza jest od wersji pierwotnej o dwa utwory: „Store Room” i „Blessed Is the Memory”. Wielbiciele Cohena mają obecnie okazję nabyć w tej (re)edycji także remastery kolejnych albumów: „Songs From a Room” oraz „Songs of Love and Hate.”

© 2007 Jarosław Bytner

mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje płyt > „Songs of Leonard Cohen”

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput