Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№26 luty 2008

Takich Obcych wpuściłbym na kolację do domu — pisze Robert Panowicz o debiutanckiej płycie The Aliens pt. „Astronomy for Dogs” Robert Panowicz

Nadszedł okres podsumowań roku 2007, także w sferze szeroko rozumianej muzyki popularnej. W poczytnych pismach muzycznych, czy to drukowanych, czy to internetowych, ranking goni ranking, a pismaki prześcigają się w sugerowaniu co było dobre, a co było fe. Ci sami sadyści kochający swe pióro ponad życie gonią się przy tym w wymyślaniu kolejnych nazewniczych hybryd stylistycznych typu „grind-chill-ragga” mających w twórczy sposób opisać aktualny stan muzycznego światka.

Przeciętny słuchacz, który wsłuchuje się w słowa mądrego krytyka w dobie globalnej i wszędobylskiej informacji ma zatem doroczny ból głowy związany z nadmiarem wyboru i z oczywistym brakiem gotówki na wszystko, co chciałby posiąść. To odwieczny problem statystycznego melomana żyjącego w poczuciu krzywdy, że źli ludzie z branży mają dostęp do wszystkiego i to pewnikiem za friko, a ja biedny muszę tyrać i ciułać na kolejny srebrny krążek.

Po tym żylastym i wyjątkowo złośliwym wstępie chciałbym niemniej zwrócić Waszą uwagę na jeden krążek wydany w 2007 roku, który przykuł moją szczególną uwagę. Mowa o „Astronomy For Dogs” autorstwa The Aliens. To debiutancka praca tego kolektywu, co nie oznacza, że są to smarkacze, którzy dopiero co zabrali się za szarpanie strun w garażu i zupełnie przypadkiem wpadł na nich nieco upalony menadżer błędnie oceniający geniusz grupy.

Nie wchodząc w zawiłe tajniki drzewa genealogicznego muzycy The Aliens wywodzą się w prostej linii od popularnej w Albionie na przełomie wieków grupy The Beta Band. Kto zna, ten wie o co chodzi. Kto nie zna, ten powinien czym prędzej sięgnąć po debiutancką kompilację nagrań pn. „The Three E.P.’s”. To wariacki przykład połączenia wielu styli muzycznych, który zaowocował jedną z najśmieszniejszych i najbardziej pomysłowych płyt ostatniej dekady, przy której mądry krytyk musiałby zmarszczyć z niesmakiem czoło, by wreszcie po długim i produktywnym namyśle przypiąć łatę składającą się z co najmniej 200 znaków.

„Astronomy For Dogs” to jednak nieco inna koncepcja. O ile Beta Band był projektem dla wybranych słuchaczy, o tyle nagrania The Aliens predestynują je do tego, by zostały poznane także przez nieco mniej wybrednych słuchaczy. A jest czego słuchać! Debiut Obcych to naprawdę eklektyczna i przy tym niewiarygodnie przystępna dawka muzyki, która brzmi współcześnie będąc jednocześnie mocno zakorzeniona w latach 60. i 70. Kłaniają się takie nazwy jak Beach Boys, Love i The Beatles, a nawet epigoni z Electric Light Orchestra. To, co wyróżnia The Aliens na dzisiejszej muzycznej scenie, to przepiękne harmonie wokalne i melodie, których chce się słuchać i słuchać bez końca. Nie ma tu utrudniania i zniekształcania na siłę tak charakterystycznego dla współczesnych.

The Aliens nie starają się wymyślić świata na nowo, jednak są w swoim żywiole, kiedy patrząc na dokonania starych mistrzów transponują je na współczesną rzeczywistość. Świetnie słucha się dynamicznych, momentami funkujących kawałków, ale jednak lepsze na „Astronomy for Dogs” są rozmarzone ballady, które rozpuszczają lód w sercu w mgnieniu oka. Co podoba mi się w The Aliens, to ten zawadiacki, ale przemyślany dryg do improwizacji, który sprawia, że psych-popowe dźwiękowe perełki nie kończą się po 2-3 minutach, ale potrafią rozwinąć żagle i dalej płynąć według zadanej wariacji.

Przyglądając się uważnie okładce „The Three E.P.’s” można dostrzec zagubionego kundla o głupawym wyrazie pyska, który w tej przedziwnej nieziemskiej scenerii w jakiej został umieszczony zastanawia się: co ja tu do diabła robię? Prawie 10 lat później po tym zdarzeniu na okładce książeczki do „Astronomy for Dogs” widzimy innego czworonożnego najlepszego przyjaciela człowieka, który tym razem ze znawstwem i swobodą profesjonalisty spogląda przez teleskopo na nieboskłon. Czyżby w poszukiwaniu zaginionego przyjaciela z okładki krążka The Beta Band? Na to pytanie Wam nie odpowiem. Ale na pewno warto położyć obok siebie na półeczce z płytami „The Three E.P.’s” i „Astronomy for Dogs”. Może wówczas dwaj kompani w końcu się odnajdą?

© 2008 Robert Panowicz

mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje płyt > Takich Obcych wpuściłbym na kolację do domu

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput