Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№16 kwiecień 2007

The Car Is on Fire (Mózg, Bydgoszcz, 19/3/07) Jarosław Bytner

Rozpalili? Obiektywnie powiedziałbym, że tak, skalę zadowolenia z występu opierając na podstawie zachowania zespołu i reakcji publiczności. A ta, w większości złożona z licealnej młodzi, reagowała rzeczywiście żywiołowo i entuzjastycznie. Podobnie muzycy od których biła prawdziwa radość z grania i bycia na scenie. Kokietowali przy tym publikę co niemiara (jak to im się w Bydgoszczy, już po raz drugi, wspaniale gra), zagadywali, zmieniali miejsca, instrumenty. A że mówili szczerze potwierdza zapis muzyków na ich stronie o zagraniu najlepszego koncertu w historii zespołu.1

Atmosfera więc iście familijna, choć na drugie bisowanie muzycy już się namówić nie dali, występ potrwał więc może niecałe półtorej godziny. Zespołowi z nagranymi, jak dotąd, dwiema płytami oczywiście ujmy to nie przynosi.

Teraz subiektywnie. Nie znając ani „The Car Is on Fire” (2005), ani „Lake & Flames” (2006), szedłem na koncert z dużymi nadziejami. Bo i ton recenzentów obu albumów warszawskiej formacji wyjątkowo entuzjastycznie zgodny: oto rewelacja. Wtórowały mu równie wysokie oceny koncertów. Budziła szacunek lista muzycznych inspiracji: m.in. The Beatles, The Stooges, The Velvet Underground, The Clash, Gang Of Four, Modest Mouse, The Strokes. Medialne rozpoznanie nie pozostawiało zatem żadnych wątpliwości, że w końcu i my doczekaliśmy się ambitnego, zdolnego postpunkowego zespołu, w niczym nie ustępującego zabójczo utalentowanej muzycznej armii brytyjskich nasto- i dwudziestoparolatków. Ale w końcu doszło do konfrontacji, zderzenia opinii z muzyką.

Nie był to nawet zły koncert. Zespół brzmiał bardzo dobrze, selektywne, słyszalne były wszystkie instrumenty. Jednak ewidentnie czegoś w nim brakowało: tego przez co nie stał się przykuwającym uwagę widowiskiem. Zabrakło pasji, energii, mocy. Nie muzykom, ale niektórym utworom. I wcale nie tym wolniejszym, z elektroniką czy akustyczną gitarą, bo one należały akurat do najlepszych fragmentów koncertu, ale tym z założenia szybszym. Prawdopodobnie przez to chyba właśnie, iż bliżej były zwykłemu popowi niż, choćby, formule disco-punk, wytrącały dynamikę występu, po prostu nużyły. Koncert, nie tylko zresztą w mojej opinii, stracił przez to spójność. Nie wszystkie piosenki miały po prostu zadziorność, agresję. The Car Is on Fire postpunkowy, z werwą, z bijącym basem, wykrzykiwanymi tekstami, był zupełnie innym zespołem. Trochę, jak dla mnie, z rejestrów Franza Ferdinanda i Arctic Monkeys, na pewno ciekawszym, bardziej porywającym, zarażającym energią; zespołem grającym tak właśnie, jak oczekiwałem.

© 2007 Jarosław Bytner

mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje koncertów > The Car Is on Fire

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput