Na nietypowej, kameralnej, dla muzyków niewygodnej scenie bydgoskiej kawiarni artystycznej, w ten majowy sobotni wieczór, zagrały dwa zespoły. Najpierw Hotel Kosmos. Torunianie przedstawili osiem utworów: cztery z nagranego w zeszłym, a wydanego w tym roku debiutu „Wszystkie stare kobiety miasta”, trzy z przygotowywanej właśnie płyty i jedną „staro-nową”. Nieprzypadkowa przecież publika doceniła propozycje i formę zespołu. Hotel Kosmos zbierał brawa nie tylko za przekonujące nawiązanie do zawsze popularnej stylistyki cold wave, szczególnie do dwóch wszystkim znanych angielskich formacji, których nawet nie ma potrzeby tutaj wymieniać. Rzecz w takich przypadkach ma się zazwyczaj tak, że słuchacza od zabójczego muzycznego déjà vu, dajmy na to, „Seventeen Seconds”, ratuje jedynie coś wykraczającego poza przewidywalną formułę. A właśnie Hotel Kosmos nie tylko dobrze grał, ale również Rafał Skonieczny, autor tekstów i śpiewający gitarzysta formacji, opowiadał różne ciekawe historie. Ciekawe, trzeba dodać, dla zwolenników aury i poetyki oniryczno-surrealistycznej. Muzyka oraz historie Hotelu podobały się na tyle, że bisy wydawały się sprawą zupełnie naturalną, ale torunianie poza właściwym setem więcej już nie zagrali.
Może stało się tak również z uwagi na oczywisty fakt, iż właściwym powodem zameldowania się w Węgliszku większości fanów był jednak promocyjny koncert „Zapachu Wyjścia”, piątej płyty Variete. Album nagrany w Nowym Jorku z Donaldem Dixonem (bas) i Luigim Franceschinim (perkusja) w czasie polskiej trasy prezentowany jest tylko w dwuosobowym składzie: Grzegorz Kaźmierczak (śpiew i elektronika) oraz Marek Maciejewski (gitary). W takim też składzie wystąpiło Variete w Bydgoszczy, w której, jak wiadomo, i tak kultowy status formacji dodatkowo pokrywają jeszcze niezliczone warstwy platyny. Kluczową dla oceny tego występu (jak i nowej płyty) Variete jest odpowiedź na pytanie zadane w czasie koncertu przez Kaźmierczaka. A zatem: Czy przyzwyczailiście się już do elektroniki? Pytanie, przyznajmy, trudne, osobiste, o estetyczne preferencje, ale może przede wszystkim wymuszające zajęcie jakiegoś stanowiska (gdyby komuś samo to do głowy nie przyszło) wobec wcześniejszych dokonań zespołu i oceny aktualnej artystycznej propozycji Variete. I jak się wydaje skierowane zwłaszcza do tych, którzy twórczość bydgoskiej formacji jednak dobrze znają.
Otoczyła więc nas zewsząd elektronika i odtwarzana z komputera sekcja rytmiczna. Muzyka szybko i szczelnie wypełniła przestrzeń niewielkiej salki Węgliszka. Nastrój pojawił się klubowy, rozkołysany, pulsujący rytmem. „Zapach Wyjścia” wypadł całkiem korzystnie, ze szczególnym wskazaniem na takie utwory, jak „Zmiana”, „Ulewa” czy wykonany z ekspresyjnym wokalem „More&more”. Na bis, już tylko z akompaniamentem gitary Maciejewskiego, Grzegorz Kaźmierczak odśpiewał „Klaszczę w dłonie”.
A potem wyszliśmy na Stare Miasto, na deszcz, z zapachem wyjścia, ale wciąż bez jasnej odpowiedzi.
© 2008 Jarosław Bytner
mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje koncertów > Trudne pytanie, niejasna odpowiedź
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput