Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№48 marzec 2011

Pokręcone spojrzenie na rzeczywistość. Z Michałem Zawadzkim, perkusistą Ud rozmawia Jarosław Bytner

Michał Zawadzki 19.06.2010 Kraków Centrum Sztuki Współczesnej Solvay

Jarosław Bytner: Uda są wciąż krakowsko-warszawsko-toruńskie czy już tylko krakowskie? Na dobre związaliście swoje losy z Krakowem?

MICHAŁ ZAWADZKI: Każdy z nas już parę lat temu na dobre związał swoje życie z Krakowem. Ja robię doktorat na UJ – piszę pracę z zakresu nurtu krytycznego w naukach o zarządzaniu, Kuba [Sieńczyk - bg, voc] podjął studia w Krakowskiej Szkole Jazzu, Łukasz [Krzywicki - eg, voc] od kilku lat pracuje. Łączy nas nie tylko pasja wspólnego grania, ale i zachwyt nad pięknem Krakowa. Magiczny, artystyczny klimat tego miasta, refleksyjne tempo życia i fantastyczni ludzie sprawiają, że czujemy się tutaj naprawdę dobrze.

Tak pytam o Kraków, bo zwyczajnie jestem ciekawy, czy jest to odpowiednie miejsce dla postmodernistycznego – jak go nazywacie – rocka Ud? I zresztą w ogóle do grania oraz słuchania niekomercyjnej muzyki?

W Krakowie – w odróżnieniu od innych miejsc w Polsce – jest naprawdę dobry klimat dla działalności artystycznej, w tym muzycznej. Miasto przywiązuje dużą wagę do organizacji koncertów – praktycznie w każdy weekend dzieje się tu coś godnego uwagi. Jest tu także mnóstwo zespołów, które grają na wysokim poziomie. A przede wszystkim: w Krakowie jest sporo ludzi, którzy słuchają dobrej muzyki i którzy z chęcią chodzą na koncerty. Wszystko to sprawia, że taki zespół jak Uda ma możliwość nieskrępowanej realizacji najgłębszych i najbardziej zwariowanych pomysłów artystycznych. Termin postmodernizm w przypadku naszej muzyki oznacza twórczy eklektyzm jako podstawę komponowania. Mieszamy różne gatunki muzyczne ze sobą, kompozycje powstają pod wpływem chwili i oparte są na nieustającej zabawie konwencją i tradycją. A Kraków daje nam przestrzeń możliwości pokazywania tej pasji innym – w tym artystom wielkiego formatu. Jakiś czas temu mieliśmy przyjemność zagrać z Pogodno, a ostatnio graliśmy wraz z Apostolisem Anthimosem i jego trio. Po koncercie usłyszeliśmy ze strony tego legendarnego gitarzysty wiele pochlebnych słów na temat naszej twórczości. Takie chwile zapamiętuje się do końca życia. Oczywiście trzeba dodać, że graliśmy już w wielu innych miastach Polski, gdzie nasza muzyka spotkała się z równie entuzjastycznym przyjęciem.

Słuchając Waszej muzyki mam, pewnie dość konwencjonalne, skojarzenia tak muzyczne, jak i tekstowe. Po pierwsze: to tradycja bydgosko-trójmiejskiej sceny yassowej z impetem zdobywającej publikę od początku lat 90. I naturalnie – co zresztą czasami podkreślasz – znaczenie Something Like Elvis oraz jego kolejnych transformacji. Ale jaka jeszcze muzyka dla grających w Udach ma istotne znaczenia, stanowi takie ideowe zaplecze, punkty wyjścia, odniesienia?

Mówiąc o naszych inspiracjach muzycznych od razu trzeba zaznaczyć, że nie mają one charakteru bezpośredniego. To nie jest tak, że czerpiemy pomysły z muzyki zespołów, które są dla nas ważne. Co prawda każdy z nas ma swoich ulubionych artystów, bez posłuchania których nie może zasnąć, ale ich wpływ na naszą twórczość jest raczej nieuświadomiony. Ja nie zasnę bez Floydów, Kuba bez posłuchania Variete, a Łukasz bez Faith No More. Na próbach komponujemy jednak muzykę wypływającą z nas samych, bez konkretnych odniesień, chociaż pewnie nasze osobiste inspiracje gdzieś tam są słyszalne. Co do porównań Ud do innych zespołów: czasami słyszymy opinie, że przypominamy Something Like Elvis i Pogodno. Na pewno coś w tym jest, aczkolwiek wydaje mi się, że Uda tworzą coś na tyle oryginalnego, że wymyka się to wszelkim próbom porównań.

Co do przekazu werbalnego natomiast, to jakoś jednoznacznie i od razu dopadło mnie podobieństwo z pomysłami Jarosława Janiszewskiego i Bielizny oraz jego przeważnie równie rozbawionych kolegów także z innych zespołów tworzących niegdzisiejszą Gdańską Scenę Alternatywną. Mimo oczywiście innego kontekstu, łączy formacje Janiszewskiego i Uda bardzo podobny sposób percepcji, a szczególnie nazywania tego, co wokół, wynikający z pewnego specyficznego poczucia tak humoru, jak i odczuwania absurdalności świata. To pokrewieństwo zamierzone czy też czysto przypadkowe?

Pokrewieństwo i w tym wypadku jest zupełnie przypadkowe. Co prawda cenimy zespół Bielizna i z przyjemnością zagralibyśmy wspólny koncert. Nie mniej jednak nie stanowi on dla nas tak zwanej inspiracji: podobnie jak żaden inny zespół, o czym mówiłem wcześniej. Zresztą porównanie Ud i Bielizny także nie do końca jest trafione: Uda są w sensie muzycznym o wiele bardziej postrzępione, a na płaszczyźnie tekstowej o wiele bardziej absurdalne.

Porównanie dotyczyło tylko słów, a właściwie i przede wszystkim, tak to nazwijmy, pewnej zbieżności dotyczącej poetyki tytułów piosenek. Bo trudno przecież mówić w przypadku Ud – a w czym skądinąd celowała Bielizna – o opowiadaniu historii. Nie zgodziłbym się też z twierdzeniem, że tekstowo proponujecie silniejsze niż oni natężenie absurdu.

Masz rację, aczkolwiek ja odnoszę jednak wrażenie, że narracja słowna Bielizny jest trochę bardziej rozbudowana niż nasza – i chyba przez to jest to trochę inny rodzaj absurdu. Ale porównanie chyba faktycznie jest trafione.

Uda 22.01.2011 Kraków Jazz Club Mile Stone

Wracając jednak do Was. Utwory Ud często po prostu nie mają tekstu, niekiedy jest to tylko powtarzana fraza. Czy jest więc tak, że słowo ma dla Was mniejsze znaczenie niż muzyka? Wiadomo – rozmawiamy o muzyce i ona też powinna być najważniejsza w kreowaniu pewnego nastroju, emocji, niemniej, w takim układzie, warstwa tekstowa zostaje w zasadzie kompletnie zmarginalizowana: poza pewną informacją o purenonsensowym poczuciu humoru muzyków Ud, tak naprawdę niewiele więcej z samych tytułów czy tych pojedynczych fraz wynika. Tak ma być, tak ma zostać?

Paradoks polega na tym, że pomimo ubogiej warstwy słownej naszych utworów, słowo ma dla nas równie ważne znaczenie co muzyka. Słów jest niewiele, ale za to są szczerą egzemplifikacją naszego absurdalnego poczucia humoru. Nie dobieramy zatem słów – zarówno tych składających się na warstwę tekstową utworów, jak i stanowiących tytuły – pod kątem ich znaczenia dla jakiegoś kontekstu. Najpiękniejsze jest właśnie to, że każdy kto słucha Ud może wymyślić własną, osobistą interpretację tak muzyki, jak i tytułów i tekstu. Dla jednych stwierdzenie „umyjcie węgiel” będzie niewiele znaczącym, aczkolwiek zabawnym frazesem, dla innych ironicznym spojrzeniem na wykonywanie bezsensownych czynności, a dla kolejnych osób jeszcze czym innym. Na pewno będziemy kontynuować taki sposób zabawy muzyką i tekstem: sposób, który pozwala na otwartość i dowolność interpretacyjną.

Ależ wiara w inteligentnego, kreatywnego słuchacza! A już wiadomo, kiedy Dziewosłąb Records, wydawca Waszego debiutu, „Hurtowni przebiśniegów” (2010), sprzeda prawa do tej płyty jakiemuś EMI, Touch and Go czy Electriceye? No niech będzie trochę poważniej i marketingowo: można gdzieś tę płytę, w jakiejkolwiek postaci, kupić?

Płytę można zamówić bezpośrednio u nas. Kontakt podany jest na stronie internetowej www.myspace.com/udauda. „Dziewosłąb Records” to oczywiście nasz kolejny żart słowny – płytę wydaliśmy własnym sumptem. Aktualnie faktycznie szukamy profesjonalnego wydawcy. Na ten rok planujemy również nagranie epki i wydanie drugiej płyty – mam nadzieję, że już pod szyldem naprawdę dobrej wytwórni.

Muszę oczywiście jeszcze spytać o cienkogłosego zucha, który tak bardzo naraził się tytułowemu „Kombajnowi do zbierania eunuchów”. Wiąże się z tą postacią jakaś konkretna historia, inspiracja?

Można oczywiście szukać analogii do nazwy bardzo dobrego polskiego zespołu Kombajn do zbierania kur po wioskach. Nie mniej jednak i w tym wypadku inspiracja pochodzi raczej z naszego pokręconego, absurdalnego spojrzenia na rzeczywistość.

© 2011 Jarosław Bytner

mroczna.art.pl > Muzyka > Wywiady > Pokręcone spojrzenie na rzeczywistość

z Google

© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput