Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№18 czerwiec 2007

W końcu i tak ciebie złapią… („Now You Are One of Us” The Paper Chase) Jarosław Bytner

Rzadko uderzam w posągowy ton hiperboli, ale teraz nie mam wyjścia: „Now You Are One of Us” The Paper Chase to album znakomity. Wyjątkowy. Być może nie zgodzi się z tym każdy, ale na pewno osoby, które mają za sobą szkołę nowojorskiej scene noise (Swans, Sonic Youth, Lydia Lunch, Whitehouse, Einstürzende Neubauten) i w sercu wciąż tak bezkompromisowych wykonawców jak Pere Ubu, The Birthday Party, Big Black czy The Jesus Lizard, innymi słowy gigantów punkowo-noise’owego grania. W przypadku The Paper Chase trudno oczywiście mówić o jakiejś kontynuacji, bezpośredniej tradycji czy konkretnych brzmieniowych nawiązaniach. Zespół Johna Congletona wypracował bowiem wyjątkową, jednostkową, od razu rozpoznawalną formułę. O jej swoistości decyduje najwyższej próby stop łamanego rytmu hardcore, noise’owej mocy, niespokojnych poszukiwań awangardyzującego jazzu, posępnych partii skrzypiec oraz wiolonczeli. Do tego jeszcze sample z jakimiś panicznymi, na wpółobłąkanymi ze strachu głosami, dziecięce szepty, operowe zaśpiewy i rasowe gotyckie intra. I nad tym wszystkim pełen pasji, a niekiedy niepokojącego spokoju, głos Congletona opowiadającego ponure historie o duchach. Pomieszanie z poplątaniem? Postmodernistyczny, noise’owy créme brûlèe, wytworności którego nie umniejsza nawet… przebojowość? Tak — bo do tego wszystkiego piosenki Amerykanów są jeszcze szalenie melodyjne („We Know Where You Sleep”, „You Will Never Take Me Alive”, „You’re One of Them, Aren’t You?”, „The House Is Alive and the House Is Hungry”). Nie jest to oczywiście przebojowość pozwalająca podbić parkiety „alternatywnych” dyskotek, problematyka tekstów przy tym jakby nie taka, ale istotnie są to melodie, które nie sposób wyrzucić z głowy. Trochę tak jak z wymienionymi antenatami The Paper Chase: usłyszysz taki Swans i już nie możesz się uwolnić, zresztą akurat neurotyczna, transowa sekcja rytmiczna rodem z wczesnego Swans kłania się niekiedy w muzyce zespołu Congletona.

„Now You Are One of Us” z 2006 roku to czwarta płyta formacji z Dallas. Po majowym koncercie w Bydgoszczy, gdy pytałem, kupując płyty, o specyfikę kolejnych albumów, Kirkpatrick, opowiadając o nich, ostatnią określił jako najbardziej melodyjną. Poprzedniczkę z 2004 „God Bless Your Black Heart” natomiast jako rzecz mocniejszą i pełną chaosu. Muzycznego, rzecz jasna, chaosu najwyższej klasy, co celnie spuentował dziennikarz brytyjskiego pisma Kerrang!: Uneasy listening in every sense, but quite, quite brilliant. W przypadku The Paper Chase słuchanie nie ogranicza się tylko do absorpcji skomplikowanej struktury muzyki, ale także do zmierzenia się z tekstami lidera, który najwyraźniej ze współczesnego świata nie jest — eufemistycznie mówiąc — zadowolony. Znów pojawia się tutaj duchowe, tym razem literackie powinowactwo z wspomnianymi na wstępie formacjami i liryką ich tekściarzy: ze Stevem Albinim z Big Blacka, Davidem Yow z The Jesus Lizard czy przekazem The Birthday Party. A że jest coś na rzeczy i nie są to tylko czcze spekulacje świadczy także singiel z 2005 roku, na którym The Paper Chase grają właśnie utwory Nicka Cave’a (co prawda już z czasów The Bad Seeds: „Jack the Ripper” i „God Is in the House”). Podobieństwo sprowadza się nie tylko do tematyki tekstów: obnażania degeneracji i okrucieństwa naszego świata, ale także do narracyjnej struktury tych historii.

Po trzech albumach, na których Congleton dokonuje wiwisekcji fobii własnych i rzeczywistości wokół, na „Now You Are One of Us” przychodzi czas na konfrontację ze światem nadprzyrodzonym. Podobno ważną inspiracją przy powstawaniu tej płyty były filmy George’a A. Romero, ojca i wskrzesiciela armii żywych truposzczaków oraz licznych ekranizacji prozy Stephena Kinga. Kto straszy bardziej? Przypuszczam, że The Paper Chase konsekwentnie neurotyczny, opętany, fatalistyczny, z wszystkimi tymi dźwiękami piłowań, szeptami, panicznymi głosami ostrzegającymi przed nadchodzącym niebezpieczeństwem, zwłaszcza w nocy, byłby nie do wysłuchania. Ale, jak się rzekło, straszne opowieści zostały ujęte w takie melodie, że i tak trzeba słuchać…

Zresztą, czy „Now You Are One of Us” to istotnie tylko opowieści o duchach i nawiedzonych domach?

I’m running out of rhymes I’m running out of art I’m running out of songs
to sing about this wicked world breaking my heart
(„…And All the Candy You Can Eat”)

Trop parabolicznego, uniwersalnego przesłania to tak echa rozliczeń ze światem, jakich Congleton dokonuje na poprzednich płytach, jak i ideowy patronat G. A. Romero. W końcu kim są żywe trupy z jego horrorów? Głęboko pesymistyczna wykładnia człowieczeństwa wyzbytego wszelkich wartości, prócz konsumpcjonistycznej chuci, łączy tu klasyka kina grozy i awangardowego muzyka. Gdyby ktoś mnie pytał, to z pewnością wolałbym zostać złapany przez duchy. No i stało się. One zresztą wielokrotnie i dość lojalnie ostrzegały: We will get you in the end. Teraz wy uważajcie na siebie!

© 2007 Jarosław Bytner

mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje płyt > W końcu i tak ciebie złapią…

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput