Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№20 sierpień 2007

Zamęt w królestwie roślin („Vegetal” Emilie Simon) Sławomir Bardadyn

Pewnego dnia, przeglądając jak co dzień najnowsze informacje z branży muzycznej, natrafiłem na krótkie ogłoszenie schowane gdzieś w rogu strony, napisane małą czcionką. Informowało ono o koncercie Emilie Simon w Fabryce Trzciny. Nie zwróciłbym na nie w ogóle uwagi, ale zdarzyło się, że mój wzrok padł na dalszą część ogłoszenia, gdzie wspomniano o producenckich zdolnościach Emilie, oraz o jej wielkiej popularności we Francji. Nie będę ukrywał, że głównym powodem mojego zainteresowania były właśnie owe „producenckie zdolności”, bo jak wiadomo śpiewające panie z reguły ograniczają się do nagrania partii wokalu, a całą resztę płodzą osoby trzecie, poddając się zaleceniom wytwórni. Sięgnąłem więc po jej debiutancki album zatytułowany po prostu „Emilie Simon” i tak zaczęła się moja przygoda.

Oglądając jej wywiady i występy na żywo, byłem święcie przekonany, że nie skończyła jeszcze 19 lat. Promieniejąca świeżością, bez makijażu, w młodzieżowych ciuchach. Kto by pomyślał, że za rok skończy 30 lat! Urodzona we francuskim Montpellier Emilie ma za sobą długie lata pełnej edukacji muzycznej, począwszy od śpiewu, przez muzykę starożytną (na Sorbonie) elektronikę i muzykę współczesną, po techniki realizacji i produkcji dźwięku w prestiżowym instytucie IRCAM. Niedaleko pada więc jabłko od jabłoni — ojciec Emilie jest znanym w branży francuskim realizatorem. Po zapoznaniu się z jej życiorysem przestały mnie dziwić karkołomne pomysły, które sukcesywnie realizuje z każdą nową płytą. Mieliśmy już płytę emanującą chłodem w sensie dosłownym — materiał dźwiękowy stanowiły przetworzone odgłosy lodu, śniegu i zimowego wiatru („La Marche de l’empereur”).

I tak oto doszliśmy do sedna niniejszej recenzji — „Vegetal” — płyty w zasadzie pop / rock, która w warstwie wizualnej, tekstowej i dużej mierze dźwiękowej eksploruje motywy roślinne. Przez 50 minut Emilie Simon serwuje słuchaczom ucztę nieszablonowych piosenek śpiewanych po francusku i angielsku. Trzynaście utworów zawiera w sobie całą paletę najdziwniejszych brzmień i pomysłów realizacyjnych. Łamane gałązki, balia z wodą, preparowane instrumenty, trzask ogniska, wszystko to da się usłyszeć na „Vegetal”.

Muzycznie płyta przypomina najlepsze produkcje Björk (nic dziwnego, współproducentem jest Markus Dravs odpowiedzialny chociażby za „Homogenic” czy „Vespertine”) ale z charakterystycznym filmowym zacięciem à la Danny Elfman z filmów Tima Burtona. Otwierająca album piosenka „Alicia” od razu wprowadza nas w baśniowy świat Emilie i nie wypuszcza aż do ostatniego dźwięku. Zadziorne „Sweet Blossom”, jakby żywcem wyjęte ze ścieżki dźwiękowej do „Nightmare Before Christmas”, przebojowe elektro „Dame de Lotus” z fantastycznym teledyskiem czy hipnotyzujące „Rose hybride de thé” o pani Róży utopionej w herbacie, często każą do siebie wracać.

Nie jestem w stanie znaleźć słabego punktu tej płyty, jak i w reszcie dyskografii Emilie. Tak wyrazista postać i osobowość muzyczna powinna być wynoszona na piedestał. I tak, we Francji nosi miano niemalże bohaterki narodowej, a w Polsce? Ani razu nie było mi dane natknąć się na twórczość Emilie w polskich mediach. Ciekawe jaka była frekwencja na jej koncercie w Fabryce Trzciny. Był ktoś? Halo? Tak myślałem.

© 2007 Sławomir Bardadyn

mroczna.art.pl > Muzyka > Recenzje płyt > Zamęt w królestwie roślin

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput