w autobusie na oparciu krzesła
siedzi Adaś Szatanek
płuca ma całe zielone
a w ustach kłębowisko języków
jednym z nich zlizuje
pot i podkład
z brwi tej małej
ona nadstawia twarz
do wilgoci języka
Adaś nosi ze sobą
piekielne ciepło
kołysze skrzydłami
kiedy ociera się o małą
idącą do wyjścia
zapomniałem dodać że
Szatanek jest oczywiście niewidzialny
i przez cały czas
patrzy na ciebie
skoro już trochę sobie zaimponowaliśmy
możemy zacząć walczyć
nie będziemy brutalni
żadnych ran śmiertelnych
po prostu gryźmy się wzajemnie
chodzi o ciągły
przyrost adrenaliny pokaz siły
nadgryzajmy się do pierwszej krwi od nowa
nie ma mowy by
pozwolić sobie na zęby w szklance
na skórę z papieru
Shimmy Szuja jest graczem
choć nie wie co to ryzyko
ryzykować znaczy czuć na szyi oddech porażki
porażka leży naga na łóżku
Szui jest mokra i ledwo dycha
Shimmy Szuja to szuler
patrzysz mu w oczy nie na ręce
on wkłada kości do kubka
i potrząsa nim
jeden ruch Shimmy'ego Szui
po stole toczą się kobiece głowy
śpię gdzieś tam
buty camele zapałki
zegarek kartka długopis
noszę swój dom ze sobą
zupełnie nie radzę sobie z opisem
tego co mam
są takie bezpieczne sposoby
takie przyjazne słupy których mogę się
przytrzymać powstrzymać
torsje i ruszyć przez śnieg dalej
chyba
prawie
może
tak jakby
postawić przed każdym krokiem
dotykać żywego przez białe rękawiczki
ciasteczka od babci
sobotni żurek
wedlowska czekolada
kwaśny bigos
barszczyk z uszkami
truskawkowy jogurt
parówki i marchewka
lody śmietankowe z karmelem
te i inne historie poznaje
czule utulony
mój przyjaciel sedes
Agamemnon wytarł buty
gdy zamieszanie ucichło
a jego płaszcz przestał cuchnąć
gnijącymi resztkami Troi
tych kilka drobniaków
znalezionych na ulicach miasta wystarczyło
na paczkę lepszych niż zwykle papierosów
odpalał je – jednego po drugim –
od żarzących się jeszcze ruin pałacu
gasił je – jednego po drugim –
na zimnych łbach tych upartych idiotów
Agamemnon wiedział że
to jeszcze nie koniec
za znieważenie praw należy mu się
bardziej niż nikotyna
trupi jad Troi
będzie nim karmił
zmęczone zwierzę swojego ciała
ono i tak już nie sypia
i zapomina jak oddychać
widział że
to jeszcze nie koniec
zwyczajnie nie mógł się
powstrzymać
bałagan tu taki że
Bóg kusi się
do życia
tu szum pulsuje
mu w sercu i mózgu
zaufaj
zaufaj mówi
wystarczy tylko jeden mój ruch
głowę wyciągnę ci z cierni w puch
wpuszczę cię na nowe mieszkanie
będzie tu zawsze posprzątane
cicho zamknę
drzwi
będę ci się śnił
aż do końca
© 2010-2011 Filip Pietrek
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Demo
© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput