... ogarnia cię przenikliwy chłód... myśli uciekają przed światełkiem twojej świadomości jak dzikie zwierzęta przed ogniem... narastający ból szemrze w kończynach... plamy szarości i jaśniejsze punkty tną i gniotą oczy, podpalają oczodoły... świat wokół jest łupiną orzecha - twardą i szorstką... ślepniesz... twój umysł matowieje... wylewa się echami dźwięków pulsujących arytmicznie... coś wybucha... coś mocno drga... czujesz, jak stopniowo stajesz się rozdygotaną całością... każdy atom krzyczy i odbija się o kraty materialnego odpowiednika ruchu uwięzionego w twardym bursztynie; niekształtna masa powoli gęstnieje... rzeczy nabierają barw... kontury wpełzają na siebie, kreując coś będącego kpiną z trzech wymiarów.
Skorupa się rozpada. Ciałem szarpią torsje i pseudo-epileptyczne konwulsje. Huk - nie słyszysz go, lecz czujesz. Światło wsiąka pod oczodoły i za skronie. Jest lepkie i piekące.
Przedarłszy się przez kłębek głębokich traumatycznych doznań, stwierdzasz:
- Nienawidzę poniedziałków!
© 2011 Tomasz Fendryk
mroczna.art.pl > Rękopisy > Opowiadania > Gdy Ziemia płaska jest
© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput