Prostytucja intelektualna
poszła
prostytutka intelektualna
gdzie mieszka bo granice dawno już przestały istnieć
z gazet czerpie pożywkę
odwiedza bastiony polityków
siostry syjamskie
prostytucja z pornografią intelektualne
po zabiegu rozłączenia nie przestają żyć…
podniecać się byciem w epicentrum
kąpać się w bitej pianie zainteresowania
sprzedajna za wiersz w gazecie
lubieżnie oblizywać wargi po kolejnym komplemencie
wzbudzają pożądanie tylko na chwilę
bo nie ma już nic do ukrycia
nie wie co znaczy cierpieć
bo jej moralność elastyczna jak pończocha
którą zdejmuje na żądanie
czy to jej wina
że chce być zauważana ...
Miejska kakofonia
kocham miasto tylko nocą
moja dusza w sanatorium
pod kroplówką psychotropów
ogier lekarz z przystojną grzywą
pielęgniarki rosiczki
żądne chłepcące napar kawy jak morfinę
dzień jak co dzień
rodzinna kakofonia
kocham miasto listopadowe
skalane szarością
bredzące telewizją
gazety adwokaci skrzeczącej rzeczywistości
tłok na cmentarzach
czas …
pustka miasta w sześcianie schematu blokowisk
dzisiaj fatum genetyczne zagrożenie rakiem
zsypy odwiedzane przez młodzież
bystroocy dilerzy nie próżnują na rogatkach
echo pustki w kieliszku singli
kompleks Portnoya
ludzie obok nas
rozbite lustra weneckie
karmiona kłamstwem ścierasz
drapieżnie tatuaż przyjacielskiej przysięgi
krew na kaftanie
niebezpieczna
od dziecka chora na idealizm
Neurotyczne myśli wnuka
bałagan myśli
jak w miejskim śmietniku
jacy jesteśmy
serce fałszuje jak nieudany występ kobziarza
ładni na zewnątrz jak kwitnący storczyk
zakurzeni od wewnątrz
z duchem przesiąkniętym naftaliną
seks niespełnienie zaszczucie mamona
kolejne paciorki różańca
straszą miejskie śmietniki przepełnione garderobą
fetorem brudem codzienności
prostytucja intelektualna panoszy się
zbyt jaskrawo jej
z pomadką na ustach
a złośliwy złodziej czasu
wrzucając do kontenera szczęśliwe chwile
poddaje je utylizacji
nie zdążyłem wybudować domu z piecem chlebowym receptura na chleb
testament w natrętnej dłoni babki
rodzinna pamiątka
potraktowana jak każdy sprzęt
tradycja już dogorywa
w miejskim upale
na obfajdanym trawniku
Most do nieba
Są miejsca
do których idzie się tylko samemu
bez metryki
książeczki ubezpieczeniowej
kart kredytowych
pośrednictwa kapłana.
W zakamarkach sumienia
rachunek sukcesów i strat.
I wtedy posegreguję emocje.
Dla swoich dzieci skataloguję wrogów
nadając im hasło: niebezpieczni.
Pokrzepię się ostatnią strawą myśli
że nie zdeptałam na drodze
żadnej biedronki
nikogo nie zainfekowałam wirusem podłości.
Tą klamrą zepnę swoją ziemskość.
Zacznę dziergać mój most do nieba
kordonkiem zapominanych zdarzeń
© 2011 Katarzyna Nazaruk