Jestem smutna, ale smutkiem głębi. Rozdzierającym, prawie rozkosznym. Na granicy wesela, które starannie przeżuwa i wchłania. Z kapelą smyczkową i dętą, tańcami i welonem.
Na jego krańcu pobudowano mury cyklopie, głaz na głazie, kamień na kamieniu. I wieże wilgotne wzniesiono, tam hula przeciąg i wiatr.
Opasano mnie potrójnym pierścieniem czarnego bazaltu. I mosty przerzucono, by ból łączył krwiobiegiem przeszłość i przyszłość. Nie ma teraźniejszości, nikomu nic nie potrzeba, sekundy migają iskrami w lodowatej wodzie potrójnych fos. Ich syk donośny ostrzeżeniem węża. Oddala się ode mnie splot po splocie.
Nie oddalaj się, smutku, wypełniony słodkim jadem. Bo marzę o ukąszeniu, o zimnym uścisku. Prawdę ci śpiewam, która kłamstwo głosi, nie mówmy o smutku, nigdy go nie było.
Na Polach Elizejskich pojawiły się maki. Zwiędną szybko, dobije je słońce.
© 2011 Andrzej Coryell
mroczna.art.pl > Rękopisy > Inne > Melancholia Emi
© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput