może tak być
że tylko
pety spod śniegu zobaczę
wepchnięte w szpary chodnika
w dziury parapetów
to takie kiełkujące nasiona wiosny
desperados kładą się spać
może gdzieś śnieg
topi się bez tytoniu
w tym kraju potrzebny jest dyktator
nie po to by zrobić tu porządek
w tym kraju potrzebny jest dyktator
żeby mój język przerażał jak rozkaz
mój hymn na rynku miasta budził nienawiść
Polska musi przeprosić
Polska ma się czego wstydzić
reportaż o smoleńskiej trochę pianina
łamiący się głos żony mlaskającej
ustami ja go oglądam w lustrze
mynwoduc łyb fotzsyzrK
meikeiwołzc
łdezsw ybeż mybałaichc
kaj ęis łatiwyzrp
ezswaz
kiepsko ją słyszę
w tym lustrze
chyba mówi że się kłócili
czasami wracał pijany
i w ogóle byli bardzo zmęczeni
słychać wyraźnie kiedy stwierdza
jego nie ma
przesuwa mi się Kraków
przesuwa mi się Wisła
która przeciąg-
a przez cały Kazimierz
trudno się nawet zaciągnąć
Kraków się przesuwa
robi miejsce na Płaszów i Biadoliny
od teelki bolą mnie nogi
anioł Boży przetrącił Jakubowi
biodro wydatnym brzuchem
i teraz pije browar
z konduktorką
mamo nie gniewaj się
w tym mieście
nie chodzę do kościoła
What do you think about God?
jest druga w nocy a my już nie tyle
pijani co zwyczajnie najebani
naklejamy angielskie słowa na nasze
polskie szwedzkie gwatemalskie usta
It’s hard to explain in English.
w tej chwili nawet sobie nie przypominam
że uparcie do kogoś dzwoniłaś
szukałaś zasięgu zastanowię się nad tym
dopiero gdy zacznę pisać
What are you doin’ here in Cracov?
a jeszcze przed chwilą patrzyłem jak
zwijasz się pod moim natrętnym wzrokiem
jak próbujesz być niewidoczna
w swojej czarne bluzce
Shut the fuck up!
taka radosna przesada a już wiem
że będę trzeźwieć w Psie
z boską coca colą czekając nad telefonem
na Twoją odpowiedź
So what do you think about God?
mój Skarbie żyjesz już tylko dzięki
kawie i papierosom
a wkrótce i to Ci zabiorą
nawet tu na prowincji słychać odgłosy
kolejnej jebanej strzelaniny
nigdy nie byliśmy pacyfistami
ale oni ranią się do krwi
ślepakami
pokochałem Cię w ostatnim niewidocznym jeszcze stadium raka
pokochałem Twój wzrok przestraszonej staruszki
w ślepej uliczce gdy zza pleców dochodzi
okrzyk młodego człowieka
w niezrozumiałym języku
znasz na wskroś Miasto
nie masz dokąd iść
pokochałem też i tę cyniczną dumę
z jaką wypuszczasz z rąk
najmłodsze komórki ciała
swoich niedopieszczonych kochanków
jakoś wygrzebiemy się z naszych grzeszków
tylko my możemy sobie na to
pozwolić
© 2011 Filip Pietrek
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Moja Europa
© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput