Pamięci „Bidy” — wiejskiego alkoholika, zakatowanego na śmierć przez własną społeczność
Mamusiu, ja już nie będę.
Odrobię — wszystkie lekcje,
Posprzątam — wszędzie.
Tatusiu, odpędź te bestie!
Tak, zgadza się, piłem z nimi wino;
Ale dlaczego —
Mam ginąć!?
Bije pan sołtys, bije Kazik — równiacha,
Bije głupek od Stasiów — ten z pogiętą czachą,
Bije gruby Andrzej, bije chudy Rafał,
Raz po raz z kopyta doprawia brat Jacha,
Równy łomot leszczyny i sztachet od płotów,
Równy chichot kobiet — bliskiej rui leimotyw.
Panie Boże, dopomóż! I Ty — Jasny Aniele!
Ja naprawdę już nigdy — nie narzygam w kościele!
Ujmij się za mną — Najświętsza Panienko!
Mama mi mówiła, żeś Dobra i Piękna.
Tak, zgadza się, piłem z nimi wino;
(Piłem wodę kolońską, piłem bimber, „borygo”,
Denaturę, „brzozową” — wszystko, po czym się rzyga.)
Ale dlaczego —
Mam ginąć!?
— Zmiłowania nie będzie, Pan Bóg też pochwali,
Przecież Mu niedawno dach w kościele zmienialim!
Biją chłopy równo, wszyscy — gospodarze,
Znaczy się — na rencie, lub na jednym hektarze.
Biją za swe krzywdy, za stracone ojczyzny,
Za stracone złudzenia, za tę kurwę — Marynę!
Za — „Europę ojczyzn” i za kary grzywny
Otrzymane za sprawą „tych chujów, co w Gminie”.
Za stracony zasiłek, za to życie jebane,
Beznadziejne i głupie. I przegrane, przechlane.
Tak, kradłem ci kury, ale to na wino
Tak, nasrałem ci w progu, ale to za szczyny,
Które mi wsikałeś rok temu do piwa,
(Skopałeś mnie potem, gdym leżał w pokrzywach.)
Tak, wybiłem ci szybę, chociaż nie wiem za co,
Tak, wiem, jestem gównem — jestem dołem od sracza,
Tak, zgadza się, piłem twoje wino;
Ale dlaczego —
Mam ginąć!?
Biją chłopy równo, wszyscy — gospodarze,
Bije cała Chłopska Republika Marzeń!
Boli,
Boli,
Boli…
— Al. — leś — mu — przy — pierr — do — lił!!!
……………………………………………………
……………………………………………………
……………………………………………………
W polu, u drogi rozstajnej,
Przy rozwalonym wpół płocie,
Stoi krzyż prosty, zwyczajny,
Taki, jak stał na Golgocie L. Staff, „Zmierzch”
O, nie. To nie tutaj.
To nie tutaj mają miejsce tak spektakularne wydarzenia,
Jak na przykład dokładnie wbita pod podwozie „TIR”-a
„Toyota landcruiser”, którą jechali na zasłużone wakacje do Księstwa Monaco:
Ojciec (zastępca prezesa koncernu medialnego), matka (znana filantropka)
I czworo dzieci.
Ocalała z wypadku matka (można mówić tylko o cudzie, zgodnie potwierdzają wierzący
I niewierzący eksperci) do dziś pozostaje w stanie szoku i nie przestaje
Śpiewać monotonnym głosem wciąż tej samej zwrotki znanego przeboju zespołu
„Ich troje”,
Co z profesjonalnym taktem, ale i wstrząsająco pokazał w swym telewizyjnym reportażu
Mistrz filmowego dokumentu. Tytuł: „Krzyż” (nominacja na festiwal w Cannes).
To nie tutaj.
Tutaj Dymki jechali, nawalone jak Stalin
I wciąż głośno się śmiali, kiedy drzewo spotkali.
Zanim całkiem skonali, to się z bólu posrali.
Policja przyjechała po kilku godzinach.
No, proszę — powiedział funkcjonariusz i spisał raport.
Potem wioskowa młodzież ochoczo pomogła spakować zwłoki do karetki.
Krzyż postawiła matka, ale już chyba o nim zapomniała.
Bo do wyżywienia pozostało jeszcze siedem gąb.
Artykuł z lokalnej gazetki: „Pijana młodzież na motocyklu” ochoczo
Wykorzystała do swojej pracy pani pedagog
Z Gminnego Gimnazjum.
A tu przy tym krzyżu jechał Rafciu i „Kiniol”,
Zajebaną spod Klubu taką fest-limuzyną.
A kiedy było już gdzieś — sto czterdzieści,
To ten wózek na szosie się zwyczajnie nie zmieścił.
Krzyż postawiła dziewczyna „Kiniola”.
Już prawie rok co trzy dni zmienia kwiaty i zapala znicz —
Przynajmniej tak byłoby w jakimś dobrym wierszu, ale ona
Znalazła pocieszenie już po kilku dniach.
A kwiaty i zapalony znicz — po prostu pasują
Do konwencji. Do piosenek,
Które przyniósł z więzienia
Jej nowy chłopak.
Elementarna przyzwoitość podmiotu lirycznego
Nakazuje mi dodać, że wspomniany incydent
Przeżył ten,
Który prowadził,
(nadal jest ministrantem w wiejskim kościółku)
A śledztwo umorzono z powodu braku możliwości
Ustalenia przebiegu wydarzeń.
Choć przecież widziała to prawie cała wioska.
Drodzy Czytelnicy!
Z cichą nadzieją na dalszy ciąg
Ślę Wam ten wierszyk do własnych rąk.
Niemcom Brandenburskim — przedwojennym mieszkańcom mojej wioski
Temu, kto tutaj posadził
Zdziczałe dziś grusze i śliwy,
Jeszcze się przyśni czasami —
Wieś Weissig — ten Heimat szczęśliwy.
Rozszabrowany cmentarzyk,
(W sąsiedztwie dziś mieszka kamieniarz)
Bezsilne marzenia o karze —
Kojący sen zapomnienia.
……………………………………………
Moreną do Bobru się stacza
Strącony przez dzika kamień.
Też nie ma co po nim rozpaczać —
To samo już stało się z Wami…
© 2004 Krzysztof Gozdowski
Pierwodruk: „Piosenka dla moich przyjaciół”, Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, Poznań-Wysoka-Żnin 2004.
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Obrazek z Ziem Odzyskanych AD 2002
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput