Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№50 maj 2011

Z cyklu „Grypa Żołądkowa Gorzka”:

Orędzie do czytelników Krzysztof Gozdowski

Czy ja sobie tutaj robię z was jaja, czy nie, to jest
już wyłącznie moja sprawa, zaś sprawą waszego rozumu
jest to, czy moje słowa was przekonają. Na Boga,
nie wmówicie mi chyba, że jesteście pozbawieni
umiejętności samodzielnego myślenia!!!

Kwiatusiowi

Ponieważ dalsza część „Grypy żołądkowej gorzkiej” różni się w zasadniczy sposób od poprzedniej, winien jestem parę zdań wyjaśnienia. Żywię przy tym (niewielką, przyznaję) nadzieję, że uda mi się zakłócić, choć w minimalnym stopniu, ów stan harmonijnej obłudy, w jakim tkwi dzisiaj jakakolwiek twórczość, także naukowa i artystyczna.

Korzeni współczesnych sposobów działania, myślenia i komunikowania się, jakie składają się na naszą rzeczywistość, należy szukać w obydwu dwudziestowiecznych totalitaryzmach – komunizmie i faszyzmie. Celem tego pierwszego było pozbawienie społeczeństw umiejętności myślenia na własną rękę i mogących wyniknąć z owego myślenia konsekwencji, celem tego drugiego – odmówienie prawa do istnienia starannie wyselekcjonowanym zbiorowościom.

Szczytowym, choć nie zawsze należycie docenianym, osiągnięciem komunizmu było wyodrębnienie zespołu objawów, pozwalających sprowadzić pewne ludzkie zachowania do rzędu choroby psychicznej, nazywanej czasami schizofrenią bezobjawową. W ten sposób wszelkie akty przemocy państwa wobec obywateli stawały się po prostu aktami pomocy humanitarnej.

Faszyzmowi nie dane było, na szczęście, urzeczywistnić do końca swych planów totalnej eksterminacji, stąd po prostu nie wiemy, jak kształtowałaby się rzeczywistość bez Cyganów, Żydów, Słowian czy na przykład Murzynów. Należy przypuszczać, że po prostu prawodawcy wyodrębnialiby kolejne grupy i środowiska, mogące stanowić rzeczywiste bądź urojone przeszkody dla osiągnięcia ideału czystego narodowościowo i mentalnie społeczeństwa. Nie należy również odrzucać a priori prawdopodobieństwa, że nadal byłby to świat, w którym znajdowałoby się miejsce na radość i śmiech, na miłość, czułość, zdolność do bezinteresownych poświęceń i czystość serca.

Między bajki należy włożyć konstatacje, że komunizm i faszyzm już nie istnieją jako realne zagrożenie. Wręcz przeciwnie, dzisiaj dopiero przeżywają swój prawdziwy renesans, choć – być może – nie czynią tego jawnie. Bo i nie muszą, i nie powinny tego czynić, pragnąc zachować i utrwalać nadal swoją skuteczność w sterowaniu wszelkimi formami aktywności globalnych społeczeństw.

Globalizacja jest bowiem naturalnym dzieckiem faszyzmu i komunizmu. Ja – Krzysztof Gozdowski, autor tego orędzia oraz całego zbioru zatytułowanego „Grypa żołądkowa gorzka”, nie czuję się ani powołany, ani uprawniony do wygłaszania sądów wykraczających poza obszar zagadnień związanych bezpośrednio z językiem i do tej materii się ograniczę.

Z doświadczeń obozów koncentracyjnych i Gułagu, polityczni, gospodarczy i intelektualni przywódcy świata wyciągnęli brzemienny w skutki, choć z gruntu fałszywy wniosek, że nie ma i nie może już być powrotu do rzeczywistości, w której słowo cieszy się zbyt wielką wolnością. Zaczęli traktować język podobnie, jak więzienny strażnik traktuje nieposłusznego i nieobliczalnego więźnia, którego wyedukować, a przynajmniej uczynić nieszkodliwym, mogą jedynie zwielokrotniające się restrykcje. Wydawało im się, że jest to czynność jak najbardziej uzasadniona, chociażby z uwagi na zadziwiającą łatwość, z jaką, we wspomnianych totalitaryzmach, znaczenia konkretnych słów zależały od intencji ich nadawców.

Zasadniczy błąd architektów posttotalitarnej rzeczywistości polegał na przypisywaniu słowu i językowi natury żywego człowieka. Szybko się okazało, że taka polityka wobec języka (i jego użytkowników) jest niezwykle wygodnym i skutecznym sposobem kształtowania również p o z a j ę z y k o w e j rzeczywistości, a więc wszystkiego, co można nazwać, określić i sprowokować słowami. W tym – ludzkich zachowań.

Kiedy w wydanej w 1964 roku książce „Zamknięcie uniwersum dyskursu” Herbert Marcuse sygnalizował rozprzestrzenianie się zjawiska nazwanego przez siebie „językiem administracji totalnej”, w którym użytkownikowi języka pozostawia się coraz mniejszą przestrzeń swobody wyboru konkretnych, synonimicznych określeń, a nawet całych składniowych i stylistycznych wypowiedzeniowych schematów, nie był chyba jeszcze do końca świadomy, że opisuje początkowe, bardzo łagodne stadium kształtowania się nowego totalitaryzmu. Takiego totalitaryzmu, przy którym komunizm i faszyzm jawią się niczym maczuga wobec elektrycznego paralizatora.

A jak się to ma do moich opowiadań, które następują po tym tekście? Ano ma się tak, jak penis do waginy! Piękny, okazały i młody, rzecz jasna, to takiejż samej.

Poprawność polityczna, poprawność estetyczna, poprawność etyczna, językowa. Totalna poprawność.

Gdyby dzisiaj Henryk Sienkiewicz napisał „W pustyni i w puszczy” albo „Trylogię”, żaden wydawca, nawet ten, który, ryzykując życiem, zdecydował się na wydrukowanie „Szatańskich wersetów”, nie podjąłby się opublikowania tych książek. Bo skończyłoby się to, najlepszym razie, procesem i grzywną, również dla autora. Wszak to apoteoza rasizmu, nietolerancji i zaściankowej wizji świata! Czy wyobrażacie sobie, żeby we współczesnej ekranizacji „W pustyni i w puszczy” Nel kopnęła Meę ku przestrodze w dupę, albo kazała ją ździebko obatożyć? Chyba interweniowałby sam Nelson Mandela, albo i Koffi Annan! Ale to byłoby jeszcze pół biedy, bo wiadomo – Sienkiewicz – przygłup i ciasny nacjonalista. Kudy jemu w wielki świat?! Ale co by się dzisiaj działo z takim Janem Chryzostomem Paskiem, z Janem Kochanowskim, z Mikołajem Reyem, czy z Julianem Ursynem Niemcewiczem? - Z europejskich turm do końca życia by nie wyszli, a i majątku by im nie starczyło na opłacenie przegranych procesów o zniesławienie! Redaktor Adam (ten jak najbardziej współczesny) wie co robi, zastępując publiczny dyskurs o polityce i pryncypiach honorariami dla swojego „papugi”!!!

* * *

A co ja za to mogę, że dla mnie pisanie jest czasami uwalnianiem się od osobistych obsesji i animozji? Pasek mógł, a ja nie mogę?!

I jest mi wstyd za was, że takie armaty muszę wyciągać w obronie swoich kilku nędznych opowiadanek.

Ale będę ich bronił!!!

© 2011 Krzysztof Gozdowski

mroczna.art.pl > Rękopisy > Grypa Żołądkowa Gorzka > Orędzie do czytelników

z Google

© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput