Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№39 marzec 2010

Powrót konkwistadorów Tomasz Fendryk

Tonący w deszczu

Cisza ma dwa imiona:
Śmiech obłąkanego i sama ona.

Gdy obłąkany opuszcza zasłony
W oknach jego domu cisza śmiechem płonie

Gdy zaś płonąca opadnie zasłona,
Palić się weń zacznie śmiech ów szalony

Choćby i dom spłonął, chłonąc obłąkanego –
Ów powróci w bryzie słonej – z dalekiego brzegu…
Jest bowiem ocean o falach ciszą rzeźbionych –
Fale te uparcie tkają obłędu zasłony

Cisza ma dwa imiona:
Śmiech obłąkanego i sama ona

Cisza ma dwa oblicza:
Usta, co milczą i oczy, co krzyczą

Cisza ma dwa kolory:
Słów niedomówienia, końców zdań pozory

Cisza ma dwie postacie:
Jednej – znać nie chcecie; drugiej – nie poznacie

Ballada o mętnej kałuży

Marszczy się i sinieje mętna twarz kałuży –
Uśmiecha się dwuznacznie: zaraz się wynurzy…

Paskudne oblicze mętnieje bardziej jeszcze –
Czy słyszysz: płytkie kroki… Deszcz ciszej szeleści…

Wiatr się gdzieś zaczaił, gnić zaczęła gęsta mgła:
Skrzywiona buzia kałuży tak mętna – aż mdła…

Pieni się, syczy, jak chory: majaczy, jęczy –
Już: główka, piersi, nóżki – ktoś ty jest? Topielczyk.

Bulgot w gardziołku… Rączką wskazał szyję,
Gdy splamione wargi spytały: ja… nie żyję?

Wiatr strzelił gwałtownie – to ptaki się zleciały
Głodne: bierzmy i jedzmy, bracia! Oto ciało!

Dziecię kałuży nie drgnie – trwa w ciszy, w amoku,
Gdy ptaki gryzą, dziobią, rwą wątrobę z boku…

Z kałuży martwe oka tłuszczu wydziobały…
I – równie nagle jak ryknął – głodny wiatr zamilkł.

Mętna twarz kałuży uśmiecha się dwuznacznie –
Zewsząd gnają chmury – niedługo padać zacznie…

Pieśń syreny

Statek rozbił się o skały
Nieco bliżej była przystań

Okręt w drzazgach, lecz JA CAŁY –
Imię moje? Empirysta!

Dyrygent ciszy

Kocie –
Nie łaś się do mnie po tym, jak łapki umyłeś
Pociął
Pazur twój i ząb: ptaka; teraz: sztywną bryłę
Oczy
Twoje – tak zimne – umysły na wskroś przeszyły…
O czym
Twój mówi balet ogona – pozornie miły?
Wkroczył
Twój cienki śpiew w cichą w świata nocy mogiłę –
Kocie –
Ty ptaki – już martwe - t a k śpiewać nauczyłeś

Powrót konkwistadorów

Słońca gorączkowe czoło –
O majaki przyprawia
Pokruszony witraż horyzontu
Tropem lunatycznego wiatru –
Po chodników zębach spiłowanych
Wśród parasoli poszarpanych
Między sznurami kukieł splątanych
Między gruzów niemymi wulkanami
Suną –
Krokiem wyrwanym z kontekstu i chwili
Łowcy bezdomnego echa

© 2010 Tomasz Fendryk

mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Powrót konkwistadorów

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput