Bałaguła, fura ściśle ziemska, pełna zawsze, przepełniona nigdy, jedzie. Bałaguła, furman, kłopotnik urodzony, zna, doradzi, podpowie. Z bałagułą w świat, jak świat światem.
Jak miód miodem, tak z czułością ule kołyszą tu do snu. Pszczele brzęczenie i bez anten emitują, brzęczenie o popiołach tu i o popiołach tam. Ule, rezonatory miodne o gruzach zamków, o szczętach murów do snu dumkę nucą.
Przyroda tu ludzka, człowiek jej nie dłużny. Tu się nie przerzuca krajobrazu z lekką myślą, a myśli się z radością. Czuć tu przyrodzoną człowiekowi wolnością.
Na dnie błyszczy żarówka, mami w stawie rybnym, błyszczy, kusi nocami, owocami widnymi; nocami radość rybkom niesie, nocami tuczy je światełkiem, tuczy je amperkiem; ach, błyszczy, ach, mami. Pierwsza w okolicy żarówka – fest chwat.
Kraiku lasów, piasków, błota! Błota twórczego, stwórczego, produktywnego, błota łasego na każdą historię, na każdy wikt. Kraiku kryj się (na dnie) i płódź. Batyskafem w ulu bądź.
Na dnie ciągle wyskakiwałeś ze swej skóry - w swojej skórze, ani dnia nie przesiedziałeś; z ludzi wyskakiwałeś, z pamięci, ze śladu rozgrzanej duszy wyskakiwać ci się zdarzało. Wylinka pod żelazkiem, wylinka pod krawatem, jak ulał, tak ucapił.
Pogruchotane groble, lasy rachityczne, sosny garbate. Pogruchotane, na wpół w ziemi chatynki, otyłe lipy, a łubin jak grzmot. Pogruchotane, stopione w jedno tęsknoty - weki cudowności.
Na dnie toną w trawie, toną w trawie, nieużytej, toną w trawie ocaleńcy z głodowań, z mrocznych jesieni, srogich, wietrznych zim, ze świata ziszczonego w tym kraiku. Miód, chałwa, figi, makagigi.
Tuziemczy żywioł, półnagi, w dymie wędzony, dojrzał hardy. Tuziemczy żywioł ze snu i siana pleciony. Tuziemczy samoswój żywioł, urok to i mara. Wolny lud powolny.
© 2011 Piotr Nita
mroczna.art.pl > Rękopisy > Inne > Przekładaniec
© 2005-2012 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput