Uwięziony w celi smutku i boleści
Zaplątany w powój wciąż rosnących lęków
Nie mając juz miejsca, by siebie pomieścić
Postanowił wreszcie skrócić swoje męki
Pod nogami stosy zębatych rur
malowane rdzą
Wokół mgła utkana z mechanicznych motyli
niestabilnie barwnych
Snajper ukryty gdzieś
wiele pięter nade mną
szuka laserem celu
Otwieram usta - zamykam wrota myśli
tonę - - chłonę ogień paniki
łupki umysłu rozbitego o dłoń
tworzą witraż - -
obraz szaleńczej wiary
w mesjanizm obłędu
Rozbity jak lustro, które uderzył wzrokiem
Przez które wyskoczył, nie znając innych okien
U wrót fortecy
Obudzony z zamyślenia
Przez deszcz szeptów dookoła
Pochwyciłem w dłoń mą - pyłek
Co przyleciał do mnie z wiatrem
Wszyscy wokół mnie patrzyli
Na mnie - jak ja na ów pyłek
Wzrok ten mówił: jaki mały!
Już za chwilę wiatr go porwie!
© 2011 Tomasz Fendryk
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Pukanie do niewidzialnych drzwi
© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput