Opuściłaś mnie, Najmilsza,
po tylu latach, tych wszystkich
rozżarzonych węglach, najwspanialszych
rzekach na jakie było nas stać,
lekkim dydkiem. Widziałem
wiele różnych
rozstań, tych scen
z płaczącymi ludźmi,
przegranymi facetami. Nie wierzyłem,
Najmilsza.
Wiesz, siedziałem wtedy
na czacie. Po jedenastej
kawie straciłem resztki
godności. Nie próbowałem już nawet
zapamiętywać. Te wcześniej odrzucone
jako niegodne człowieka
w moim wieku i o mojej pozycji (wysoko
stałem), owe myśli
i wizje powróciły. Z trzaskiem
zamknęłaś drzwi. Widziałaś
mnie z nimi wszystkimi. Wybacz.
To był ostatni raz.
Obudziło mnie własne pierdnięcie.
Odwracam się, patrzę:
moja dziewczyna siedzi przed komputerem i gra w...
jakąś zręcznościówkę z myszką. Podoba mi się.
Wstałem.
Musiałem ją pocałować. Wzwód
nie ustępował i potem miałem
problem w łazience, ale
dobrze chwilę tamtą z nią (cudowną, natchnioną)
na podłodze wspominam.
Dałeś mi do myślenia, skurwysynie,
tym swoim wierszem o Leninie.
Chwilę wcześniej panowałeś nad mą duszą,
chwilę później pusto było pod tą gruszą.
Narzekanie jest dla kobiet w ciąży
lub jak kto do WC nie zdąży,
lecz zważ człeku domorosły,
że wokół mnie same wodorosty.
Niedźwiedź z prawidłowo funkcjonującą prawą półkulą,
z ciekawie rozwiniętą klatką piersiową,
z groźnie zwisającym dookoła futrem,
z wewnątrzmózgową epoką lodowcową.
Niedźwiedź który na widok muchy macha łapami,
dla zdobycia pokarmu przebiera się za królika,
a za grzechy ziemi obwinia trawę...
powiedział że mnie zje.
Roześmiałem mu się prosto w pysk,
a on mnie.
© 2010 Robert Zdrenka
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Rozmowy miłosne
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput