dzień otworzył się niewiarygodny
przepiękny mróz nie miałem w co się ubrać
"czarny t-shirt... a może... czarny t-shirt?"
powietrze aż lśniło
cząsteczki śniegu mieniły się w słońcu
jakby ktoś zmiażdżył w garści bryłkę srebra
wszystkich przesłaniało drobne migotanie
wracając widziałem
jak grupka południowoamerykańców wsiada do tramwaju
oczy mieli mocne brązowe jak moja kawa
i myślałem "brazylijczycy boliwijczycy kolumbijczycy"
wyobrażałem sobie wędrówkę czarną
nocą białym kokainowym szlakiem
prawie czułem zapach kokainy w nozdrzach
ale gdy zdjąłem słuchawki usłyszałem Jidysz
śnieg prowadził donikąd
a jednak nie milczy
całe mapy mówienia na nim są
gwiazdy ślady nocnych kotów złożone
zdania scyzoryki kocich powieści
wiele tomów
na śniegu omijanie szkoły szeroką aortą i
bójka po lekcjach
wykaligrafowane i popodkreślane na kolorowo
po śniegu idę i słyszę jak zapisuje że idę po nim
ale on już wie dokąd
© 2011 Jakub Jacek Schönhof-Wilkans
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Śnieg
© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput