śpiewała młoda prawda że jest ogrodem do którego się wchodzi
że jest poznaniem dobra i zła
że kto nie wszedł nie poznał
nigdy nie będzie stara
dlatego że zestarzeją się ci który jej nie poznali
śpiewała młoda prawda w jednym jedynym języku którego nikt nie poznał
chociaż wszyscy mówili wszystkimi językami
wszyscy byli starzy
był młody ogrodnik
znał języki przed i po
znał aramejski znał inne
znał słoweński znał chorwacki znał serbski znał bośniacki znał czarnogórski znał macedoński znał inne
nie był każdy
poznał się na ich wielomóstwie
zamknął słowa które nie widziały nie słyszały nie mówiły
nie było wśród nich takich które byłyby młode
które urodziłyby
poród zostawił sarze nagiemu ogrodowi
ranie ciętej kłutej szarpanej jugosławii
owoce dojrzewają
w ogrodach okamgnienia
oka brązu mgnienia słońcorękie
słońca niosą na rękach głowę
patrzą przez kości piszczele kręgi kręgosłupy palce promienie łodygi
słońca niosą na rękach relikwię
najmniejszą moją ciemność ołtarz największą moją światłość ofiarę
moją ciemność przed światłością pierwszą moją światłość przed ciemnością ostatnią
moja nie moja głowa moja nie moja światłość moja nie moja ciemność
wrosła w świeckie wrosła w duchowne wrosła w egzorcyzmowane wrosła w konsekrowane
było słowo jak ogrody
szło przez dni przez tysiące lat przez miliony wieków
szło z moją nie moją głową z moją nie moją relikwią
było słowo jak czas
napotkało ogrody napotkało czasy
ciemność i światłość świeckie i duchowne egzorcyzmowane i konsekrowane
było dziewicą prostytutką zakonnicą mężatką kochanką poślubioną ogrodom
było wdową bez głowy
gdzie są ogrody gdzie jest czas
dokąd poszedł bez wdowy poślubionej mężowi
słonecznik z ogrodami okamgnieniami profesją wieczystą
na głowie
czas idzie donikąd
jego zaczynanie i kończenie się jest donijakie
co to za czas bez skąd i bez dokąd
idzie po swoim dookręgu
znikąd nie przyszedł donikąd nie dojdzie
po co idzie
idzie żeby okrąg nie zatracił swojej krągłości
jego męskość jest nijaka jego kobiecość jest nijaka
niczego mu nie brakuje
nie ma nikogo
nie ma mężczyzny nie ma kobiety
nie ma niczego nie ma nikogo ma wszystko
ktoś kiedyś przyłapał go na próbie zakończenia
nikt nigdy nie nakrył go z początkiem
nicość jest wszystkim
ktoś kto jest polem okręgu odkrył że jest jednym z pierścieni po którym tamten idzie
chciał przeciąć mu gwiezdną drogę
nie było gwiezdnej drogi
był ślimak w słonecznym pyle
był jego dom w kosmicznym prochu
każda ziemia była bliska wszystkie nieba były mu dalekie
ktoś kto wiedział że nie ma wczoraj dzisiaj jutro
czekał aż tamten stanie się częścią wspólną okręgów
trzej by się narodzili
masz dziewięć miesięcy
dopiero zaczynają odmierzać ci czas
a ty już nie żyjesz
masz dziewięć lat
rozglądasz się po swoim czasie i przestrzeni
patrzysz jak twoje księżyce krążą wokół czasu
patrzysz jak twoje słońca krążą wokół przestrzeni
rozglądasz się jak przesuwa się umieranie
z nieżycia w nieżycie
na drzewie rośnie mały księżyc i jeszcze mniejsze słońce
jeszcze nie wiedzą że umarły
masz dziewiętnaście lat
nigdy nie za wcześnie na wskrzeszenie śmierci
nie masz już czasu
ci którzy umierają wcześnie żyją późno
masz dziewięćdziesiąt lat
zaczynasz list
dziewięćset lat po mojej śmierci zaczynają odmierzać mi czas
kończę
drzewo otwiera usta
żeby nie spaść gwiazdy trzymają się siebie
© 2008 Agnieszka Syska
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Śpiewała młoda prawda
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput