nie chce mieć nóg
nie lubi ich
koleżanek z pracy
nie rozumie
gdy mówią
'chodźmy gdzieś w piątek wieczorem'
'chodźmy na zakupy, razem'
wciąż czuję się tu ciężki
za gruby za jasny
światło za mocno
odbija się ode mnie
za wyraźny
za często pytany
czy nie chciałbym pozbyć się czegoś
co wygląda na bardzo niepotrzebne
a im przydałoby się
na pewno
twoja mama też tak musiała
zazdrościć ci nóg
że masz i używasz
całe życie zdychała w fotelu
w ciepłych kalifornijskich kapciach
mam nóż
w kieszeni
zwinięty
w kłębek
podejdź
jeśli chcesz
wiedzieć co będzie
nici
poplątane w kłębie
kumulusów
nerwów
ja nie wiem
jak to rozplątać
sznurowadła umiem
tylko wiązać
warstwa skóry ukrytej
nadbrzeżny port
cebulki włosów
kiełki soi
pałeczki wąglika
horyzont ścierwieje
sumienie
drży w skurczach i spazmach
między kręgi szyjne
wyrzuty zwyrodnienia
przeżuty sumienia
terapia rzuca się na wątrobę
jestem chory od dawna
strumień świadomości jak strumień moczu
czyni ulgę
obydwa wzmagane alkoholem
popuszczam na łóżko
ku uciesze publicznej służby zdrowia
i domów
twój pan jest twoim pasterzem
a mój lubi baraninę
kocha ją nad życie
swego stada
sumienie właściwe
skóra pod tatuażami
ukryta na mokradłach
© 2010 Jakub Jacek Schönhof-Wilkans
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Sumienie właściwe
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput