szeptem rozmawialiśmy
o miłości
aby nie obudzić
drzemiącej w kącie
nienawiści
chciałeś wtedy
tak jak dawniej
kiedy z tą dziewczyną
uciekaliście
za miasto
w las
w ściółkę
głęboko
aby zniknąć
zasnąć pod ciepłymi brzuchami
jeleni
chciałeś wtedy
tak jak dawniej
z tą dziewczyną
tak mocno
jak najmocniej
żeby tylko noce zachować
z kawałkami księżyca
w kieszeniach
przez park
albo tak jak dawniej
w las
w oczy
w serce
z okna mojego pokoju
okno czyjegoś pokoju
długo myślałem
kto zacz
rozczapierzona zasłona
powieka na oku
stanowczo
przesłaniana intymność
długo myślałem
rozbić tę barykadę
rozbić wszystkie barykady
ale nie
światło znowu poszło spać
kto cię tam wie
coś ty za jeden
w zieloności traw
brodzę
szukając
chwili wytchnienia
spoczynku cząstek mnie
w nieskończoność
wyrudziałych pól
wybiegam
niczym nieuświadomiony
końca szukając
u stóp leżał
pobłyskiwał
metalicznym ostrzem
znalazłem go
na końcu drogi
w czerni nocy zastygłej
© 2010 Daniel Konrad Ziarkowski
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Szeptem
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput