Na tym postoju taksówek mieliśmy kres wszechświata
Rozszerzał się i kurczył tak gwałtownie aż umarł
Było nam pusto w głowach
Udawałaś że nie widzisz krwi pod paznokciem
A mówiłem tobie przecież — Łowca idzie na polowanie
W owym czasie zwierzęta powstały przeciw ludziom
Mogliśmy jeść tylko owoce
Nienawidziłem cię za to
Zacząłem zabijać
Łowca idzie na polowanie
Później zawlokłem cię do domu
Nakarmiłaś mnie szybkim oddechem
Zabrałem trochę na drogę powrotną
Zacząłem cię rozdawać innym współplemieńcom
Bo w owych dniach wszyscy stanowiliśmy jedno plemię
Dzicz w naszych oczach wyganiała ostatnie rozumne istoty
Zwierzęta powstały przeciw ludziom bo już nie było
Między nami żadnych różnic
Tu nigdy nie było człowieka
Na tej trasie za moim domem
W moim śnie
Zauważyłem że zawsze jest pusto
Jest śmiertelna cisza
Nie ma ptaków
Rosną pokrzywy i chore drzewa
Dzieci w sąsiedniej galaktyce
Bawią się w Auschwitz
Wkładają kotom zapałki w oczy
Dziewczęta i chłopcy
Z szamotającymi się pod czaszkami
Obrazami z MTV
Z nowych gier
Z filmików na komórkę
Tu nigdy nie było człowieka
W moim śnie
Mam chaos na wardze
Na tej trasie za moim domem
Nowa szybka autostrada
Przez dolinę rozpusty
Biegnie w stronę pustego horyzontu
Jest śmiertelna cisza mam popiół na głowie
Oddycham tym wszystkim
I nic nie czuję
Szukam cię w ruinach pradawnego królestwa
Dziki ołtarz stoi na środku świątyni
Mamy noże jesteśmy prawie wolni
W stalowych kołyskach opowiadamy
Z uśmiechem na ustach naszemu potomstwu
Czym jest opętanie
Hieroglify tajemne znaki kręgi w zbożu
Bzdura
Wszystko przeminęło
Gatunek wymiera
Ziemia jest jałowa
Nic się już nie urodzi
Jest daleka przyszłość
Szukam cię w ruinach pradawnego imperium
Bo dowiedziałem się że żyjesz
Jestem z daleka
Jestem ostatnim kapłanem urojonego kultu
Jesteś ostatnim węzłem który należy rozwiązać
By wszystko po cichutku pochowało się po kątach
W nadziei na nowy wielki wybuch
Nigdy cię nie nazwałem
Pewnie nie masz nazwy
Bo gdyby tak było przychodziłbyś miliony razy
Na każde wezwanie bo każdy cię pragnął i krzyczał
Teraz cię szukam w ruinach pradawnego chaosu
Bo fajnie by było jakbyś posprzątał po sobie ten cały syf.
Mogłoby tym smętnym wiatrem
Być nasze zauroczenie
Z mgieł wyskoczyć w stronę lasu
Stawać się westchnieniem
Mogłoby też ranną czerwienią
Rozpościerać swoje palce
Być nieśmiałą spowiedzią
Być ciszą po walce
Wracać krzykiem uwięzionym w trzcinie
Stawać się rytuałem
Stawać nożem w korze drzewa
Stawać się banałem
Mogłoby a nie będzie i odejdzie
Zaraz ze świtem
Przeobrazi się w zawstydzenie
Przeobrazi się w religię
Jaki smutek
To nasze ostatnie pieśni
Nic już nie daje ciepła
Jest tą plamą na obrusie
Nasze zauroczenie
Ciągłym pędem, bladą zorzą
Przymusem by biec do ciebie
© 2008 Paweł Zaremba
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Tu nigdy nie było człowieka
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput