Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№29 maj 2008

Wykrywam te wasze twarze przemykające pod murami zaplutej dzielnicy Paweł Zaremba

***

Wykrywam te wasze twarze przemykające pod murami zaplutej dzielnicy
Mam taką potrzebę w sobie by wystraszać wasze spojrzenia jednym uśmiechem
Pędzę i krzywdzę — książę bez ziemi
Wracam do miejsc w których nie można zamieszkać
A czas pozostał bajką z tysiąca i jednej galaktyk
Mamo! Pali twój głos wystukujący pod moją czaszką melodię wyrzutu
Twój wzrok chowam pod skórę
Wieczorami oddycham twoją łzą
Mamo! W twoich gestach jest pieśń zawodu

Pod drzewami jest chłód
Znowu jesteśmy na początku drogi świat jest bezpieczny
Wiem też się tam cofam prawie każdego ranka
Zanim otworzę oczy

Mam kajdanki na przegubach dłoni i wraca do mnie ciągły szept o uciekaniu
Piszę listy do niewidzialnych przyjaciół bo tylko oni zawsze odpisują
Mam ciągle spocone ręce i boję się ciemności
Mamo! Wyciągam z siebie wszystkie te rzeczy o których nie powinienem pamiętać
Mam ciszę przed wielkim wybuchem na końcu języka

***

To działo się naprawdę
Pierwsza śmierć
W głębokim śnie
Diabeł istnieje
Nie daj się zwieść
Pięknej nocy
Strzelającej mlecznym słupem
Przez zimne niebo
Nie ma nazwy dla tego miejsca
Światła po drugiej stronie jeziora
Igrają ze swoimi odbiciami
Buntownicy w okolicznych lasach
Palą ogniska
Będziemy mieć swój taniec
Od tej chwili
Jednoczy nas strach przed wychodzeniem z kręgu
Jesteśmy chorzy ciągle śpimy
Dzień dobry — mały przebłysk — drobne lekarstwo
Trzcinowy czar
Magia dotyku
Furia oddechu
W pewnych godzinach wrota otwierają się szerzej
W pewnych godzinach wraca do nas chichot mlecznej drogi
Oddaliłem psy za próg
Kuszą jednak swym przywiązaniem
Długa jest podróż
Niesie mnie szept
O krainie z twoich stron
Zawsze się znaliśmy

***

Zapewne cichszy niż ten skowyt zagłodzonego psa
Z dala od pana i swojej suki
Zapewne cichszy niż rozdarte hukiem spadającego liścia
Powietrze na odludnym stepie albo gdzieś w górach
Zapewne śmieszny oraz godny podziwu jak mrówka
Niosąca coś kilka razy większego niż ona sama
Zapewne słabszy od Syzyfa
I jeszcze zapewne bardziej litościwy niż Attyla
Taki ten ostatni czysty dzień w dolinie
W dolinie za moją jamą z lęku i samotności
Kreacja wszechświata rozpada się
Jeszcze przed jej zakończeniem
Szeroka żyzna ziemia pod moją powieką
Źródło życia na mojej wardze
Piękno lasu w moich palcach
Jedwab i mech pod moimi stopami
Niebo jest czyste mam dom na wzgórzu
Przez gardło nie przechodzi mi tylko
Słowo o końcu eskapady i o tym jak była ona krótka
Jak była ona nieprawdziwa

***

Wstaje dzień na moim horyzoncie
Znów słońce nie zmieści się w dłoni
Jest rzadkie przecieka przez palce
Jest głodne chce gryźć ziemię
Na nieboskłonie rozlano świeżą krew
Nauczyliśmy się czegoś
W zielonych oczach
W niebieskich oczach
Krzyk błyszczał w naszych głowach
Tunel kończy się nagle

© 2007 Paweł Zaremba

mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Wykrywam te wasze twarze przemykające pod murami zaplutej dzielnicy

z Google

© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput