Mr Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa ISSN 1899-5179

№54 listopad 2011

Żona Beduina Katarzyna Nazaruk

Tęknoty nie-Penelopy

smutne są słowa w pustce
której nikt nie rozumie
gonitwa za czymś nieokreślonym
nabiera sensu we dwoje
tęsknota
snuje się po pokoju
jak mgła
zimne uda czekają na czuły dotyk
ogrzejesz je w rąk kokonie
czym jest surogat szczęścia
jeśli jest …
Penelopą nie będąc dostojną
idealną w samotności
jak bluszcz oplotę cię ramionami
w domowym ognisku
gdy powrócisz
do mnie ziemi obiecanej
w codzienności chaosie
zauważysz
kroplę łez mojego szczęścia
rozbitą na cząstki
w soczewce świata

Żona Beduina

Zgarbiona
smutna
zasuszona
żona Beduina
bez słowa podająca wodę do obmycia nóg
Dla niej
ostatni kęs baraniny
łyk wody z brudnego bukłaka
Bez prawa odmowy
bez chęci do życia
bez woli by zaprzeczyć
że jest szczęśliwa
Ile razy bywasz żoną
a ile razy żoną Beduina?

Żona Beduina II

Żona Beduina
Jak szamanka
posiadła umiejętność
przeganiania czarnych myśli
Subtelnym dotykiem przędzie
szorstką szatę
w której przechodzi swoją codzienność
Z każdym kolejnym uśmiechem
pozbywa się zmarszczek
Bogatsza w złoża optymizmu
które odkryła niedawno
Nie liczy już noszonych bukłaków wody
Przeżyła burzę piaskową
W swoim mikrokosmosie zagubienia
usłyszała głos z grubego dna
umęczonej duszy i już wie
że jej cząstka pomarańczy
przecież jest pomarańczą
której długo szukała
z której kapie słodycz soku
To nic że gdzieś obok jest
zawsze prawie idealna
mitologiczna symetrycznie krągła
połówka pomarańczy
Pięknie jej
z tym uśmiechem

Przeciw złości i niepokojom ducha

Nie chcę już tańczyć tanga z melancholią
Przyklejać uśmiech
Który wielokrotnie umierał
Budzić się w betonowym łożu
Smutkiem witać dzień
Zimną ręką snu głaskana na dobranoc
Zdejmij mi smycz z kokardą
Odepnij kaganiec
Dość
Hipokryzji w makijażu
Czerwieni szminki
Którą tak lubisz
Odklejam tipsy
Zdejmuję fartuch kuchennej rzeźniczki
Czerwień sukienki
Na obrzmiałych piersiach
Z którą jak torreador tańczę
Przed szarżującym bykiem
To ja
sote
Rozchyl moje rozleniwione uda
Bierz w dłonie jak dorodną gołębicę
Pocałuj jak niemowlę
Daj klapsa jak niesfornej córce
Karmmy się
Słodkimi truskawkami
Może przywrócą homeostazę naszym duszom
A jutro znowu kwarantanna
przeciw złości i niepokojom ducha

W miłości nie ma stanu constans

W miłości
nie ma stanu constans
Raz rozkoszujesz się
wyrafinowanym smakiem potraw
Kiedy indziej
z glinianego talerza
zgarniasz okruchy
Próbujesz wskrzesić Łazarza
Już wiesz
gdzie szukać
liczby Pi
dostojnie trwałej i niezłomnej
We wspólnych lat obliczeniach
W ogromie małżeńskich strat
Połaciach startego wzajemnie
naskórka uczuć
W ilości naszych wzruszeń

Przyjdź

przyjdź
zagość w mym uśmiechu
skondensowanym pocałunkiem
rywalizujmy
w żonglerce słów
w szermierce dotyków
opływaniu kształtów
pobłądźmy
w oparze euforii
muśnięciem
strząsajmy z rzęs
pył codzienności
zapraszam
ufna
w twoje możliwości

© 2011 Katarzyna Nazaruk

mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Żona beduina

z Google

© 2005-2011 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput