Krzysiowi — mojemu Przyjacielowi
Rzadko mnie coś tak rozwesela,
Jak życie mego Przyjaciela.
I choć skleroza mnie już wali,
Pamiętam, jak raz zrobił smalec…
Zmiażdżyć go miał ojcostwa walec.
W trzydziestej życia swego wiośnie
Widział, jak żonie brzuszek rośnie…
Metafizycznym zdjęty lękiem
Poprzysiągł odtąd żyć już pięknie —
Nie jak Epikur, lecz jak Stoik
(Ten, co od wiadra woli — słoik,
W miejsce golonki zje banana,
Wybierze syrop miast szampana…):
Dosyć już szaleństw i ekscesów,
Wszak moje życie jest u kresu!
I świadomością tą przybity
Odkrywał w sobie apetyty
Dość dziwne, zgoła — kulinarne
(Nie wiedząc, że i to jest marność…):
Jak szczur na jakimś Titanicu,
Jak alkoholik na odwyku,
Lub — jak semiotyk na pustyni,
Zapragnął Krzysiu tłuszczu świni:
Bo tylko w Świni — Ocalenie,
Gdy nie masz gasić czym pragnienia!
Posłał więc do mnie list obłudny:
O, przepis daj mi, Twórco cudny!
(A przedtem ględził w swoim liście —
Taki już mam z tym Krzysiem czyściec…)
Ja — potrząsnąłem łbem genialnym
Nad dmącym z listu wiatrem halnym,
Nad Losem Druga — Semiotyka.
(Zaprawdę, hadko było czytać…)
I, jak prawdziwy chrześcijanin,
Na, niekoszerne przecież, danie,
Poniższy przepis mu posłałem,
Żeby się smalec mógł stać ciałem:
(Chociaż, najchętniej, zamiast tego
Posłałbym jemu coś mocnego…)
Więc najpierw musisz mieć słoninkę,
Taką, dwuletnią gdzieś, dziewczynkę.
(Nie wierzysz, spytaj pedofila —
Taka słoninka „żizn” umila!)
Słoninkę schlastaj w kostkę drobną,
Rzuć na patelnię i osobno
Skroj boczek. Może być parzony —
Walnij w słoninkę zrumienioną.
Następnie musi być cebula,
Lecz Ty się nad nią nie rozczulaj
I obierz kwaśne dwa jabłuszka.
(Jabłuszka w smalcu to jak muszka-
Tołowa gałka do spaghetti,
Albo — jak kwiaty dla kobiety.)
Nim wrzucisz jabłek płatki drobne
W skwierczący na patelni odmęt,
Sypnij łyżeczkę Pana „Knorra”.
„Delikat”. Do mięs. Bo już pora.
Na koniec dodaj majeranku
I mieszaj wszystko bez ustanku.
A gdy jabłuszka będą miękkie,
To krzyknij: Dzięki, wielkie dzięki,
O, Twórco, za Twe arcydzieło!
Za mego życia arcyprzełom!
Bo odtąd — zamiast w spirytusie,
W Twym smalcu nurzać będę duszę!
Lecz nim Geniusza zaczniesz chwalić,
Odstaw patelnię. Bo się spali.
A jeśli lubisz jadło ostre,
Nie żałuj pieprzu. I — daj czosnek.
Dziś, gdy historię tę wspominam,
Znów się do siebie śmiać zaczynam,
Bo Krzyś, gdzieś w tydzień po mym liście,
Opuścił abstynencki czyściec
I, wzorem Nikodema Dyzmy,
Wierzy już w inne aforyzmy.
Choć większość z nich jest — poroniona,
To jeden szczerze mnie przekonał:
Odnajdziesz swoją Szczęścia cząstkę,
Traktując smalec jak zakąskę!
© 2007 Krzysztof Gozdowski
mroczna.art.pl > Rękopisy > Wiersze > Z pamiętnika Artysty
© 2005-2010 PKL UAM + Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Jarosław Bytner, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Wojciech Korput